Wszystkie relacje

MISTRZOSTWA ŚWIATA

Meksyk

Meksyk MEK

-

Kamerun

Kamerun KAM

-

11.06 21:00

MISTRZOSTWA ŚWIATA

Korea Południowa

Korea Południowa KOR

-

Czechy

Czechy CZE

-

12.06 06:00

MISTRZOSTWA ŚWIATA

Katar

Katar KAT

-

Szwajcaria

Szwajcaria SZW

-

12.06 21:00

MISTRZOSTWA ŚWIATA

USA

USA USA

-

Venezuela

Venezuela VEN

-

13.06 18:00

MISTRZOSTWA ŚWIATA

Kanada

Kanada KAN

-

Brazylia

Brazylia BRA

-

14.06 06:00

Ponad 360 milionów euro na nic? Tottenham dołuje w tabeli

19.10.2026 | 07:00

Roberto De Zerbi

fot. Harvey Murphy/News Images/Sipa USA

Tottenham to jedna z największych negatywnych niespodzianek na początku sezonu Premier League. Po wydaniu ponad 360 milionów euro w letnim okienku transferowym Koguty wydawały się być gotowe do rywalizacji w najlepszej lidze świata. Tymczasem po sześciu kolejkach nie wygrały jeszcze ani jednego meczu.

Detektyw potrzebny od zaraz

Znacie Jude’a Lawa? To jeden z najpopularniejszych brytyjskich aktorów. Niedawno było o nim głośno, ponieważ wcielił się we Władimira Putina w filmie “Mag z Kremla” na podstawie skądinąd kapitalnej książki o tym samym tytule pióra Giuliano da Empolego. Inną jego znaną kreacją jest postać dr Johna Watsona z serii o “Sherlocku Holmesie”, inteligentnego i elokwentnego towarzysza głównego detektywa.

Co ma wspólnego ten niecodzienny wstęp z bohaterem niniejszego tekstu, Tottenhamem? Otóż Jude Law prywatnie jest kibicem Spurs, a jego doświadczenie w rozwiązywaniu zagadek, wyniesione ze zgłębiania uniwersum Sherlocka Holmesa, z pewnością przydałoby się teraz w północnym Londynie. To, co dzieje się obecnie z ekipą Kogutów, stanowi bowiem łamigłówkę wymagającą nawet dla weterana detektywistycznych przygód.

Tottenham sporo wydał, ale na razie mało zyskał

W letnim okienku transferowym Tottenham wydał na wzmocnienia dokładnie 366,35 miliona euro. Do północnego Londynu sprowadzili się m.in. Sandro Tonali, Mateus Fernandes, Sávio, Jan Paul van Hecke, Andrew Robertson czy Omar Marmoush. Niektórzy z tych piłkarzy byli też na radarach atrakcyniejszych ekip od Spurs, grających na przykład w europejskich pucharach czy mających za sobą okazalsze wyniki w ligach krajowych. Klub zdołał jednak namówić ich na ekscytujący projekt, który swoim nazwiskiem firmował Roberto De Zerbi, jeden z trenerów, którym trudno odmówić.

– Już pod koniec marca oficjalnie zasilił szeregi Tottenhamu. Tym samym wrócił do Premier League, gdzie do tej pory pracował tylko w Brighton. „Piccolo Guardiola” (mały Guardiola), jak nazywają go we Włoszech, stwierdził, że wyciągnięcie Spurs z dziejowego kryzysu, zagrażającego ligowej egzystencji Kogutów, będzie zdecydowanie bardziej rozwijające niż trwanie przez kilka miesięcy w oczekiwaniu na nowe wyzwanie zawodowe – pisaliśmy w połowie lipca, wracając do momentu z marca bieżącego roku, gdy De Zerbi podjął się misji uratowania Tottenhamu w lidze.

Moda na sukces jeszcze nie nadeszła

Misja się powiodła, więc 1 lipca szefowie Kogutów mogli zacząć koncentrować się na tym, aby zbudować drużynę gotową do walki o najwyższe cele. W tym miejscu raz jeszcze trzeba wykonać małą retrospekcję. We wrześniu 2025 roku zwolniono Daniela Leviego, wieloletniego prezesa Tottenhamu. Nowe szefostwo Spurs, z Peterem Charringtonem i Vinaiem Venkateshamem na czele, zapowiadało wówczas zupełnie nową erę. Klub miał w końcu zacząć poważnie liczyć się w rozgrywkach krajowych i międzynarodowych – krótko mówiąc, miał zacząć wygrywać.

Levy bowiem – przenosząc się na moment na kanwę “Lalki” Bolesława Prusa – bardziej przypominał pragmatycznego Ignacego Rzeckiego niż rozemocjowanego, żądnego przygód i spełniania marzeń Stanisława Wokulskiego. Był dobrym księgowym, lecz nie potrafił uczynić z Tottenhamu drużyny, która będzie dostarczać kibicom sukcesów. Nowe kierownictwo miało to zmienić.

Przełamanie za wszelką cenę

Tego lata wydawało się, że szumne zapowiedzi w końcu się zmaterializują. Bardzo udane okienko transferowe, trener z topu, czysta karta i gotowość, aby zatrząść ligą w posadach. No i co? No i klops.

Po sześciu kolejkach Koguty nie wygrały jeszcze ani jednego spotkania (tylko Bournemouth ma równie wstydliwą statystykę). Z dorobkiem zaledwie trzech punktów zamykają tabelę Premier League. Ponadto, strzeliły do tej pory trzy gole (najgorszy wynik w lidze), a straciły aż trzy razy więcej. Słowem, słabiutko.

W najbliższej kolejce ligowej Tottenham zmierzy się u siebie z Coventry City. To z jednej strony najsłabszy beniaminek, ale z drugiej mający za sobą dwa zwycięstwa z rzędu i będący na fali. Wydaje się, że to spotkanie wręcz idealne do tego, aby przełamać złą passę i wygrać – po prawie dwóch miesiącach od startu ligi – pierwszy mecz w tym sezonie.

Reputacja na szali

Co jeśli to się nie uda? Wówczas szefowie Tottenhamu będą mieli poważny problem. Trudno będzie uwierzyć, że potrzeba jeszcze więcej czasu, aby drużyna się zgrała i zaczęła grać zgodnie z oczekiwaniami kibiców. Za chwilę nadejdzie listopad, ten szybko przeistoczy się w grudzień i Koguty obudzą się jeszcze w połowie sezonu w okolicach strefy spadkowej. Powtórka z rozrywki z zeszłego sezonu, kiedy tak naprawdę do samego końca walczyły o utrzymanie w Premier League, nie wchodzi w grę.

Czy jest coś, co może wlać optymizm w serca sympatyków Spurs? Wydaje się, że ostatni mecz z Manchesterem United (1:1) to dobra podstawa, aby zbudować pewność siebie zespołu i pomóc mu wejść na odpowiedni poziom. Mimo straty bramki w 73. minucie i gry w osłabieniu w ostatnim fragmencie spotkania, piłkarze Roberto De Zerbiego zdołali doprowadzić do wyrównania w doliczonym czasie. Uratowali więc ważny punkt w starciu z niezłą ekipą, nawet jeśli Czerwone Diabły są obecnie w kryzysie.

Sam De Zerbi też chwalił swoich podopiecznych za “duszę i charakter”. Włoch nie ma wyjścia – jakość piłkarska w drużynie jest, potencjał również, więc trzeba dotrzeć do głów zawodników, aby wykrzesać z nich to, co kibice chcą oglądać co tydzień na Tottenham Hotspur Stadium. Inaczej szkoleniowiec Spurs zostanie brutalnie zweryfikowany w dużym i bogatym klubie z najlepszej ligi świata. Wówczas nawet słowa Pepa Guardioli, który niegdyś chwalił De Zerbiego za jego futbolową filozofię, nie pomogą w uratowaniu reputacji 47-latka z Brescii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2026-08-17 00:00 / 9999-12-31 23:59 | Oshee | Partner | 300×600
2026-08-17 00:00 / 9999-12-31 23:59 | Oshee | Partner | 300×600

Główni partnerzy

Superbet
Logo XTB
OSHEE logo