„No nieee…”. Jan Urban upomniał reprezentanta Polski
ANNA KLEPACZKO / FOTOPYK/NEWSPIX.PL
Wypowiedź Przemysława Wiśniewskiego po meczu ze Szwecją dotycząca bramki Viktora Gyokeresa odbiła się szerokim echem. Na czwartkowej konferencji prasowej słowa stopera skomentował Jan Urban.
Reprezentacja Polski przegrała ostatni mecz ze Szwecją 1:3 głównie za sprawą prostych błędów w obronie przy stałych fragmentach gry czy dośrodkowaniach. Trzeci gol Szwedów był dobitnym przykładem braku porozumienia między defensorami Biało-Czerwonych, gdyż Przemysław Wiśniewski i Matty Cash zagubili się w akcji, tracąc z radarów Viktora Gyokeresa. Choć po końcowym gwizdku „Wiśnia” przed kamerami Kanału Sportowego mówił, że jego zdaniem to nie on popełnił błąd.
—Analizowałem tę sytuację z bramką Gyokeresa. Wiadomo, każdy w klubie trenuje inaczej, każdy inaczej pracował. Miałem na początku tego Gyokeresa, mieliśmy jeden na jeden. Ale jak widzę, że zawodnik idzie, a Gyokeres się wycofuje, to odpuszczam. Bo wahadłowy powinien być za mną i kryć długi słupek. Świadomie odpuściłem, bo widziałem, że ten zawodnik, którego miał Matty schodzi do środka i dla mnie, jako stopera, jest ciężko od razu przerzucić się by przejść do tyłu. Tak zawsze byłem uczony strefą we Włoszech, że jak masz strefę, to każdy odpowiada za swoją pozycję. Pozycjami byliśmy dobrze ustawieni, tylko wyszedł brak porozumienia. Może Matty albo trener mają inne spojrzenie na tę sytuację – mówił Przemysław Wiśniewski.
Słowa środkowego defensora skomentował Jan Urban na konferencji prasowej przed meczem z Rumunią. Selekcjoner pouczył piłkarza, że zawodnicy muszą umieć się dostosować – w innym wypadku tracą skład.
— Traktuję to jako niefortunne słowa. Po pierwsze: zbyt łatwo się mówi: „Bo w Hiszpanii jest tak, we Włoszech jest tak, we Francji jest tak…”. Jeżeli rozmawiamy o drużynach piłkarskich, o trenerach, to w danym kraju często jest tak, że trenuje się zupełnie inaczej w zależności od miejsca. Każdy ma inny sposób podejścia, inne daje korekty zawodnikom, wymaga poruszania się w inny sposób. I zawodnik musi umieć się dostosować – jeżeli tego nie zrobi, to wypada z gry i jest rezerwowym. Tak to funkcjonuje. W tym przypadku „Wiśnia” nie powinien tak mówić. Najprostszym rozwiązaniem w takich sytuacjach jest po prostu atak na piłkę. Jeżeli ja wybiję piłkę, to nawet jeśli byłoby sześciu przeciwników, to krzywdy mi nie zrobią. No nieee… niefortunna wypowiedź
mówił Jan Urban


















