McGregor znów w głównej roli! Ta walka może rozbić bank!
Conor McGregor wraca do UFC Fot. IMAGO
37-letni Conor McGregor (22-6) powoli wyłania się z zaświatów. Ostatnie jego niepowodzenia nie mają większego znaczenia. Siła jego nazwiska wciąż jest potężna. Wystarczy spojrzeć na jego potencjalnych rywali.
Conor McGregor wniósł MMA na zupełnie inny poziom medialny i do dziś jest jego najpopularniejszym zawodnikiem na świecie, choć z pewnością już nie najlepszym. Na samym szczycie był dekadę temu, gdy stał się pierwszym podwójnym mistrzem UFC, rządząc w dywizji piórkowej oraz lekkiej. Ale to już przeszłość. Dziś fakty są dla niego bezlitosne.
Trudno w to uwierzyć, ale od 2017 roku Irlandczyk wygrał tylko jedną walkę, gdy sześć lat temu znokautował Donalda Cerrone’a. Bilans ostatnich dziewięciu lat McGregora to jedna wygrana i trzy porażki. A właściwie to cztery, bo przegrał jeszcze w boksie z Floydem Mayweatherem Juniorem w 2017 roku. I to właśnie starcie z Amerykaninem było początkiem kłopotów McGregora.
Irlandczyk był pierwszym zawodnikiem w historii MMA, który otrzymał gwarantowany milion dolarów za sam występ, ale w boksie takie pieniądze na nikim nie robiły wrażenia. W końcu Mayweather jednej nocy potrafił zarobić nawet 250 razy więcej. McGregor wszedł więc do świata boksu, choć z góry było wiadome, że przegra.
Z reguły zawodnik MMA nie ma szans w boksie z pięściarzem. A tym bardziej z jednym z najlepszych w historii. No i niespodzianki nie było. Mayweather bez większych kłopotów pokonał McGregora, ale ten przynajmniej zgarnął wypłatę życia, czyli ponad 100 mln dolarów (Amerykanin i tak zainkasował niemal trzy razy tyle).
Ale zarobiona fortuna mocno namieszała Conorowi w głowie. I pewnie trudno się dziwić, że wywodzący się z biedy sportowiec, który pierwsze pieniądze zarabiał jako hydraulik, dał się porwać różnym pokusom. Po starciu z Mayweatherem zatracił już ogień i motywację, by każdego dnia zasuwać na sali treningowej.
Do MMA wrócił dopiero kilkanaście miesięcy później na starcie z niepokonanym Chabibem Nurmagomiedowem. To była najgłośniejsza walka w historii MMA, a przynajmniej sprzedała najwięcej PPV, bo ok. 2,5 miliona. To było niezwykle intrygujące starcie, bo mierzyły się w nich dwa światy.
Z jednej strony niezwykle pewny siebie i wybuchowy Conor, świetny stójkowicz, który lubi się awanturować i nie uznaje świętości. Z drugiej strony spokojny i pełen pokory Chabib, słynący z niesamowitych zapasów. W klatce niespodzianki nie było. Dagestańczyk poddał Irlandczyka w IV rundzie, a ten później na dwa lata zniknął.
Upadek McGregora
Zniknął w wymiarze sportowym, bo pieniądze wciąż zarabiał. W 2018 roku zaczął produkować własną whisky. Pod względem biznesowym marka Proper No. Twelve okazała się majstersztykiem, bo już w pierwszym roku działalności firma zanotowała niemal miliard dolarów przychodów. Problem w tym, że Conor nie ograniczał się tylko do produkcji whisky. Coraz częściej wcielał się w rolę smakosza. Przy okazji sprawiał wrażenie kogoś, kto często pociąga nosem, choć wcale nie ma kataru. Słowem, mordercze treningi zastąpił morderczymi imprezami.
Od czasów swojej ostatniej wygranej w 2020 r., stoczył dwie walki. Obie z Dustinem Poirierem w 2021 roku. I obie przegrał. Na domiar złego w rewanżu nabawił się koszmarnej kontuzji nogi. Rehabilitacja złamanego piszczela ciągle się przedłużała, a w międzyczasie McGregor był bohaterem kolejnych skandali, m.in. został uznany winnym napaści seksualnej. A gdy Dana White ogłosił, że nie będzie go na czerwcowej gali UFC w Białym Domu, można było się spodziewać, że już nigdy nie wróci do klatki.
McGregor wraca. Czeka go wielki rewanż
W miniony weekend na rynku zadebiutowała nowa federacja MVP, za którą stoi Jake Paul, influencer, który niedawno boksował z Anthonym Joshuą oraz Mikiem Tysonem. Na gali MVP, którą transmitował Netflix walczyły dawne ikony UFC, czyli Nate Diaz (były rywal Conora), Ronda Rousey czy Francis Ngannou. Gdy ten ostatni wchodził do klatki, to Dana White próbował rozpaczliwie odciągnąć widzów od gali MVP, więc poinformował, że McGregor wraca do UFC.
„Dopóki go nie zobaczę w klatce, to nie uwierzę” – tak brzmiało wiele komentarzy kibiców, ale amerykańska federacja oficjalnie potwierdziła, że na lipcowej gali UFC 329 rywalem McGregora będzie Max Holloway, z którym Irlandczyk wygrał w 2013 roku.
A kto dziś jest faworytem?
Według bukmacherów porażka Hollowaya byłaby sensacją. I trudno się im dziwić, bo w czasie baletów McGregora, Amerykanin hawajskiego pochodzenia mierzył się ze ścisłą czołówką UFC. Co prawda Alexander Volkanovski, Ilia Topuria i Charles Oliveira okazali się dla niego zbyt mocni, ale Holloway zdołał za to pokonać Justina Gaethje i Dustina Poiriera, ostatniego pogromce McGregora.
– Max zmiażdży Conora. Zrobi z niego kotleta mielonego. Cały czas jest w dobrej formie. To nie jest dobry rywal na powrót dla McGregora. Wszyscy wiemy, jaki Conor prowadził tryb życia i widzimy, że on mu nie służy. A Holloway? Nigdy nie widziałem go pijanego albo jako bohatera skandali. Tu nawet nie chodzi o przerwę McGregora od startów, a o to, co robił w trakcie tej przerwy – na łamach Paramount prognozuje walkę dawna gwiazda UFC – Jorge Masvidal.
Z drugiej strony Conora nie można skreślać. Dla niego walka w kategorii półśredniej, czyli do 77 kg, będzie już naturalną dywizją, z kolei Holloway będzie musiał nabrać trochę dodatkowych kilogramów.
– Pamiętajcie, że Max ostatnio znalazł się na deskach więcej razy niż w całej swojej dotychczasowej karierze. Gaethje, Topuria i ja potrafiliśmy go posadzić na deskach. Mimo wszystko Conor ma szansę go znokautować – uważa z kolei Poirier.
McGregor wciąż może walczyć o pas UFC
Jeśli McGregor podąży śladami Tysona Fury’ego, który wrócił z ciemności na sportowy olimp, i jednak pokona Hollowaya, to znów będzie na topie UFC. I znów będzie mógł być bohaterem wielkich walk. Można byłoby mu zrobić hitową walkę z Ilią Topurią czy starcie z Islamem Machaczewem. W obu przypadkach McGregor, delikatnie pisząc, nie byłby faworytem. Ale UFC to nie tylko sport, to przede wszystkim biznes.
Starcie McGregora z Machaczewem byłoby pełne podtekstów, bo Islama do walk przygotowuje m.in Chabib Nurmagomiedow. Na konferencjach prasowych znów byłoby gorąco. UFC, które jest w delikatnym kryzysie, znów wróciłoby na właściwie tory.
Wszystkim oburzonym, że Conor zbyt łatwo dostałby tak prestiżowe starcie, należy przypomnieć, że w KSW Mamed Chalidow, jako największa legenda federacji, również jest traktowany na specjalnych zasadach. Tak już działa ten biznes.
Conor to na tyle silna marka, że nawet w przypadku porażki z Hollowayem, o ile mu się w klatce postawi, będzie mógł liczyć na inne hitowe starcia. Spekuluje się chociażby o starciu z Anglikiem Paddym Pimblettem, który przez moment był kreowany na następce Conora.
McGregor wraca z ciemności. I choć przed nim wciąż długa i wyboista droga, to w końcu pojawiło się światełko w tunelu, gdzie za rogiem czeka na niego Leprechaun, czyli irlandzki skrzat z worem pełnym pieniędzy.
















