Dziecko wojny i superstrzelec. Oto Lewandowski bośniackiego futbolu
EDIN DŻEKO I KAMIL GLIK FOT. LUKASZ SKWIOT/CYFRASPORT / NEWSPIX.PL
Edin Dżeko ma już 40 lat, ale wciąż wzbudza podziw. Był dzieckiem wojny, stał się legendą bośniackiego futbolu i jednym z najskuteczniejszych snajperów XXI wieku. We wtorek zagra w finale baraży z Włochami, gdzie spędził niemal dekadę.
Trudno w to uwierzyć, ale Włosi mogą nie pojechać na swój trzeci z rzędu mundial. Po wygranej z Irlandią Północną zagrają w finale baraży na wyjeździe z Bośnią i Hercegowiną. Część włoskich piłkarzy wręcz skakała z radości, gdy dowiedzieli się, że Bośniacy ograli Walijczyków w półfinale. Nie wszyscy jednak poczuli się urażeni zachowaniem Włochów.
– Nie oburza mnie to, bo każdy ma swoje preferencje i radość Włochów po naszym awansie była zrozumiała. Jeśli jednak Włosi mają strach przed wyjazdem do Walii, to coś tam nie gra. Mówimy przecież o czterokrotnych mistrzach świata – skomentował Edin Dżeko, dla którego wtorkowy mecz będzie szczególny, bo w barwach Romy i Interu Mediolan strzelił ponad sto goli w Serie A.
Szczególnie zapisał się w historii Romy, gdzie stał się trzecim najlepszym strzelcem w historii, zaraz po Roberto Pruzzo i legendarnym Francesco Tottim.
– Kocham Włochy. Spędziłem tam dziewięć wspaniałych lat. Wiem, że nie będą nas lekceważyć. Co prawda nie mają już ani drugiego Tottiego, ani drugiego Del Piero, ale wciąż są mocni – mówił Dżeko na przedmeczowej konferencji.
Dżeko – uniwersalny snajper
Młodszym kibicom Bośniak kojarzy się przede wszystkim z Serie A, ale przecież świetne wyniki osiągał też w Niemczech i Anglii. W Bundeslidze rozegrał 111 meczów, zdobył 66 goli i zaliczył 27 asyst. Najlepiej będzie wspominał sezon 2008/09, kiedy z Wolfsburgiem niespodziewanie zdobył mistrzostwo, a wraz z Brazylijczykiem Grafite tworzył kultowy duet napastników.
W 2011 roku zgłosił się po niego Manchester City. W Anglii wygrał dwa mistrzostwa i również regularnie strzelał, bo w ciągu czterech lat zdobył 72 bramki i miał 39 asyst. Bośniak jednak ciągle był w cieniu Sergio Aguero, więc wyfrunął do Romy, gdzie mógł pełnić ważniejszą rolę.
Biorąc pod uwagę bramki w czołowych pięciu ligach Europy, Dżeko ma na koncie aż 223 gole, czyli więcej niż wielu legendarnych snajperów takich jak: Didier Drogba, Wayne Rooney czy Samuel Eto’o.
Dżeko jak Lewandowski
Dżeko podobnie jak Robert Lewandowski miał trudne początki kariery. Przypomnijmy: Nie dość, że młodziutki Lewandowski nie dostał szansy w Legii Warszawa, to szydzono z niego także podczas pierwszego sezonu w Borussii Dortmund. Dżeko również musiał mierzyć się z nieprzychylnymi opiniami.
Zaczynał w klubie Zeljeznicar, gdzie kibice nazywali go kłodą drewna, a gdy bośniacki klub otrzymał ofertę od czeskiego FK Teplice, prezes Żeljeznicaru powiedział „wygraliśmy los na loterii, że sprzedaliśmy Dżeko za 25 tysięcy euro”. Dwa lata później, latem 2007 roku, Wolfsburg zapłacił za niego cztery miliony euro…
Później Bośniak stał się jednym z najlepszych środkowych napastników XXI wieku. Dopiero w ostatnich latach Dżeko nieco zniknął z radarów.
Zaskakujący transfer do Schalke
W latach 2023-25 grał dla Fenerbahce (46 bramek w 99 meczach), a przed obecnym sezonem nieoczekiwanie wrócił do Włoch. Trafił jednak do kompletnie rozbitej Fiorentiny, która zamiast bić się o europejskie puchary, zaczęła bronić się przed spadkiem. W grudniu chciał już zmienić otoczenie.
– Siedziałem w szatni po porażce z Parmą i zastanawiałem się, co dalej. Chciałem jeszcze na koniec kariery poczuć ogień, zagrać w uznanym klubie z fanatycznymi kibicami i poczuć ekscytację związaną z jakimś wyzwaniem. Zapytałem więc Nikoli Katicia [bośniacki obrońca – red], czy Schalke nadal szuka napastnika. Potem – już w rozmowach z klubem i trenerem – zastrzegłem, że nie pieniądze mnie nie interesują i odrzuciłem lukratywne oferty. Potem wszystko potoczyło się już szybko – tłumaczył na łamach „Sport Bildu” Dżeko, dlaczego zimą trafił do Schalke.
Na zapleczu Bundesligi Bośniak rozegrał osiem meczów, a już ma sześć goli i trzy asysty! Mało tego! 40-latek regularnie strzela także w kadrze. To właśnie jego gol zapewnił Bośniakom rzuty karne z Walijczykami, a asystował mu 22 lata młodszy Kerim Alajbegović. Przed finałem z Włochami doświadczony napastnik zaapelował do rodaków.
– Mam nadzieję, że podczas włoskiego hymnu wszyscy kibice będą bić brawo. Może nie każdy to wie, ale po wojnie to właśnie Włosi w 1996 roku jako pierwsi przyjechali tu, by rozegrać towarzyski mecz – przypomniał 40-latek, który doskonale pamięta krwawy konflikt na Bałkanach. Jako dziecko uniknął śmierci, choć czaiła się niemal na każdym kroku.
– Gdy byłem mały, nie zdawałem sobie sprawy z zagrożenia. Ciągnęło mnie na podwórko, żeby grać z kolegami w piłkę. Pewnego dnia mama, w obawie o moje życie, zabroniła mi wyjść z domu. Zamknąłem się w pokoju i płakałem, nie rozumiejąc, dlaczego. A ona uratowała mi życie… Dosłownie kilka chwil później na naszą polanę, która służyła za boisko, spadła bomba. Wielu moich kolegów zginęło tego dnia. Rakiety świstały nam nad głowami, na ulicach trwała wojna, a w domu często nie było co jeść. Przepłakałem wiele nocy. Każdego dnia dziękuję Bogu, że przetrwaliśmy. Marzyłem o tym, by zostać piłkarzem, ale nawet w najśmielszych snach nie wyobrażałem sobie, że zajdę tak daleko – wspominał kiedyś Dżeko na łamach „Guardiana”.
We wtorek może napisać kolejny piękny rozdział w swej karierze. Do tej pory tylko raz był na mundialu – strzelił gola Iranowi, ale Bośnia nie wyszła z grupy w 2014 roku.
Czytaj też:

















