Wszystkie relacje

MISTRZOSTWA ŚWIATA

Meksyk

Meksyk MEK

-

Kamerun

Kamerun KAM

-

11.06 21:00

MISTRZOSTWA ŚWIATA

Korea Południowa

Korea Południowa KOR

-

Czechy

Czechy CZE

-

12.06 06:00

MISTRZOSTWA ŚWIATA

Katar

Katar KAT

-

Szwajcaria

Szwajcaria SZW

-

12.06 21:00

MISTRZOSTWA ŚWIATA

USA

USA USA

-

Venezuela

Venezuela VEN

-

13.06 18:00

MISTRZOSTWA ŚWIATA

Kanada

Kanada KAN

-

Brazylia

Brazylia BRA

-

14.06 06:00

Od Ligi Europy do… spadku?! Tottenham może przebić granice kuriozum

15.03.2026 | 07:00

Antonin Kinsky

Antonin Kinsky (Tottenham). Fot. IMAGO/NEWSPIX.PL

Tottenham w maju ubiegłego roku wygrał Ligę Europy. Prawie 12 miesięcy później Koguty powoli muszą martwić się o ligowy byt. Nad strefą spadkową ekipa Spurs ma obecnie tylko punkt przewagi.

Tottenham nad przepaścią

Tottenham od sezonu 2015/16 aż trzykrotnie kończył rozgrywki na podium Premier League. Jeśli doliczyć do tego przypadki, w których plasował się na 4. pozycji, wyjdzie, że Koguty w minionej dekadzie pięć razy zajmowały miejsce w ścisłej czołówce angielskiej ekstraklasy. Wydaje się jednak, że był to sufit tego klubu. Co gorsza, w ostatnich miesiącach ekipa Spurs coraz bardziej ciągnie w dół tabeli aniżeli próbuje wrócić do grona najlepszych w lidze.

W poprzednim sezonie Tottenham zajął dopiero 17. miejsce w stawce (ostatnie bezpieczne przed strefą spadkową). Co prawda nad Leicester City, które znalazło się już pod kreską, zgromadził aż 13 punktów przewagi, więc spadek nie groził Kogutom, ale taka pozycja nie przystoi klubowi z takim budżetem i aspiracjami. Gdyby nie wygrany finał Ligi Europy, kibice uznaliby ubiegły rok za absolutnie katastrofalny.

Triumf w europejskich pucharach jest osobliwym punktem w najnowszej historii Tottenhamu. Z jednej strony stanowi pierwsze poważne trofeum zdobyte przez Koguty w XXI wieku. Z drugiej jednak, zapoczątkowało serię dziwnych decyzji, których echa wybrzmiewają też dziś, gdy fani Spurs z coraz większym niepokojem patrzą w przyszłość.

Kuriozalne zwolnienie

Finał Ligi Europy w poprzednim sezonie odbył się 21 maja. Wówczas już od kilku miesięcy spekulowało się na temat zwolnienia Ange’a Postecoglou. Zespół pod jego wodzą osiągał dobre wyniki na arenie międzynarodowej, ale kompletnie zawodził w Premier League. Potrafił przegrywać kilka meczów z rzędu czy tracić punkty z niżej notowanymi zespołami. Wydawało się, że Australijczyk nie dotrwa do maja. Dotrwał. A Ligę Europy wygrał.

Co się z nim później stało? Czy triumf w europejskich pucharach był okolicznością łagodzącą dla holistycznej oceny sezonu Tottenhamu pod jego batutą? Otóż kilkanaście dni po zwycięstwie w Lidze Europy klub postanowił… zwolnić Postecoglou. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej taka decyzja nie byłaby dla nikogo zaskoczeniem. Gdy jednak trener prowadzi zespół w kryzysie do finału turnieju, a następnie go wygrywa, trudno o logiczne wytłumaczenie takiej decyzji.

Na jego miejsce przyszedł Thomas Frank. Trener dobrze znający Premier League, który wykonał kawał dobrej roboty w Brentford. Wydawało się, że Tottenham zaczyna wchodzić na dobre tory. Wygrana w Lidze Europy, awans do Ligi Mistrzów mimo katastrofalnego sezonu ligowego, więcej pieniędzy na transfery i jeden z najbardziej rozchwytywanych szkoleniowców w angielskiej ekstraklasie.

(Tylko) obiecujący początek

No i faktycznie początek był obiecujący. W pierwszych ośmiu kolejkach ligowych Tottenham poniósł zaledwie dwie porażki, cztery mecze wygrał, a dwa zremisował. Latem ściągnął m.in. Mohammeda Kudusa czy Xaviego Simonsa, co również mogło zostać odebrane jako pozytywny sygnał. Koguty przegrał jednak z Arsenalem, największym rywalem, rywalizację o Eberechiego Eze. Gdy gracz Crystal Palace był o krok od dołączenia do Spurs, do gry weszli Kanonierzy, którym udało się ostatecznie pozyskać Anglika.

Teraz sytuacja w północnym Londynie jest nieciekawa. Oczywiście zależy, gdzie się ucho przyłoży, bo Arsenal zmierza w kiernku mistrzostwa, Tottenham zaś wydaje się mknąć w drugim kierunku. W lutym pracę w klubie stracił Thomas Frank – ten sam, który latem przychodził do drużyny pławiącej się w aurze triumfatora Ligi Europy, mając za cel uczynić z niej kandydata do walki o ligowe podium. Misja Duńczyka zakończył się fiaskiem.

Upokorzeni

Zastąpił go Igor Tudor, który oficjalnie zespół przejął 14 lutego, a już pojawiają się pierwsze pogłoski, że może stracić pracę. Koguty przegrały pierwsze cztery mecze pod wodzą nowego szkoleniowca. Dostały baty od Arsenalu (1:4), przegrały w lidze z Fulham (1:2) i Crystal Palace (1:3), a w Lidze Mistrzów zostały upokorzone przez Atletico Madryt (2:5).

Obecny stan ekipy Spurs najlepiej oddaje występ Antonína Kinskiego. 22-letni wskoczył do bramki Tottenhamu na starcie z Los Colchoneros. Nie dość, że przyjął aż pięć bramek, to w dwóch sytuacjach popełnił ogromne błędy. Zachował się jak początkujący golkiper. Angielscy kibice w tym momencie mogli nie rozumieć, dlaczego Koguty wydały aż 16,5 miliona euro na byłego gracza Slavii Praga.

A miało być tak pięknie…

Krajobraz w Tottenhamie jest o tyle osobliwy, że kilka miesięcy temu klub zdawał się wkraczać w zupełnie nową erę. We wrześniu 2025 roku pisaliśmy, że swoją misję w ekipie Spurs zakończył Daniel Levy, wieloletni prezes. Był znany ze swojej wyjątkowej troski o klubowy budżet. Dbał o to, aby Tottenham nie generował strat, lecz raczej sporo zarabiał na swojej działalności.

Z jednej strony to na pewno rozsądny kierunek. Przykład FC Barcelony idealnie pokazuje, jak wielki, monstrualny wręcz klub w świecie futbolu może niekiedy karykaturalnie się prezentować, gdy na jaw wychodzą jego problemy finansowe. Z drugiej jednak, Koguty wybierały pragmatyzm nad ryzykiem. Być może powiedzenie “kto nie ryzykuje, nie pije szampana” nie powinno być mottem każdego obiecującego biznesmena, ale ludzie, którzy w życiu odnieśli jakiś sukces, raczej do ryzyka namawiają niż kategorycznie je odradzają.

Pożegnanie z Levym miało być właśnie wstępem do ery, w której to sukces, a a nie słupki w Excelu, zacznie definiować Tottenham. Wymieniono władze – na początku czerwca 2025 pracę straciła Donna-Maria Cullen, jedna z najbardziej zaufanych osób Levy’ego. Do tego zatrudniono Petera Charringtona na stanowisko „prezesa niewykonawczego” oraz Vinaia Venkateshama jako dyrektora zarządzającego (CEO). Co ciekawe, drugi z nich w latach 2009-2024 pracował w tej samej roli w Arsenalu, największym rywalu Spurs.

O krok od dramatu

Na razie jednak Tottenham nie wygląda, jakby szedł w ślady Kanonierów, kandydata numer jeden do mistrzostwa Anglii w tym sezonie. Nowa era to piękny, być może nieco wyświechtany slogan, ale z pewnością rozbudzający fantazje kibiców. Ci jednak życzyliby sobie, aby owa era nie oznaczała konieczności odnalezienia się w Championship.

A mogło być tak pięknie. Jeszcze w 2019 roku ekipa Spurs grała w finale Ligi Mistrzów (przegrała 0:2 z Liverpoolem). Tego samego roku otworzono stadion Kogutów, chyba jedyna rzecz występująca w przyrodzie, której mogą klubowi zazdrościć inni rywale. Jeden z najnowocześniejszych obiektów na świecie, przez wielu piłkarzy uznawana jako fenomenalne miejsce do gry. Jeszcze kilka lat temu Tottenham był w świetnej pozycji, aby ruszyć z kopyta. Nie ruszył. Tkwi w stagnacji, a ten rok może być przełomowy, lecz w zdecydowanie negatywnym znaczeniu.

O diametralnej zmianie, jaka zaszła w północnym Londynie, niech świadczy fakt, że Harry Redknapp, obecnie 79-letni doświadczony angielski trener, który od prawie 9 lat jest na emeryturze, zdradził ostatnio, że zadzwonił do niego Daniel Levy. Były prezes Tottenhamu miał powiedzieć, że gdyby nadal siedział za sterami klubu, to zatrudniłby teraz właśnie Redknappa, aby ten uratował zespół przed spadkiem z Premier League. Niedawno Mauricio Pochettino, Jose Mourinho czy Antonio Conte mieli prowadzić Koguty do sukcesów, teraz emerytowany szkoleniowiec mógłby ratować drużynę przed relegacją. Spadek wciąż jawi się jako scenariusz science-fiction dla fanów Tottenhamu, ale przekonanie, że ranga klubu uratuje go przed degradacją to pierwszy krok w stronę ziszczenia się najmroczniejszej wizji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2026-08-17 00:00 / 9999-12-31 23:59 | Oshee | Partner | 300×600
2026-08-17 00:00 / 9999-12-31 23:59 | Oshee | Partner | 300×600

Główni partnerzy

Superbet
Logo XTB
OSHEE logo