Manchester City na ustach całego świata. Gigant może zostać zdegradowany!
FOT.IMAGO/NEWSPIX.PL
Manchester City znalazł się być może w najtrudniejszym momencie w swojej historii. Klub oficjalnie został uznany winnym praktycznie wszystkich 115 zarzutów związanych m.in. z nieprawidłowościami finansowymi. Nad angielskim gigantem zebrały się czarne chmury, a jego przyszłość jest poważnie zagrożona. Kto wie, czy cała afera nie skończy się nawet degradacją z Premier League!
Manchester City ma kłopoty
A imię jego sto i piętnaście. Śmiała parafraza cytatu z widzenia księdza Piotra z monumentalnej III części “Dziadów” Adama Mickiewicza wcale nie jest w tym przypadku przesadzona. W dziele naszego wieszcza kapłan w swej wizji ujrzał cierpienie, jakie musiał znieść uciemiężony naród. Liczba “115”, odnosząca się już do głównego tematu niniejszego tekstu, może być natomiast zwiastunem wielkiej smuty w jednym z najlepszych klubów piłkarskich świata.
Manchester City to ponury bohater tej historii. W ostatnich latach Obywatele zdominowali angielskie podwórko, a swoje aspiracje potwierdzili także w Europie, zdobywając w 2023 roku Ligę Mistrzów. Zaangażowanie w klub Emiratczyków, a później zatrudnienie Pepa Guardioli, który poprowadził drużynę do 20 trofeów, w tym sześciu tytułów mistrzowskich, na zawsze odmieniło oblicze ekipy z Etihad Stadium. Przez lata niebieska część Manchesteru z zazdrością patrzyła w kierunku tej czerwonej, skąd wywodził się utytułowany lokalny rywal z Old Trafford. Ostatnio role się jednak odwróciły. To Czerwone Diabły marzą o takich sukcesach, jakimi cieszyli się The Citizens.
Tłuste lata, w trakcie których Manchester City wyrósł na światowego futbolowego giganta, kryją jednak za sobą niewygodną tajemnicę. Teraz rozprawia o niej cała piłkarska Anglia. Wróćmy do mistycznej “115-stki”, od której rozpoczęliśmy. Dotyczy ona liczby zarzutów postawionych Obywatelom w związku z rzekomym naruszeniem przepisów finansowych. Chodzi o okres 2009-2018, czyli dokładnie pierwsze dziewięć lat od przejęcia klubu przez Emiratczyków.
Haker, który rozpoczął lawinę
Poufne dokumemty, które stały się niejako podłożem pod całą sprawę, zostały ujawnione przez hakera Ruiego Pinto w ramach akcji „Football Leaks”. Artykuł niemieckiego tygodnika “Der Spiegel” z 2018 roku, w którym opisano rewelacje zaprezentowane przez Portugalczyka, rozpoczął dyskusję nad uczciwością Manchesteru City.
Więcej o działalności Pinto można przeczytać w godnym lektury tekście Antoniego Partuma. Dowiadujemy się z niego m.in., że Portugalczyk jest objęty obecnie programem ochrony świadków i nie może wychodzić z domu.
Pinto zyskał wielką popularność, ale nie ma łatwego życia. Już od 2019 roku żyje w warunkach dalekich od normalności, przebywając w izolacji, areszcie domowym, a obecnie w programie ochrony świadków. Francisco Teixeira da Mota, prawnik reprezentujący Portugalczyka, przyznaje, że dla jego klienta wynik sprawy Manchesteru City ma ogromne znaczenie osobiste
czytamy.
Złamane zasady
Czego dotyczą zarzuty postawione ekipie The Citizens? Przede wszystkim chodzi o obejście zasad FPP, czyli Finansowego Fair Play, którego założeniem jest zapobieżenie sytuacji, w której kluby piłkarskie wydają ponad miarę, a więcej pieniędzy ucieka z budżetu niż do niego wpada. Obywatele mieli m.in. ukrywać pewne płatności, nie dostarczać kompletnej i rzetelnej dokumentacji, a także zawyżać wartość umów sponsorskich.
W aferę zamieszane są nawet poszczególne osoby ze świata futbolu, na przykład Roberto Mancini. Gdy włoski szkoleniowiec pracował na Etihad Stadium, miał otrzymywać dodatkowe, oczywiście niejawne wynagrodzenie opiewające na 1.75 miliona funtów za to, że “doradzał” w klubie Al-Jazira z Abu Zabi. Sam zainteresowany nie ma jednak sobie nic do zarzucenia. Zapytany o swój udział w całej sprawie, stwierdził, że “to nie jego zmartwienie”.
Na niekorzyść Manchesteru City świadczy również to, że klub nie był skory do współpracy z organami w prowadzeniu śledztwa. Ze wszystkich 115 zarzutów, aż 35 dotyczy właśnie złamania reguł dotyczących kooperacji z odpowiednimi służbami w wyjaśnieniu niejasności. Co do wykradzionych maili i dokumentów, zdaniem działaczy z Etihad Stadium są one po prostu wyrwane z kontekstu i mają na celu przede wszystkim zaszkodzić klubowi. Khaldoon Al Mubarak, prezes Manchesteru City, w oficjalnym komunikacie zarzeka się, iż jest pewny niewinności swojego pracodawcy. Prosi też kibiców o wsparcie i cierpliwość, aż sądowa batalia się zakończy.
Możliwy każdy scenariusz
To jednak szybko nie nastąpi. Nie można zapomnieć, że Obywatele zapewne odwołają się od ewentualnej decyzji komisji, więc sprawa będzie żyć przez kolejne miesiące. Na razie wiemy tylko, że we wtorkowy wieczór Premier League opublikowała wreszcie swoje oficjalne stanowisko. Potwierdziła, że Manchester City został uznany winnym wszystkich zarzutów w kwestiach finansowych i większości zarzutów w zakresie nieodpowiedniej współpracy z organami. Ponadto, wymieniła kilka konkretnych przewinień Obywateli, takich jak choćby:
- ukrywanie prawdziwego stanu finansów
- przekroczenie limitu wydatków zarówno w rozumieniu Premier League, jak i UEFA
- zawieranie fikcyjnych umów, aby manipulować finansami klubu (chodzi ponoć o 900 milionów funtów)
Co jednak może grozić Manchesterowi City, jeśli odwołanie nic nie da? Katalog potencjalnych sankcji jest spory. Zaczyna się od stosunkowo bezbolesnych, takich jak grzywna. W grę wchodzi jeszcze odjęcie punktów, a nawet… wykluczenie z Premier League. Fani włoskiego futbolu od razu przypominają sobie słynną aferę “Calciopoli”, która doprowadziła do degradacji Juventusu z Serie A do Serie B. Ponadto, Stara Dama straciła tytuł mistrzowski z rozgrywek 2004-05 (do dziś nieprzyznany nikomu innemu), a ligowy triumf z kolejnej kampanii zapisano na konto Interu Mediolan, podczas gdy Bianconeri zostali przesunięci do strefy spadkowej i następny sezon zaczęli na zapleczu ekstraklasy
Ciemne chmury
Warto przypomnieć, że w sezonie 2023-24 punkty odjęto Evertonowi, również za naruszenie reguł finansowych. Jak jednak podkreśla “Associated Press”, skala przewinień The Toffees była znacznie mniejsza, a dodatkowo zdecydowali się oni na współpracę ze służbami w celu wyjaśnienia tej sytuacji, czego z kolei nie można powiedzieć o Manchesterze City.
Ponadto, na stole ma być też opcja odebrania Obywatelom tytułów mistrzowskich, które zdobyli podczas feralnego okresu. W latach 2009-2018 klub wygrał ligę angielską trzy razy (2012, 2014, 2018). Nie można również zapomnieć, że jeśli Manchester City zostanie uznany winnym, inne drużyny będą mogły wnieść roszczenia odszkodowawcze. Drużyny, które uznają, że przez nieuczciwe praktyki straciły szansę na przykład na mistrzostwo Anglii, zapewne zdecydują się na wystawienie ekipie The Citizens rachunku za poniesioną szkodę. Utracone korzyści mogą obejmować nie tylko finanse, ale również kwestie sportowe czy wizerunkowe, więc prawnicy z Etihad Stadium – w razie konieczności rozpatrywania pozwów – muszą przygotować się na niełatwą przeprawę przez stosy dokumentów.
Emiracki projekt na zakręcie
Eksperci na Wyspach są zgodni, że sprawa Manchesteru City i jego 115 zarzutów może stać się największą aferą piłkarską w Anglii w historii. Z jej powodu co kilka miesięcy na Etihad Stadium odbywa się małe trzesięnie ziemi. Z każdą kolejną informację jest ono silniejsze. Uciekając w geograficzną metaforę, ruchy płyt tektonicznych potrafią burzyć domy, szkoły, szpitale i autostrady. Niejednej osoby podobne kataklizmy zniszczyły życie.
Czy finansowa afera może doprowadzić do zakończenia dominacji Manchesteru City w europejskim futbolu? Wszystko zależy od kary, jaką klub dostanie. W tej chwili tak naprawdę nie wiadomo, na jak poważną sankcję zasługują Obywatele. Poufność całego dochodzenia sprawia, że trudno nawet odgadnąć, jak rażące są naruszenia, których się dopuścili. Gdy jednak każdy artykuł prasowy podkreśla, iż nie można wykluczyć nawet najbardziej drastycznych rozwiązań, widać, że coś jest na rzeczy.
Jeśli klub zostanie zdegradowany do Championship, będzie to koniec projektu, jaki znamy. Trudno oczekiwać, że największe gwiazdy zespołu – takie jak Erling Haaland, Rayan Cherki czy Jeremy Doku – zostaną w drużynie, która zostanie zmuszona do potężnych zmian, a przez kilkanaście miesięcy co trzy dni będzie rywalizować z ekipami pokroju West Bromwich Albion, Birmingham City czy Queens Park Rangers. Finansowe koszty werdyktu mogą natomiast sprawić, że nawet Emiratczycy ze swoim sporym portfelem będą musieli naprawdę głęboko sięgnąć do kieszeni, żeby spełnić roszczenia potencjalnych wierzycieli i zapłacić ewentualne grzywny.
***
Przyszłość Manchesteru City nie jest jeszcze przesądzona, stoi raczej pod znakiem zapytania. Jedno jest jednak pewne – nastał bardzo niespokojny czas na Etihad Stadium, kiedy nikt nie myśli tylko o wygraniu Premier League czy zdobyciu Ligi Mistrzów. Teraz klub musi powoli zastanawiać się, jak przeżyć obecną nawałnicę. Od tego będą bowiem zależeć jego dalsze losy.

















