Knyba sparuje z dziennikarzem Kanału Sportowego! Bolesna lekcja boksu! [WIDEO]
Damian Knyba sparuje z Antonim Partumem, dziennikarzem Kanału Sportowego FOT. KS
Damian Knyba (18-1) wdarł się do światowej czołówki wagi ciężkiej, więc odwiedziliśmy go z kamerą w Dzierżoniowie, gdzie na co dzień trenuje. „The Polish Hussar” przeanalizował z nami swoją ostatnią walkę z Ruizem i zdradził swoje plany na przyszłość! Mało tego, dał nam też solidną lekcję boksu!
W styczniu 2026 roku Damian Knyba przegrał walkę o tymczasowe mistrzostwo świata z Agitem Kabayelem, ale we wrześniu wrócił w wielkim stylu, pokonując Andy’ego Ruiza Juniora, sensacyjnego pogromcę Anthony’ego Joshui. Z tej okazji nie tylko porozmawialiśmy z czołowym polskim ciężkim, ale też 30-letni Knyba, były lekkoatleta, udzielił nam solidnej lekcji boksu, którą możecie zobaczyć w materiale wideo pod spisanym wywiadem.
Damian Knyba dla Kanału Sportowego: To mój wymarzony rywal
Antoni Partum: Spotkaliśmy się w grudniu zeszłego roku przed walką z Agitem Kabayelem. Wówczas twoja rozpoznawalność była raczej lokalna, dziś zna cię już cały bokserski świat. Trochę się zmieniło, prawda?
Damian Knyba: Zdecydowanie. Coraz więcej osób mnie zna, nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Po walce z Agitem Kabayelem też mnie dość dużo osób poznało. Dużo osób widziało, że sędzia mnie źle potraktował, i to się echem odbiło [Knyba przegrał w dość kontrowersyjnych okolicznościach – red]. Po wygranej z Ruizem rozpoznawalność zdecydowanie poszła jednak do góry.
Wiele znanych osobistości ze świata sportu złożyło ci gratulację. Które szczególnie zapamiętałeś?
– Chwalili mnie Teddy Atlas czy Terence Crawford, ale szczególnie miło mi się po słowach Terence’a. Nawet napisał do mnie z prywatnego konta na Instagramie, to było bardzo miłe. Jeszcze przed walką, gdy się rozgrzewałem, to był tam telewizor i usłyszałem jego słowa, że stawia na mnie, ze względu na moją pracę na nogach i na mój lewy prosty. Dał mi dużą motywację tuż przed walką.
Przed walką z Andym Ruizem czułeś stres, że to może być twoja walka o być albo nie być w wielkim boksie?
– Starałem się nie narzucać sobie tej presji, więc stresu praktycznie w ogóle nie było. Podchodziłem do tego tak: to jest moja praca, idę i robię swoje. Żadnej presji sobie nie narzucałem.
Na ile zrealizowałeś plan trenera Piotra Wilczewskiego?
– Myślę, że w 90–95 procentach. Zdarzały się błędy. Czasem potrafiłem trochę zamulić czy niepotrzebnie przestrzelić prawy, były też jakieś błędy w obronie, ale myślę, że w zdecydowanej większości zrealizowałem plan.
Kiedy zainkasowałeś pierwszy mocny cios od Ruiza? To był sierp w szóstej rundzie czy wcześniej? I jak mocno bije Andy Ruiz?
– Nie pamiętam dokładnie, która to była runda. Chyba w piątej, jak miałem rozcięcie. Podczas walki wydawało mi się, że dostałem cios z łokcia, bo poczułem coś twardego i już wiedziałem, że będzie rozcięte. Później krew faktycznie zaczęła lecieć. Mocny cios poczułem na pewno w ósmej rundzie. Po siódmej widziałem, że mam go naruszonego, chciałem przyspieszyć, mocniej uderzyć, ale on od razu dobrze kontrował. Jak biłem mocny prawy, potrafił szybko zrobić unik i zadać dwa mocne, szybkie sierpy. Poczułem, że to może być niebezpieczne, i troszeczkę przystopowałem. Zacząłem ostrożniej boksować.
Kto cię bardziej wkurzył: sędzia ringowy czy sędziowie punktowi?
– Tuż po walce byłem na sto procent przekonany, że wygrałem. Dopiero jak parę godzin po starciu ludzie powiedzieli, że punktacja była bardzo bliska, dotarło do mnie, że chcieli mnie przekręcić na punkty. W ringu byłem jednak przekonany, że większość rund wygrałem. Gościa miałem praktycznie na widelcu. Sędziowie punktowi na równi wkurzyli mnie z sędzią ringowym.
Siódma runda. Sędzia liczył go bardzo powoli. Niektórzy twierdzą, że minęły 23 sekundy, inni doliczyli się nawet 30, zanim Ruiz został dopuszczony do walki. Byłeś w ferworze walki, czy czułeś, że jesteś przekręcany?
– Zdecydowanie byłem w ferworze walki. Czekałem, co się stanie, i chciałem go od razu po tym liczeniu dobić, ale czasu zostało tak mało, że nie zdążyłem. Na początku myślałem, że to już koniec, że będzie wyliczony, nokaut. Widziałem jednak, że się podniósł, więc czekałem i chciałem go dobić, ale czasu było za mało.
Wiele osób mówiło, że jedziesz na pożarcie. Udało się jednak utrzeć nosa krytykom, co?
– To prawda. Rozumiem tych kibiców, bo do tej pory nie pokazałem, na co mnie stać w ringu, i dlatego pewnie nie do końca wiele ludzi we mnie wierzyło. Teraz myślę, że to może się zmienić. W swojej głowie wiedziałem, na co mnie stać. Sparowałem z najlepszymi jak Usyk czy Joshua, więc wiedziałem, że jadę do USA po wygraną.
Wygrałeś największe pieniądze w życiu, czy wypłata za Kabayela była lepsza?
– Ta wypłata była w zasadzie bardzo podobna.
Co jakiś czas latasz do Stanów. Ale gdy o nich opowiadasz, to wcale nie widać wielkiego błysku w twoich oczach. Nie jesteś zajarany USA?
– Wcale nie jest tam tak kolorowo, jak ludzie myślą. Są plusy i minusy. Boksersko zdecydowanie są duże plusy: lepsi trenerzy, lepsi sparingpartnerzy, wyższy poziom, ludzie bardziej żyją boksem i są tam większe możliwości. Z drugiej strony mam tutaj dobrego trenera, z którym bardzo dobrze mi się współpracuje. Sparingpartnerów w Stanach i tak musiałem opłacać, więc tutaj też mogę ich sprowadzić. Nie widzę zdecydowanie dużych plusów, które ciągnęłyby mnie do Stanów.
A poza boksem? Nie każdy spełnia swój American Dream…
– W niektórych miejscach jest naprawdę fajnie, w niektórych niekoniecznie. Newark w stanie New Jersey, w którym stoczyłem tę walkę, zdecydowanie kolorowy nie jest. Jest bardzo dużo bezdomnych, narkomanów. Jedna z takich osób, już zgięta w pół po jakimś dziwnym specyfiku, spojrzała na mnie, podniosła kciuka do góry i krzyknęła „Polish Hussar!” To było zabawne, ale i nieco przerażające.
Gdybyś sam mógł wybrać wymarzoną walkę na teraz, to czekasz na duże nazwisko, czy starcie z Kacprem Meyną jest dla ciebie atrakcyjne? Walki polsko-polskie zawsze wzbudzają zainteresowanie, a dawno nie było takiego starcia na najwyższym poziomie.
– Moja wymarzona walka byłaby o pas z Muratem Gasijewem, ewentualnie może z Filipem Hrgoviciem, albo jeżeli bym chciał medialnie się podbudować, to idealna walka może z jakimś Dillianem Whyte’em czy Dereckiem Chisorą. Na polskim podwórku myślę, że walka z Meyną jest bardzo fajna i kibice tego chcą, więc jestem jak najbardziej otwarty. Na papierze ta walka wydaje się zdecydowanie łatwiejsza niż z Ruizem, ale to jest boks, na pewno nikogo nie lekceważę. Przygotowałbym się najlepiej, jak potrafię.
Kabayel zaproponował, że byłbyś fajnym rywalem dla Itaumy na jego powrót. Taka walka cię jara, czy to niebezpieczne zestawienie?
– Na pewno bardzo niebezpieczne. Myślę, że jeden z najtrudniejszych rywali dla mnie aktualnie, ale wyzwań się nie boję. Jeżeli dostanę taką propozycję, na pewno ją rozważę, czemu nie.
Gasijew. Gdzie są jego atuty w walce z tobą, a gdzie szukałbyś swojej szansy?
– Na pewno ma mocny cios, więc na to trzeba uważać. Ja mam zdecydowanie lepszą pracę na nogach. Myślę, że byłbym w stanie utrzymać go w dystansie. Przegrał walkę z Otto Wallinem, a tamten całe 10 czy 12 rund był w stanie trzymać go w dystansie. Ja mam lepszą pracę na nogach i lepszy lewy prosty, więc myślę, że stylowo by mi bardzo pasował.
Filip Hrgović to rywal, którego świetnie znasz, bo razem sparowaliście. Jak wyglądały sparingi i jak rozłożyłbyś szanse?
– Zdecydowanie znaleźliśmy wspólny język, to fajny koleś. Prywatnie bardzo w porządku. Na pewno byłaby to bardzo ciężka walka. Tamte sparingi były cztery lata temu, byłem na dużo niższym poziomie i pojechałem typowo bez formy, więc to było duże utrudnienie. Nie wspominam tych sparingów aż tak dobrze. Nie robiłem z nim aż tak wielu rund, więc to nie to samo, jakbyśmy ze sobą walczyli. On na pewno jest mistrzem sparingów, potrafi wypadać na sparingach dużo lepiej niż na walkach. Ja mam odwrotnie. Był bardzo dobry, szczególnie w dystansie. No i bardzo mocno potrafił uderzyć na dół, ma też zawzięty charakter i jest twardy.
Kabayel ma pewnie inne plany, ale czy siedzi w tobie ta porażka? Chciałbyś się zrewanżować Agitowi?
– Zdecydowanie siedzi ta porażka. Tym bardziej że sędzia popsuł tę walkę. Nie dość, że przedwcześnie przerwał, to jak zachowywał się w walce, naprawdę wytrąciło mnie z równowagi. Zacząłem wszystko niezdarnie robić, niezdarnie klinczować. Sędzia bardzo mi usiadł z tyłu głowy i popsuł tę walkę. No i nie wyszedłem tam w szczytowej formie.
Problemy ze snem są już za tobą?
– Jest na pewno dużo lepiej. Czy idealnie? Nie do końca. Teraz po tej walce muszę się udać do dobrego specjalisty. Już jestem umówiony. Jakby udało się to ogarnąć w stu procentach, na pewno dużo by mi to pomogło. Potrafię mieć noce, gdzie jest okej, i przespać sześć, siedem, czasami nawet godzin. Zazwyczaj prawie zawsze ciężko mi zasnąć. Potrafię się jednak także wybudzać w nocy, przespać trzy, cztery godziny i już potem nie mogę wrócić do spania. Zależy od dnia. Raz tak, raz tak, ale zdecydowanie duży problem i trzeba to rozwiązać.
Mówiłeś, że dużo lepiej wypadasz na walkach niż na sparingach. Jak wypadałeś na sparingach z Anthonym Joshuą?
– Muszę przyznać, że nieźle mi szło. Tym bardziej że on jest przyzwyczajony, żeby boksować w dystansie, a ja jestem mistrzem dystansu, więc walczył w tym, w czym ja jestem najlepszy. Naprawdę nieźle mi szło, ale nie można tego tak oceniać, bo wchodziłem do niego na trzy, cztery rundy, a on miał trzech, nawet czterech sparingpartnerów. Nie można do tego podchodzić jak do walki. Było zdecydowanie dużo łatwiej dla mnie.
Duże wrażenie zrobił na tobie Joshua nie tylko jako pięściarz, ale jako człowiek: inteligentny, dowcipny, pomocny. Gdybym spytał Joshuę o Damiana Knybę, co by odpowiedział?
– Ciężko powiedzieć. Mam nadzieję, że powiedziałby to samo o mnie. Zawsze starałem się być jak najbardziej w porządku. Prywatnie naprawdę bardzo w porządku gość. Dużo mi podpowiedział do walki z Ruizem. Jak mu powiedziałem o tej walce, powiedział, że naprawdę mam duże szanse. Usiedliśmy i obejrzeliśmy obie walki. Powiedział, na co muszę uważać, jego najmocniejsze strony. Naprawdę dużo mi pomógł. Jestem mu mega wdzięczny.
Można powiedzieć, że dzisiaj jesteś kumplem Joshui?
Kumplem to chyba za dużo powiedzenie, ale bardzo go lubię.
Joshua poradzi sobie z Tysonem Furym?
Myślę, że to starcie 50 na 50. Joshua w ostatniej walce pokazał, że brakuje mu odporności na ciosy, więc Fury mógłby to wykorzystać. Z kolei Anthony bardzo mocno bije, w szczególności z prawej ręki i lewego sierpa, więc bez problemu mógłby ustrzelić Fury’ego. Technicznie bardzo dobrze boksuje. Myślę, że to walka 50 na 50, ale sercem byłbym z Joshuą.
A kiedy ty wracasz do ringu?
Myślę, że jakoś na początku przyszłego roku.
***

















