Chciała go Legia, teraz straszy Polaków
Viktor Gyokeres FOT. ZUMA/NEWSPIX.PL
Viktor Gyokeres należy do czołowych snajperów w Europie, choć jego droga na szczyt była kręta, o czym świadczy m.in to, że dwukrotnie chciała go ściągnąć Legia Warszawa. We wtorek Gyokeres postara się zabrać Polakom marzenia o mundialu.
W obliczu poważnie kontuzjowanego Alexandera Isaka, na którego latem Liverpool wydał blisko 150 milionów euro, zdecydowanie największą gwiazdą Szwedów jest Viktor Gyokeres. 27-latek z Arsenalu zamierza podążać śladami legendarnych rodaków, czyli Zlatana Ibrahimovicia (m.in Juventus, Inter, Milan, Barcelona, PSG i Manchester United) i Henrika Larssona (Celtic, Barcelona czy Manchester United).
Gyokeres w odróżnieniu od większości dzisiejszych gwiazd nie został wcale wychwycony przez skautów prestiżowych akademii. Urodzony w Sztokholmie snajper miał problemy, by wybić się w Szwecji, która wcale nie słynie z masowego produkowania topowych piłkarzy. Karierę rozpoczynał w IF Brommapojkarna.
– Kiedy zabrałem go do Brommy miał 14 lat, a prezes akademii stwierdził, że Viktor nie jest wystarczająco dobry. Później zaczął strzelać regularnie gole, jednak nadal nie miał łatki supergwiazdy, jak choćby Dejan Kulusevski, który dziś gra w Tottenhamie – tłumaczył BBC David Eklund, skaut szwedzkiego klubu.
Zakusy Legii Warszawa
W 2018 roku Gyokeresa za milion euro kupiło Brighton, jednak w ekipie Mew regularnie strzelał jedynie w rezerwach. W pierwszej drużynie zanotował zaledwie osiem spotkań, ale w Premier League nie zadebiutował. Anglicy uznali, że wypożyczą Gyokeresa do niemieckiego FC St. Pauli, a potem do walijskiego Swansea. W drugiej Bundeslidze strzelił siedem goli, a w Championship żadnego.
Co ciekawe: w tamtym okresie dwukrotnie o Szweda zabiegała Legia. – Druga strona uznała, że transfer (nawet czasowy) do polskiej Ekstraklasy to nie jest to, co będzie dla szwedzkiego napastnika najlepsze – czytamy na portalu Goal.pl, który ujawnił kulisy niedoszłego transferu.
Zamiast do Warszawy w 2021 roku Gyokeres trafił do Coventry, które kupiło go za 1,2 miliona euro. Ale tym razem Championship już podbił. W 116 meczach dla Coventry zdobył aż 43 bramki i zanotował 17 asyst. To sprawiło, że latem 2013 roku lizboński Sporting zapłacił za niego 24 miliony euro. I napisać, że był to transferowy majstersztyk Portugalczyków, to jak nic nie napisać.
Rozegrał w 102 spotkaniach dla Sportingu, zdobył aż 97 bramek i miał 28 asyst. Ale co najważniejsze: brylował także w Europie, np. strzelając hat-trick Manchesterowi City.
I gdy wydawało się, że latem 2025 roku trafi do Manchesteru United, gdzie pracował Ruben Amorim, jego trener ze Sportingu, to ostatecznie podpisał kontrakt z Arsenalem. Kanonierzy zapłacili za dwukrotnego króla strzelców ligi portugalskiej ok. 67 mln euro.
– Zabrzmi to trochę szalenie, ale myślę, że jest nieco lepszą wersją Erlinga Haalanda. Norweg jest niesamowity, ale Szwed ma w sobie coś więcej – stwierdził jakiś czas temu Rafael Van Der Vaart, były piłkarz Realu Madryt i reprezentacji Holandii.
Dziś ta wypowiedź odbija mu się czkawką, bo Gyokeres, choć jest o nieco podobnym profilu do Norwega, to jednak nie notuje w Arsenalu już tak znakomitych liczb.
Biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki klubowe, Gyokeres strzelił w tym sezonie 16 goli, w tym 11 w Premier League. I często był krytykowany, m.in przez Gary’ego Neville’a, który regularnie krytykował Szweda za marnowanie dobrych okazji i za zbyt małe zaangażowanie w grę zespołu.
Z drugiej strony… Tyle samo goli w Premier League ma np. Hugo Ekitike, za którego latem Liverpool wyłożył jeszcze więcej, bo aż 95 mln euro. Gyokeres wciąż ma duże szanse, by przekroczyć w tym sezonie barierę 20 goli, a przecież może także świętować mistrzostwo Anglii czy powalczyć o Ligę Mistrzów, także jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Na razie jednak skupia się na walce o mundial.
Gyokeres będzie straszył Polaków
W półfinale barażów Szwedzi ograli Ukraińców 3:1, a bohaterem spotkania okazał się właśnie Gyokeres, autor trzech goli. To oznacza, że po 31 meczach w kadrze ma już 18 bramek, ale zarazem nie rozegrał jeszcze ani minuty ani na mistrzostwach Europy, ani na mundialu. To drugie marzenie będzie mógł zmienić we wtorek w meczu z Polską w Sztokholmie.
– Gyokeres był niesamowity. Nie chodzi o sam hat-trick, ale też o to, jak grał odpowiedzialnie i wspierał drużynę w fazie bronienia – zachwalał go Graham Potter, selekcjoner Szwedów.
– Gyokeres był świetny i zrobił różnicę. Pokazał swoją klasę i udowodnił dlaczego jest jednym z najlepszych napastników w Europie – dodał Serhij Rebrow, trener Ukraińców.
Miejmy tylko nadzieję, że po wtorkowym wieczorze Jan Urban nie będzie musiał zachwalać szwedzkiego napastnika, tylko będzie mógł się skupić na docenieniu swoich piłkarzy.


















