Saudyjski projekt w Premier League się sypie. Kandydat do spadku za setki milionów
FOT. ZUMA/NEWSPIX.PL
Newcastle United u progu nowego sezonu Premier League jawi się jako niespodziewany kandydat do spadku. Nie jest to żadna prowokacja ani przesadzona teza. Skala bałaganu w tym klubie to mocny sygnał ostrzegawczy dla kibiców, a przede wszystkim dla zarządzających.
Newcastle United zaskakującym kandydatem do spadku
Newcastle United nieoczekiwanie wylądowało w gronie kandydatów do spadku z Premier League. Nawet przy wątłych beniaminkach i niepewnej przyszłości Fulham, Leeds United czy Bournemouth, Sroki nie wyglądają na drużynę, która z łatwością zgarnie utrzymanie w angielskiej ekstraklasy. Marzenia o włączeniu się do czołowej piątki – do niedawna tak żywe – należy odłożyć na inny sezon.
Wszystko za sprawą okropnego bałaganu, jaki panuje w Newcastle. Już w lutym pisaliśmy, że coś zaczyna się na St. James’ Park psuć. W końcu latem 2025 roku Sroki z jednej strony straciły Alexandra Isaka, ale z drugiej wydały prawie 300 milionów euro na transfery.
– Saudyjskie pieniądze, ambitny trener i mocarstwowe plany miały zaprowadzić Newcastle tam, gdzie tego klubu jeszcze nigdy nie było. Wszyscy liczyli też, że w perspektywie następnych lat zespół włączy się do walki o krajowe mistrzostwo (…) Latem Newcastle wydało prawie 280 milionów euro na transfery. Był to czwarty najwyższy wynik w Premier League – tylko Arsenal (294,6 mln), Chelsea (339,15 mln) i Liverpool (482,9 mln) wydały więcej. Szeregi drużyny zasilili Nick Woltemade, Anthony Elanga, Yoane Wissa, Jacob Ramsey, Malick Thiaw, Aaron Ramsdale oraz Antoñito Cordero. (…) Na razie nie widać jednak, aby prawie 280 milionów euro wydane podczas letniego okienka w rewolucyjny sposób poprawiło notowania Newcastle United. Po 26 kolejkach drużyna Eddiego Howe’a ma na koncie 36 punktów. Daje jej to 10. pozycję w tabeli. Klasyczny średniak – pisaliśmy wówczas.
Fala odejść
Ostatecznie Newcastle United zajęło na koniec sezonu dopiero 12. miejsce w tabeli. Lepszy wynik zanotowało m.in. Fulham, które w 2025 wydało prawie 76 milionów na wzmocnienia, nie wspominając już o Brighton – Mewy po transferach wartych “tylko” 82 miliony zajęły ósme miejsce dające eliminacje do Ligi Konferencji.
Przed sezonem 2026-27 również nie zapowiada się, żeby Newcastle miało stać się niebawem ligowym mocarzem. To, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach, zapewne przeszło najśmielsze pojęcie nawet najbardziej pesymistycznego fana Srok. Zespół został przetrzebiony wzdłuż i wszerz, a po dotychczasowych gwiazdach nie ma śladu.
Z drużyny odeszli tego lata: Sandro Tonali, Bruno Guimarães, Anthony Gordon, a także tak doświadczeni zawodnicy jak Matt Targett czy Kieran Trippier. W ich miejsce klub pozyskał 18-letniego Seana Steura oraz 20-letnich Bazoumanę Touré, Ewena Jaouena i Aladjiego Bambę. Dość powiedzieć, że najstarszym nowym zawodnikiem jest… 24-letni bramkarz Lukas Hornicek.
Najboleśniejszy z ubytków
To jednak nie koniec. Najpoważniejszym ubytkiem wydaje się odejście Eddiego Howe’a. Pod koniec lipca Anglik dość niespodziewanie złożył rezygnację. Dlaczego jego dymisja może mocno zaboleć Sroki? Gdy rok temu z drużyny odeszła największa gwiazda, Alexander Isak, bez Howe’a na pokładzie łajba z napisem “Newcastle United” mogłaby skończyć na dnie. Niespełna 50-letni szkoleniowiec przez pięć lat na St. James’ Park pokazał, że jest jedną z najjaśniejszych postaci w tym klubie. Bez niego nie byłoby ani powrotu do Ligi Mistrzów, ani sowicie świętowanego zwycięstwa w Pucharze Ligi Angielskiej. Howe był swego rodzaju gwarancją, że dopóki on jest w klubie, nic złego się mu nie stanie.
Teraz jednak stwierdził, że czas uderzyć pięścią w stół. Angielskie media twierdzą, że za jego rezygnacją stało poczucie, że doprowadził Newcastle do granic możliwości. Bez odpowiedniego wzmocnienia klubu nie ma mowy o większych celach. Sroki jednak zamiast ulepszać drużynę, co roku wyprzedają najlepszych zawodników, nie potrafiąc ściągnąć w ich miejsce odpowiednich zmienników. Howe, pamiętając jak musiał bronić zespół przed rokiem, gdy przez cały sezon kibice i eksperci uderzali w Newcastle ze wszystkich stron, stwierdził, że ma tego wszystkiego dość.
Nie ma czasu na naukę
Zastąpił go Matthias Jaissle. Tak jak przy transferach klub kierował się w dużej mierze wiekiem zawodników, tak transfer niemieckiego szkoleniowca wpisuje się w tę strategię. Jest on aż o 10 lat młodszy od Howe’a – w kwietniu bieżącego roku skończył dopiero 38 lat. Będzie jednym z najmłodszych szkoleniowców w tym sezonie Premier League.
Kilka lat temu był uważany za wielki trenerski talent. Nic dziwnego skoro w 2021 roku objął Red Bull Salzburg. Jego kariera nie potoczyła się jednak tak, jak mogliśmy przypuszczać. W lipcu 2023 skusił się na ofertę z Arabii Saudyjskiej i związał się z Al-Ahli. Święcił nawet kilka triumfów z tym zespołem – wygrał krajowy superpuchar, a także dwa razy zwyciężał w Azjatyckiej Lidze Mistrzów.
Problem w tym, że Jaissle nigdy nie pracował w żadnej lidze z TOP5. Jako piłkarz co prawda zadebiutował w Bundeslidze w barwach Hoffenheim, lecz w roli trenera pierwsze szlify na najwyższym poziomie będzie zbierał dopiero w Newcastle. W Premier League błędów się nie wybacza, a czasu na naukę nie ma wcale.
Saudyjski projekt się sypie
Nie można zapomnieć, że Newcastle United to jedyny klub w Anglii, którego właścicielami są Saudyjczycy. PIF, czyli Public Investment Fund, będący swego rodzaju skarbonką Arabii Saudyjskiej, posiada większość udziałów w ekipie Srok. Gdy w 2021 roku władzę przejmowali szejkowie, kibice oczekiwali wielkich transferów i ery sukcesów.
Przez pierwsze lata tak było. Newcastle zaczęło wydawać znacznie więcej na wzmocnienia, stało się konkurentem na rynku dla drużyn z Big Six, wypromowało też kilka gwiazd, które w ostatnich miesiącach zamieniły St. James’ Park na lepsze zespoły – Alexander Isak, Sandro Tonali, Bruno Guimarães czy Anthony Gordon. Do tego doszedł triumf w Pucharze Ligi Angielskiej, a także powrót do Ligi Mistrzów.
Teraz jednak widać w tym projekcie stagnację. Saudyjczycy zrobili to, co umieją najlepiej – zarobili olbrzymie pieniądze. Gwiazdy zespołu odeszły, ale na horyzoncie nie widać ich następców. Czy to możliwe, że właściciele Newcastle United nie mają pomysłu na to, jak zastąpić liderów pokroju Tonalego, Isaka czy Gordona? A może stwierdzili, że staną się klubem, który wychowuje młode talenty. To by tłumaczyło tegoroczne transfery obiecujących zawodników. Skąd jednak ta zmiana? Ostatnie sukcesy zagwarantowali piłkarze już ukształtowani. Poza tym, Newcastle jako klub zarządzany przez PIF na brak pieniędzy raczej nie narzeka, więc nie musi inwestować za wszelką cenę w utalentowanych graczy, żeby później liczyć na ich drogą sprzedaż.
***
Kolejni kluczowe gracze odeszli, trener, który do tej pory był fundamentem, rzucił papierami, a zastąpił go obiecujący, choć niedoświadczony szkoleniowiec. Newcastle United to jedna wielka niewiadoma przed nowym sezonem Premier League. Jeśli Sroki jakimś sposobem włączą się do walki o europejskie puchary, na St. James’ Park będą mogły chodzić pielgrzymki, a Matthias Jaissle zostanie uznany za cudotwórcę.
To na razie jednak tylko fantazje, które nie mają obecnie żadnej logicznej podstawy. Więcej wskazuje na to, że Sroki znowu skończą rozgrywki w dolnej części tabeli. Żeby tylko się nie okazało, że wynik z poprzedniego sezonu będzie czymś, o czym w maju 2027 roku sympatycy Newcastle będą mogli już tylko pomarzyć…
















