W Anglii trener został ukarany za szpiegostwo. Misiura też powinien?
fot. Pawel Bejnarowicz / PressFocus /NEWSPIX.PL
Sześć tygodni zawieszenia w zawieszeniu oraz 28 tysięcy funtów grzywny to kara FA dla menedżera Southampton, Tondy Eckerta, za głośny skandal „Spygate”. Niemiecki szkoleniowiec przyznał się do winy i zachowa posadę na St Mary’s Stadium, prowadząc ekipę Świętych w nadchodzących derbach z Portsmouth.
Wyrok w sprawie afery szpiegowskiej
Menedżer Southampton, Tonda Eckert, został ukarany przez Football Association (FA) sześciotygodniowym zawieszeniem w zawieszeniu w związku z udziałem w skandalu „Spygate”. Jak opisuje „The Guardian”, niemiecki szkoleniowiec musi również zapłacić 28 tysięcy funtów grzywny po tym, jak przyznał się do postawionych mu zarzutów dotyczących niewłaściwego postępowania. Kara zawieszenia pozostanie w mocy do końca przyszłego sezonu.
Decyzja ta oznacza, że Eckert może kontynuować pracę na ławce trenerskiej Świętych. Poprowadzi on zespół już w najbliższą niedzielę podczas derbowego starcia u siebie z Portsmouth. FA wyjaśniło w oficjalnym oświadczeniu, w jakich okolicznościach kara mogłaby zostać odwieszona.
„Zawieszona sankcja wejdzie w życie w przypadku stwierdzenia naruszenia przez niego zasad lub przepisów poprzez żądanie, upoważnienie, podjęcie lub wykorzystanie informacji z jakiejkolwiek obserwacji treningu innego klubu, niezależnie od formy, jaką ta obserwacja przyjmie” – poinformowała angielska federacja.
Kulisy skandalu
Sprawa dotyczy wydarzeń z ubiegłego sezonu Championship, kiedy to Southampton zostało oskarżone o szpiegowanie trzech ligowych rywali: Middlesbrough, Ipswich oraz Oxfordu. W maju niezależna komisja dyscyplinarna EFL uznała, że Eckert „wyraźnie autoryzował” tajne misje mające na celu nielegalną obserwację sesji treningowych przeciwników.
W wyniku wcześniejszego postępowania EFL, ekipa z St Mary’s Stadium została ukarana odjęciem czterech punktów oraz wykluczeniem z ubiegłorocznych play-offów o awans. Obecnie drużyna zajmuje 13. miejsce w tabeli po ośmiu meczach, choć bez nałożonej kary punktowej plasowałaby się na 4. pozycji. Eckert przyznał się do zlecania inwigilacji, ale zaprzeczył wykorzystywaniu uzyskanych materiałów.
Szkoleniowiec twierdził, że „nie uznał tych informacji za przydatne, że były one błędne lub że nie brał ich pod uwagę”. Jednocześnie menedżer przyznał jednak, że poszukiwane dane były „poufne” i że każdy klub „chciałby zachować je w tajemnicy w okresie przygotowań do meczu”.
Podobna sytuacja z polskiego podwórka
Pod koniec września Mariusz Misiura, trener Motoru Lublin, również przyznał się do podobnych praktyk. Szkoleniowiec Motorowców nie krył, że szpiegował Górnika Zabrze. Został za to mocno skrytykowany przez opiekuna Trójkolorowych, Michala Gasparika.
Ja tego nie rozumiem. Zupełnie nie pojmuję, jak można się tym jeszcze chwalić na konferencji prasowej. Dla nas to, że nas podglądali to nie był problem. Ćwiczyliśmy tylko stałe fragmenty gry w defensywie, pokazywaliśmy zawodnikom to, co robi Motor. To żaden kłopot, jeśli oni to oglądają, bo nie są w stanie niczego zmienić na kilka godzin przed meczem. A nawet jeśli coś zmienią, to nie mają tego na tyle wytrenowanego, żeby nas zaskoczyć. Zresztą było to widać w meczu, chłopaki byli świetnie przygotowani w defensywie na mocne stałe fragmenty Motoru
krytykował Misiurę Gasparik.
Czy zatem trener Motoru również powinien zostać ukarany, podobnie jak stało się w przypadku Eckerta? W wielu sprawach przykład idzie z Zachodu, więc być może za jakiś czas szpiegostwo będzie zakazane również w Ekstraklasie…

















