Tottenham oszalał! Nikt nie wydaje tyle co Spurs!
FOT. SIPAUSA/NEWSPIX.PL
Tottenham z przytupem rozpoczął letnie okienko transferowe. Nikt nie spodziewał się, że Koguty postawią na tak znaczące i tak kosztowne wzmocnienia. W północnym Londynie wykuwa się niezwykle ciekawy zespół. To wszystko pod batutą Roberto De Zerbiego, trenera, którego kiedyś bardzo chwalił Pep Guardiola.
Tottenham oszalał
Przed rozpoczęciem letniego okienka niewielu mogło przypuszczać, że klubem, który w pierwszych dniach transferowego szaleństwa najbardziej zaimponuje swoimi ruchami, będzie Tottenham. Gdy wszyscy liczyli na wielkie transakcje Arsenalu, Manchesteru City, Liverpoolu czy Manchesteru United, Koguty po cichu załatwiły wzmocnienia, które na papierze wyglądają zabójczo.
Nie ma jeszcze połowy lipca, lecz Tottenham ogłosił już transfery Sandro Tonaliego z Newcastle United, Mateusa Fernandesa z West Hamu, Jana Paula van Hecke z Brighton, a także Andrew Robertsona z Liverpoolu, Martina Dubravki z Burnley oraz Marcosa Senesiego z Bournemouth. Za trzech pierwszych piłkarzy Koguty zapłaciły aż 267 milionów euro – do tej pory nikt w letnim okienku nie wydał więcej. Pozostała trójka przyszła za darmo. Warto jeszcze dodać, że zarówno Tonali (108 milionów), jak i Fernandes (99 milionów) to obecnie dwa najdrożsi gracze, jakich kiedykolwiek sprowadził zespół z północnego Londynu.
Imponujące transfery
Wrażenie robi nie tylko cena, jaką wydał klub “słynący” do tej pory raczej z oszczędnego gospodarowania finansami. Zawodnicy sprowadzeni do ekipy Spurs byli łakomymi kąskami na rynku. Koguty wykazały się więc nie tylko odwagą w ustaleniu kwoty przelewu, potrafiły również przekonać wskazanych graczy do wybrania akurat ich projektu.
Tonali od miesięcy znajdował się na listach życzeń gigantów z Anglii i nie tylko. Fernandes po spadku West Hamu z Premier League stał się niezwykłą okazją, mocno zabiegały o niego m.in. Manchester United i Real Madryt. Van Hecke zaś jeszcze kilka miesięcy temu był łączony m.in. z Liverpoolem czy Chelsea. Jak widać, Tottenham odrobił lekcję z poprzednich lat (kiedy na przykład na ostatniej prostej przegrał z Arsenalem rywalizację o Eberechiego Eze) i zdołał namówić pożądanych piłkarzy do związania się z ich projektem.
Nastała nowa era
Co mogło skłonić Tonalego i spółkę do wybrania Tottenhamu – ekipy, która jeszcze niedawno do ostatniej kolejki walczyła o utrzymanie w Premier League, ostatecznie skończyła miniony sezon dopiero na 17. pozycji, a w kolejnych rozgrywkach nie zagra w europejskich pucharach? Słowo “projekt” wydaje się w tym miejscu najwłaściwsze.
Rok temu przy okazji zwolnienia Daniela Leviego, wieloletniego prezesa Tottenhamu, pisaliśmy o mocarstwowych planach Kogutów. Nowe szefostwo Spurs, z Peterem Charringtonem i Vinaiem Venkateshamem na czele, zapowiadało niespotykaną erę w historii klubu – erę zwycięstw i sukcesów.
– „Góra” wzięła sprawy w swoje ręce i postanowiła rozpocząć erę chwały. Wokół Tottenhamu zrobiło się bardzo patetycznie. Szefostwo zarzeka się, że drużyna staje u progu całkiem nowego rozdziału w historii klubu. Jak opisuje „Sky Sports”, „zwycięstw ma być więcej i mają być częstsze”. Joe Lewis (większościowy udziałowiec klubu) pragnie uczynić ze Spurs zespół nie tylko pięknie walczący o najwyższe laury, ale przede wszystkim je zdobywający. Jeśli obecną atmosferę w północnym Londynie można sprowadzić do jednego słowa, z pewnością byłby to „sukces”. Na tym władzom Tottenhamu zależy najbardziej. Dość memów i naigrywań rywali z pustawej gabloty Spurs – pisaliśmy we wrześniu 2025.
Roberto De Zerbi magnesem na piłkarzy
Od tamtej pory sporo się zmieniło. Nieźle rozpoczęty sezon Tottenham zakończył tuż nad przepaścią. Pracę stracił Thomas Frank, w klubie nie ma też już Igora Tudora, który go zastąpił. Stery przejął Roberto De Zerbi. Wydaje się, że to właśnie Włoch może działać jak magnes na nowych zawodników.
Pod koniec lutego bieżącego roku napisaliśmy, że “Roberto De Zerbi to najbardziej pożądany trener na świecie”. Był wówczas świeżo po nagłym i niespodziewanym rozstaniu z Marsylią. Mógł być pewien, że szybko dostanie wiele ciekawych propozycji, a jego bezrobocie nie potrwa długo. Nie musiał nawet od razu wracać na ławkę trenerską – gdyby poczekał do lata, stałby się kandydatem numer jeden do pracy w praktycznie każdym klubie z TOP5 Europy.
Zdecydował się jednak nie robić sobie przerwy od trenowania. Już pod koniec marca oficjalnie zasilił szeregi Tottenhamu. Tym samym wrócił do Premier League, gdzie do tej pory pracował tylko w Brighton. „Piccolo Guardiola” (mały Guardiola), jak nazywają go we Włoszech, stwierdził, że wyciągnięcie Spurs z dziejowego kryzysu, zagrażającego ligowej egzystencji Kogutów, będzie zdecydowanie bardziej rozwijające niż trwanie przez kilka miesięcy w oczekiwaniu na nowe wyzwanie zawodowe.
Namaszczony przez Guardiolę
Misja się powiodła. Tottenham utrzymał się w Premier League, a De Zerbi w siedmiu dotychczasowych meczach w roli szkoleniowca Spurs zanotował trzy zwycięstwa, dwa remisy i tylko dwie porażki. Teraz ma przygotować zespół do walki o diametralnie inne cele. Z Brighton kończył rozgrywki na 6. i 11. miejscu. Koguty będą celowały minimum w TOP4.
– Podziwiam go za fakt, że udowodnił, iż nie trzeba prowadzić zespołu z samej czołówki czy mieć wybitnych piłkarzy, aby grać swoją grę. Przyszedł z Włoch, a preferuje styl, który jest przeciwny temu, co uchodzi za tradycję w Italii. Jako obserwator bardzo lubię oglądać zespoły De Zerbiego. Uczę się w ten sposób. To, co on robi na boisku, ma sens. Nie dziwi mnie, że jego drużyny odnoszą sukcesy. Zasługują na to – chwalił kiedyś De Zerbiego Guardiola. Teraz szkoleniowiec Tottenhamu będzie miał do dyspozycji znacznie lepszych piłkarzy niż w Brighton. Czy to przełoży się na sukces Kogutów?
Czy w końcu Koguty nie zawiodą?
Tottenham zdominował początek okienka transferowego. Transfery takich graczy jak Tonali, Fernandes czy van Hecke zrobiły wrażenie nie tylko na kibicach Premier League. To jeszcze nie koniec wzmocnień – 267 milionów euro wydanych dotychczas na nowych zawodników to dopiero początek szaleństwa.
Z ekipą Spurs media łączą obecnie m.in. norweskiego skrzydłowego Antonio Nusę, który aktualnie robi furorę z reprezentacją Norwegii na mistrzostwach świata, utalentowanego pomocnika ofensywnego z Bournemouth Eliego Juniora Kroupi, wartego aż 70 milionów euro, a także 19-krotnego reprezentanta Portugalii Francisco Trincão.
Już teraz oczekiwania wobec Spurs znacznie urosły. Co będzie, gdy klub potwierdzi kolejne wzmocnienia? Przed każdym sezonem wydaje się, że Tottenham może namieszać, że będzie ciekawym projektem do śledzenia. Zazwyczaj jednak rzeczywistość brutalnie weryfikowała te przypuszczenia. Ten rok faktycznie może być inny.

















