Stare wygi i nowe twarze. Na co mogą liczyć Polacy w Serie A?
Piotr Zieliński najlepszym Polakiem w Serie A FOT. SIPAUSA/NEWSPIX.PL
W nowym sezonie Serie A możemy zobaczyć aż dziesięciu Polaków, z których większość liczy na regularną grę. Kto może stać się gwiazdą ligi, a kto będzie walczył o każdą minutę?
W nowym sezonie Serie A zobaczymy 10 Polaków, co sprawia, że jesteśmy trzynastą nacją obcokrajowców we Włoszech. Najwięcej jest Francuzów (36), Hiszpanów (29) oraz Argentyńczyków (21), ale skupmy się na Biało-Czerwonych. Oto ich szanse na grę w nowym sezonie!
- Piotr Zieliński (Inter)
- Jan Ziółkowski (AS Roma)
- Arkadiusz Milik (Juventus)
- Sebastian Walukiewicz (Sassuolo)
- Kornel Lisman (Venezia)
- Adam Buksa (Udinese)
- Jakub Piotrowski (Udinese)
- Łukasz Skorupski (Bologna)
- Adrian Przyborek (Lazio)
- Nicola Zalewski (Atalanta Bergamo)
Polacy w Serie A! Na co mogą liczyć?
Piotr Zieliński (Inter)
W zeszłym sezonie Inter Mediolan zdobył mistrzostwo Włoch, a Zieliński był jednym z liderów. Do świetnego rozgrywania dorzucił gole. I to piękne gole po strzałach z dystansu. W nowym sezonie 32-latek znowu będzie zawodnikiem pierwszego składu, ale paradoksalnie nie musi więcej grać niż w poprzednich rozgrywkach (34 mecze/2045 minut), bo w środku pola Interu jednocześnie tworzy trzech zawodników, a jest ośmiu chętnych. Do Polaka, Hakana Calhanoglu, Nicolo Barelli, Henricha Mychitariana, Andy Dioufa i Petara Sucicia doszli: utalentowany Aleksandar Stanković i ściągnięty z Liverpoolu Curtis Jones.
To nie zmienia faktu, że jeśli Zieliński będzie zdrowy, to na koniec nachodzącego sezonu zostanie czwartym obcokrajowcem w historii Serie A pod względem rozegranych meczów. Dziś jest piąty.
Najwięcej meczów w Serie A wśród obcokrajowców

(Transfermarkt)
Jan Ziółkowski (AS Roma)
Trudno o jednoznaczną ocenę debiutanckiego sezonu w wykonaniu Janka Ziółkowskiego. Trzeba docenić, że w ciągu kilkunastu miesięcy przeszedł drogę od wchodzącego młodzika do pierwszego zespołu Legii do stopera, który w barwach Romy potrafił się z niezłej strony pokazać na tle Interu czy Juventusu. Z drugiej strony, rozegrał 18 meczów, ale na murawie biegał przez niewiele ponad 500 minut, a w drugiej części sezonu pełnił marginalną rolę. Przytrafiło mu się też kilka kiksów. Trudno było go specjalnie krytykować, ale też nie można przesadzać z pochwałami.
Chociaż kontrakt Ziółkowskiego obowiązuje aż do 30 czerwca 2030 roku, to przez całe lato pojawiały się plotki, że Roma chętnie sprzedałaby Polaka, ale tylko za dobrą sumę. Czytaj: w okolicach 20 mln euro. Jeśli stoper jednak zostanie, to będzie musiał cierpliwie czekać na swoje minuty, co pokazały sierpniowe sparingi, w których zanotował 44 minuty na 360 możliwych.
Arkadiusz Milik (Juventus)
Choć Arkadiusz Milik miał kilka pozytywnych momentów podczas letniego tournee, byłoby skrajną naiwnością liczenie, że w nowym sezonie będzie ważnym ogniwem Juventusu. Jeśli byłby zdrowy, to z pewnością Luciano Spalletti chętnie korzystałby z jego usług, zwłaszcza w końcówkach meczów. Milik mógłby się dobrze odnaleźć w formie „jokera”, ale nie możemy zapominać, że ostatni raz zagrał dwa ligowe mecze z rzędu dwa lata temu. Dopóki napastnik Juve nie zanotuje serii kilku występów, to nie ma większego sensu rozwodzić się nad jego sytuacją.
Sebastian Walukiewicz (Sassuolo)
W poprzednim sezonie Walukiewicz był fundamentalnym piłkarzem Sassuolo, które zajęło 11. miejsce, choć było beniaminkiem. Jedynie stoper Jay Idzes rozegrał więcej minut od Polaka. W nachodzącym sezonie Walukiewicz znowu może liczyć na regularną grę. A jego rola będzie jeszcze istotniejsza, bo drużynę opuścił lider obrony – Tahir Muharemović, za którego Leeds wyłożyło niemal 40 mln euro.
Walukiewicz jest solidnym i uniwersalnym obrońcą, choć kilka lat temu można było przypuszczać, że jego sufit jest jeszcze wyżej. Sebastian występuje głównie na prawej obronie w systemie 1-4-3-3, choć z ”wykształcenia” jest stoperem. W minionym sezonie nie strzelił żadnego gola, ale za to zanotował asystę. Dopiero drugą w Serie A, choć ma na liczniku niemal 150 meczów. I jest to o tyle zaskakujące, bo ma naprawdę przyzwoitą technikę i potrafi zagrać dobrą piłkę. Walukiewicza blokuje chyba po prostu jego styl. Polak praktycznie nie ryzykuje, z reguły wybierając same bezpieczne rozwiązania. Fakt, że nie schodzi poniżej pewnego poziomu sprawia, że jest ceniony we Włoszech.
Kornel Lisman (Venezia)
20-letni Kornel Lisman, młodzieżowy reprezentant Polski, rozegrał w Lechu Poznań mniej niż 1000 minut, a jednak Venezia, beniaminek Serie A, wyłożyła na stół aż 2,5 miliona euro, choć mówimy o graczu, który w drugiej części poprzedniego sezonu leczył kontuzję. Część kibiców uważa, że transfer do Serie A zawodnika, który nie był gwiazdą Ekstraklasy, jest dość ryzykowny.
– Rzadko słucham opinii ludzi, którzy nie mają nic wspólnego z futbolem. Zdaję sobie sprawę, że Venezia to skok na głęboką wodę. Ale ja się nie boję wyzwań i chce grać – mówił w Kanale Sportowym Lisman.
Na razie trudno przewidywać, jaką rolę będzie pełnił Lisman. Venezia będzie broniła się przed spadkiem, więc Polak dołącza do zespołu, w którym będzie pewnie dostawał szanse. Jeśli będzie dawał dobre zmiany, to przybliży się do pierwszego składu.
Adam Buksa (Udinese)
Adam Buksa miał idealnie się wpasować do Udinese, w którym odnajdują się silni fizycznie zawodnicy. A jednak Polak nie potrafił się przebić do pierwszego składu na stałe. I jak zwykle dokuczały mu kontuzje. Zdobył zaledwie trzy bramki, więc trudno nie być rozczarowanym jego postawą. W lipcu skończył 30 lat, więc to ostatni moment, aby udowodnić, że jest napastnikiem na miarę czołowych europejskich lig. Wszystko jednak wskazuje, że będzie to udowadniał poza Serie A. Nowym klubem Buksy ma zostać Mallorca.
Jakub Piotrowski (Udinese)
Reprezentant Polski po wielu latach opuścił w końcu Łudogorec Razgrad i spróbował swoich sił w Serie A. Rozegrał aż 33 spotkania, zdobył debiutancką bramkę oraz miał asystę, ale tak naprawdę niczym szczególnym się nie wyróżnił w Udinese. Zespół Kosty Runjaicia zajął 10. miejsce w Serie A, co odpowiada potencjałowi piłkarskiemu tej drużyny. Liczymy, że w nowym sezonie Piotrowski pokaże więcej. Szczególnie czekamy na więcej strzałów z dystansu, bo to zawsze był jego atut. A nic tak nie buduje wizerunku jak piękne gole.
Łukasz Skorupski (Bologna)
W futbolu wszystko szybko się zmienia. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu wydawało się, że przed Skorupskim najlepszy okres kariery. Nie dość, że miał być „jedynką” w reprezentacji Polski, to posmakował gry w Lidze Mistrzów. A jednak problemy zdrowotne i kilka niepewnych interwencji sprawiły, że wciąż musi walczyć o swoją pozycję w kadrze. W klubie powinien pełnić rolę podstawowego bramkarza. I nie jest to zagrożona pozycja, bo odszedł mu konkurent, Federico Ravaglia trafił do Watfordu. Za „Skorupem” najsłabszy sezon od lat. Miejmy nadzieję, że wróci na właściwe tory.
Adrian Przyborek (Lazio)
Osiem miesięcy temu Adrian Przyborek zamienił Pogoń Szczecin na Lazio i był to zaskakujący transfer, bo kosztował aż 4,5 miliona euro, a przecież nie był żadną gwiazdą Ekstraklasy. Pomocnik trafił do klubu pogrążonego w chaosie i nie dostał w nim szansy. Maurizio Sarri dał mu jedynie zadebiutować w ostatniej kolejce. Latem Sarriego zastąpił Gennaro Gattuso, więc Polak może liczyć na więcej szans. Tym bardziej że Lazio nie ma pieniędzy na transfery. Pech jednak chciał, że jedynym poważnym wzmocnieniem Rzymian było ściągnięcie Davide Frattesiego z Interu, który akurat gra na podobnej pozycji co Przyborek. Były pomocnik Pogoni powinien dostać kilka okazji do gry, ale na wiele bym nie liczył.
Nicola Zalewski (Atalanta Bergamo)
33 spotkania, dwa gole i pięć asyst – tak wyglądały statystyki Nicoli w debiutanckim sezonie w Atalancie. Liczby Zalewskiego nie rzucają na kolana, ale i tak są wyraźnie lepsze niż te, które notował w Romie czy Interze. Problem jest taki, że od marca nie dał Atalancie żadnych konkretów. A przecież w minionym sezonie nie musiał tak harować w obronie, tylko mógł skupić się na poczynaniach ofensywnych. Nicola ma już 24 lata i chyba musimy się pogodzić, że to nie będzie piłkarz, którego znakiem rozpoznawczym będą kolekcjonowane bramki i asysty. Zalewski staje się – przepraszam za wyrażenie – uniwersalnym zapchajdziurą. To może być jednak atut w oczach trenera Sarriego. Powinien zacząć sezon w pierwszym składzie. A już tylko od niego będzie zależało, ile się w nim utrzyma. Nawet jeśli jednak spadnie w hierarchii, to i tak będzie regularnie wchodził z ławki.















