Wydali setki milionów euro! Są tylko średniakiem Premier League
ZUMA/NEWSPIX.PL
Newcastle United latem rozbiło bank na transfery. Wielkie wydatki na razie nie przynoszą jednak oczekiwanego rezultatu. Ponad połowa sezonu już została rozegrana, a Sroki ugrzęzły w środku tabeli.
Newcastle United wydało miliony, ale zawodzi w lidze
Newcastle United to drużyna, którą przeciętny kibic piłkarski może kojarzyć z progresu, jaki Sroki poczyniły w minionych sezonach. W 2023 roku klub po raz pierwszy od 20 lat zakwalifikował się do Ligi Mistrzów. Po dwóch latach powtórzył ten sukces, dodając do tego triumf w Pucharze Ligi Angielskiej. Od 1955 fani ekipy z St James’ Park nie mieli okazji ani większych szans na świętowanie jakiegokolwiek trofeum. Aż do ery trenera Eddiego Howe’a.
Po tym, jak Newcastle w 2021 roku zostało przejęte przez Saudyjczyków, kibice Srok mieli nadzieję, że ich klub wskoczy do czołówki na stałe. Nikogo nie interesowała droga Leicester City, które nie potrafiło na dłuższą metę wykorzystać swojego sukcesu, jakim było mistrzostwo Anglii zdobyte w sezonie 2015-16, stając się z kolejnym rokiem coraz większym ligowym średniakiem, aż w końcu wracając do statusu ekipy balansującej między Championship a Premier League.
Plan szwankuje
Na St James’ Park każdy chciał więcej, szybciej, okazalej i przede wszystkim stabilniej. Saudyjskie pieniądze, ambitny trener i mocarstwowe plany miały zaprowadzić Newcastle tam, gdzie tego klubu jeszcze nigdy nie było. Wszyscy liczyli też, że w perspektywie następnych lat zespół włączy się do walki o krajowe mistrzostwo, na które czeka od prawie 100 lat (ostatni tytuł w sezonie 1926-27).
Okazuje się jednak że obecnie Srokom bliżej do Leicester City niż do ligowego potentata. Dwa awanse do Ligi Mistrzów na przestrzeni ostatnich sezonów oraz triumf w krajowym pucharze rozbudziły apetyty kibiców niczym dobra przystawka przed daniem głównym. Problem w tym, że w klubowej kuchni zapanował chaos i oczekiwanie na sowity posiłek może się znacznie wydłużyć.
Transferowe drwiny
Latem Newcastle wydało prawie 280 milionów euro na transfery. Był to czwarty najwyższy wynik w Premier League – tylko Arsenal (294,6 mln), Chelsea (339,15 mln) i Liverpool (482,9 mln) wydały więcej. Szeregi drużyny zasilili Nick Woltemade, Anthony Elanga, Yoane Wissa, Jacob Ramsey, Malick Thiaw, Aaron Ramsdale oraz Antoñito Cordero.
Najszerszym echem odbiło się sprowadzenie pierwszego z nich. Niemiecki snajper pokazał się ze świetnej strony podczas ubiegłorocznych Mistrzostw Europy U-21 na Słowacji. Jego reprezentacja doszła do finału (przegrała tam 2:3 z Anglią), a sam Woltemade zdobył sześć bramek. Ówczesnego gracza Stuttgartu chciały największe marki Starego Kontynentu. Zainteresowanie wykazywał również Bayern Monachium. Potęga Bundesligi nie zamierzała jednak płacić za 23-latka wielkiej sumy.
Znalazł się idiota
Ostatecznie Newcastle ściągnęło go za 75 milionów euro. Bayern na pewno tyle by nie wydał, ponieważ władze monachijskiego klubu w zupełnie inny sposób oceniały wartość Woltemade. Jeden z działaczy ekipy Die Roten pozwolił sobie również na niewybredny komentarz na temat transakcji, którą wykonały Sroki.
– Będę szczery – kiedy pojawiły się oczekiwania finansowe Stuttgartu co do Woltemade, ja, Uli Hoeness, Herbert Hainer, Jan Dreesen i Max Eberl powiedzieliśmy sobie: to kwoty, które nie są dla nas akceptowalne. Nie powinniśmy spełniać każdego żądania, by kogoś uszczęśliwić, szczególnie dział finansowy Stuttgartu. Mogę tylko pogratulować Stuttgartowi znalezienia – w cudzysłowie – idioty, który zapłacił takie pieniądze, bo my w Monachium na pewno byśmy tego nie zrobili – powiedział Karl-Heinz Rummenigge w wywiadzie dla portalu „BR24”.
Średniak Premier League
Na razie nie widać jednak, aby prawie 280 milionów euro wydane podczas letniego okienka w rewolucyjny sposób poprawiło notowania Newcastle United. Po 26 kolejkach drużyna Eddiego Howe’a ma na koncie 36 punktów. Daje jej to 10. pozycję w tabeli. Klasyczny średniak.
Ostatnia forma Srok to katastrofa. W 2026 roku zespół z St James’ Park zanotował tylko trzy ligowe zwycięstwa. W minionych pięciu spotkaniach odniósł zaledwie jedną wygraną. Niedawno miał passę trzech porażek z rzędu, ale przełamał się w starciu z coraz bardziej dołującym Tottenhamem (2:1).
„Sam bym zrezygnował”
– Sam bym zrezygnował, gdybym uważał, że nie jestem odpowiednią osobą do pociągnięcia drużyny. Klub jest dla mnie najważniejszy. Nigdy nie postawiłbym siebie ponad nim. Momentum jest teraz przeciwko nam. Musimy to odwrócić. Świat może wyglądać zupełnie inaczej po kilku meczach – mówił Eddie Howe po niedawnej porażce z Brentford (2:3).
Strata do TOP5 wynosi aktualnie 8 punktów. Na tę chwilę wydaje się, że marzenia o kolejnym awansie do europejskich pucharów trzeba odłożyć przynajmniej na przyszły rok. Chimeryczna forma Srok, które na razie mają spore trudności z ustabilizowaniem swojej pozycji w lidze, z pewnością nie realizuje planu nakreślonego kilka lat temu przez Saudyjczyków, którzy potężnie zainwestowali w klub z St James’ Park.
Arabia Saudyjska
W 2021 roku dotychczasowy właściciel Mike Ashley po 14 latach oddał klub w cudze ręce. Według “Daily Telegraph”, sprzedał Newcastle za 305 milionów funtów. Dobił targu z konsorcjum złożonym m.in. z Public Investment Fund. Jeśli ktoś interesuje się piłką nożną w Arabii Saudyjskiej, z pewnością wie, czym jest ten twór. PIF to specjalny fundusz, który pozwala Saudyjczykom na potężne inwestycje, nie tylko w sferze piłkarskiej. Szacuje się, że jego wartość osiąga ponad 900 miliardów dolarów.
Z pomocy PIF-u korzystają przede wszystkim cztery największe kluby w Arabii Saudyjskiej, czyli Al Hilal, Al Nassr, Al Ahli oraz Al Ittihad. Fundusz wykupił 75% udziałów w każdej z nich. Wspieranie zespołów sportowych z ojczyzny nie budzi sensacji, ale zainwestowanie w zagraniczną drużynę było zjawiskiem bez precedensu.
Nowa era
Zaangażowanie finansowe Saudyjczyków pozwoliło Newcastle na niespotykane dotąd możliwości na rynku transferowym. Od stycznia 2022 roku (pierwsze okienko klubu pod rządami nowych właścicieli) na wzmocnienia wydano już prawie 790 milionów euro! Dla porównania, w ciągu poprzednich dziewięciu okienek, jeszcze za poprzedniej władzy, z klubowej kasy na roszady kadrowe poszło “tylko” niecałe 247 milionów. Ponad trzy razy mniej.
Newcastle zaczęło też przeznaczać coraz większe sumy na piłkarzy. W erze poprzedniego właściciela Mike’a Ashleya pełno było ruchów za kilka, maksymalnie kilkanaście milionów euro. Często korzystano też z transferów darmowych. Rzadkość stanowiły ruchy za ponad 20 milionów, nie mówiąc już o większych sumach. To saudyjskie pieniądze pozwoliły Srokom na sprowadzenie takich graczy jak Bruno Guimarães, Sandro Tonali czy Alexander Isak, którzy w ostatnich sezonach zachwycali publiczność (w przypadku pierwszej dwójki wciąż zachwycają) na St James’ Park. Ich pozyskanie nie było łatwe, ale wniosło klub na inny poziom.
Liga Mistrzów oddaje
Czy w obecnym marazmie jest coś, co może pocieszyć kibiców Newcastle? Owszem, to Liga Mistrzów. W tabeli fazy ligowej Champions League drużyna zajęła 12. miejsce, zdobywając awans do fazy play-off. W ostatnich miesiącach podopieczni Eddiego Howe’a na arenie międzynarodowej pokonali m.in. Benfikę, Athletic Club czy PSV, zremisowali też z PSG i Bayerem Leverkusen.
O ile priorytetem jest liga krajowa, na europejskim podwórku piłkarzy Newcastle może czekać cudowna przygoda. W fazie play-off Anglicy zmierzą się z Karabachem Agdam. Jeśli awansują dalej, zmierzą się z Chelsea albo FC Barceloną. Poprzeczka zostanie wówczas zawieszona o wiele wyżej, lecz kibice Srok będą mogli przyszykować się na wielkie widowisko, niezależnie od tego, na kogo trafią ich ulubieńcy. Lepiej jednak, żeby była to nawet Barcelona, bo z ekipą The Blues Newcastle mierzy się na co dzień w Premier League.
Powstrzymać falę rozczarowania
Newcastle zapowiadało się kilka lat temu na jeden z najciekawszych projektów w Premier League. Spory udział w tej aurze miały oczywiście saudyjskie pieniądze oraz tak duże, niespotykane wręcz dotychczas zaangażowanie PIF w klub spoza własnego arabskiego państwa. Nieźli piłkarze, wielka historia, obiecujący trener – to wszystko sprawiało, że na projekt szykowany na St James’ Park patrzyło się z wypiekami na policzkach.
Na razie kibice mogą mieć jednak słodko-gorzkie wrażenia z tego, jak klub dyrygował swoim rozwojem przez ostatnie lata. Dwa awanse do Ligi Mistrzów oraz wygrany Puchar Ligi Angielskiej są niezłym początkiem, ale z pewnością nie zadowolą rozbudzonych apetytów fanów Newcastle. Mizerna forma na krajowym podwórku sprawia, że drużyna Eddiego Howe’a może niebawem skończyć jak masa innych interesujących projektów, które były rozwijane w Premier League czy innych wielkich europejskich ligach. Przebłyski dobrej formy, a potem ponownie zjazd w dół. Taki scenariusz nie jest pożądany na St James’ Park. Czy po niedawnych trzech porażkach ligowych z rzędu Srokom starczy wiary, aby odwrócić sytuację i powstrzymać falę rozczarowania, która nadciąga coraz szybciej?

















