Wygrał Ligę Mistrzów w 2001 roku i… wciąż strzela gole!
Roque Santa Cruz FOT. Eduardo Carmim/Photo Premium/SPP)
W 2001 roku wygrał Ligę Mistrzów, dziś ma 44-lata i wciąż poluje na gole. Przed wami Paragwajczyk Roque Santa Cruz, ostatni aktywny uczestnik mundialu w Korei i Japonii.
Gdy debiutował w seniorskim futbolu, to w USA rządził Bill Clinton, w kinach grali Titanica, a Polska dopiero uchwaliła Konstytucję. 28 lat później Roque Santa Cruz dalej strzela gole. Ale po kolei.
Roque Santa Cruz nie był jeszcze pełnoletni, a już zdobył bramkę dla reprezentacji Paragwaju. Tuż przed 18. urodzinami został wybrany najlepszym piłkarzem ligi paragwajskiej i miał już na koncie trzy mistrzostwa kraju. Latem 1999 roku zgłosił się po niego Bayern Monachium, płacąc pięć milionów euro.
Monachijska przygoda Santa Cruza
Mierzący 193 cm napastnik błyskawicznie zasmakował wielkiej piłki. Debiutancki sezon w Lidze Mistrzów zakończył na półfinale, a już w kolejnych rozgrywkach (2000/01) Bawarczycy zdobyli Puchar Europy. W tamtym finale Santa Cruz jednak nie zagrał.
Łącznie w Bayernie rozegrał 238 spotkań, strzelił 51 goli, wygrał pięć mistrzostw Niemiec czy cztery pucharu kraju. Nigdy nie był jednak główną strzelbą monachijczyków, gdzie trenerzy wyżej cenili Giovanego Elbera, Claudio Pizarro, Roya Makkaya, a nawet Carstena Janckera. Trzeba jednak podkreślić, że często dokuczały mu kontuzje.
Transfer do Manchesteru City
W poszukiwaniu regularnej gry przeniósł się do Premier League, gdy w 2007 roku kupiło go Blackburn Rovers. W angielskim średniaku spisywał się na tyle dobrze, że po dwóch latach trafił do Manchesteru City, będą jednym z pierwszych zawodników ściągniętych przez szejków z ZEA.
– Chcemy przełamania hierarchii w angielskim futbolu i zameldowania się w czołówce. Właściciele pokazali, że zrobią wszystko, aby doprowadzić City na szczyt. Manchester nie ma problemów z kreowaniem okazji, ale brakowało im kilera. Przyszedłem to zmienić – mówił tuż po transferze, na który City wydało ponad 21 mln euro.
Z hucznych zapowiedzi po latach można się tylko uśmiechnąć pod nosem. W ciągu dwóch lat Paragwajczyk strzelił raptem cztery gole. Zazwyczaj oglądał z ławki popisy Robinho, Edina Dżeko czy Carlosa Teveza.
Po angielskiej przygodzie trafił do Hiszpanii, gdzie najpierw reprezentował Real Betis, a potem Malagę, z którą nawet w 2013 roku doczłapał do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, ostatecznie przegranego z „polską Borussią Dortmund”.
W 2015 roku Roque Santa Cruz opuścił Europę. Grał w lidze meksykańskiej, skąd wrócił do ojczyzny, gdzie niemal od dekady wciąż gra i wciąż strzela gole.
Dziś ma 44 lata i nadal gra w piłkę. Jest ostatnim aktywnym uczestnikiem Mundialu w Korei i Japonii z 2002 roku. W obecnym sezonie 112-krotny reprezentant Paragwaju strzelił jednego gola, a jego Nacional zajmuje czwartą pozycję.
Jaki jest przepis jego długowieczności? Santa Cruz zwraca uwagę na dwie sprawy.
– Przede wszystkim nauczono mnie za młodu, że ciężka praca zawsze wygra z talentem. Poza tym, nigdy nie ograniczałem się do piłki. W moim życiu zawsze było dużo tenisa, koszykówki oraz siatkówki – mówi najlepszy strzelec w historii Paragwaju.


















