Mourinho wskazał kluby, w których czuł się „jak w domu”. Pominął ważną drużynę!
PRESSINPHOTO/NEWSPIX.PL
José Mourinho powraca na Stadio Olimpico jako trener Realu Madryt, by w Lidze Mistrzów rzucić wyzwanie rzymskim Giallorossim. Przed prestiżowym starciem Portugalczyk wyliczył kluby, które uznaje za swój dom, wymownie pomijając w tym gronie ekipę FC Porto.
Jose Mourinho pominął FC Porto w liście swoich „domów”
José Mourinho przygotowuje się do emocjonalnego powrotu na Stadio Olimpico, gdzie prowadzony przez niego Real Madryt zmierzy się z Romą w drugiej kolejce fazy ligowej Ligi Mistrzów. Przed zaplanowanym na 14 października spotkaniem, portugalski szkoleniowiec udzielił wywiadu dziennikowi „Corriere dello Sport”. „The Special One” wyliczył w nim kluby, w których czuł się jak u siebie, jednak ku zaskoczeniu wielu, pominął w tym zestawieniu FC Porto, z którym w 2004 roku sięgnął po triumf w Champions League.
„Nie nawiązałem więzi z Tottenhamem, ale ze wszystkimi innymi klubami – Interem, Romą, Chelsea, Manchesterem United, Benfiką – zawsze czułem, że są moim domem. Mam wyjątkową relację z niemal wszystkimi moimi byłymi klubami, prawie wszystkimi” – stwierdził Portugalczyk, cytowany przez „O Jogo”, wskazując na brak porozumienia jedynie z ekipą Spurs.
Trudne rozstanie z Giallorossimi
Mimo nadchodzącego powrotu do Rzymu w roli rywala, Mourinho podkreśla, że nie oczekuje specjalnych transparentów, a jedynie szacunku. W rozmowie wrócił pamięcią do 2021 roku, kiedy to został powitany przez kibiców Romy w sposób wręcz apoteotyczny, mimo braku wcześniejszych sukcesów z tym zespołem.
„W dniu, w którym przyjechałem, tysiące ludzi witały mnie, a ja jeszcze nic nie zrobiłem. Nie zasługuję na to, ale to jest właśnie Rzym” – wspominał trener.
Szkoleniowiec odniósł się również do bolesnych okoliczności zakończenia pracy w stolicy Włoch w styczniu 2024 roku. Jego zdaniem, kluczowym momentem był przegrany po rzutach karnych finał Ligi Europy w Budapeszcie przeciwko Sevilli, po którym Mourinho ostro krytykował arbitra Anthony’ego Taylora.
„Finał w Budapeszcie to szczyt tej relacji. Moja odpowiedzialność dotyczy tylko tego, co wydarzyło się w tunelu z sędzią, a nie tego, co stało się na lotnisku. Zapłaciłem cenę relacją z właścicielami, którzy mieli inny profil niż mój i inne podejście do tamtego finału” – wyznał szkoleniowiec.

















