Zdobył niedawno mistrzostwo z Barceloną. Mógł trafić do Ekstraklasy!
Brazil Photo Press / Alamy
Pau Victor do niedawna bronił barw FC Barcelony. Zdobył z nią nawet mistrzostwo Hiszpanii w sezonie 2024-25. Od roku gra jednak na chwałę Bragi, w której notuje świetne wyniki strzeleckie. Co ciekawe, kilka lat temu napastnik mógł zameldować się w Ekstraklasie.
Pau Victor mógł trafić do Ekstraklasy
Pau Victor to doskonale znany zawodnik kibicom hiszpańskiej ekstraklasy. Wychowanek Girony w 2024 roku trafił do FC Barcelony, z którą kilka miesięcy później zdobył mistrzostwo kraju. Latem 2025 Duma Katalonii pozbyła się jednak napastnika, sprzedając go do portugalskiej Bragi za 12 milionów euro. Tam 24-latek radzi sobie świetnie. W pierwszym sezonie zdobył łącznie 17 bramek, a w obecnej kampanii zanotował już pięć trafień.
Co ciekawe, Pau Victor kilka lat temu mógł trafić do jednego z klubów Ekstraklasy. Ujawnił to Tomasz Szarliński, z którym porozmawiał Bartosz Wieczorek. Jak czytamy na stronie “TVP Sport”, “to doświadczony fachowiec, który pracował m.in. w Feyenoordzie, Górniku Zabrze, Cracovii, Widzewie Łódź, a obecnie jest szefem skautingu w Koronie Kielce, [który] często przebywa w Hiszpanii”.
Czytaj też: Jagiellonia Białystok śledzi rynek trenerów
Hiszpanie na radarze polskich klubów
Obserwowaliśmy go [Pau Victora] jeszcze na etapie gry w Sabadell, zanim później trafił do Barcelony. Dziś gra w Sportingu Braga. Kolejnym był Chrisantus Uche, zawodnik związany wcześniej z AD Ceuta, który później trafił do Getafe. Takich nazwisk było więcej. Problem polega na tym, że jako polski rynek czasami nie jesteśmy jeszcze gotowi, żeby wziąć zawodnika bezpośrednio z trzeciej ligi hiszpańskiej i naprawdę w niego uwierzyć. Mamy zbyt wysokie oczekiwania na starcie. A przecież wystarczy przypomnieć sobie takich piłkarzy jak Jesús Jiménez czy inni zawodnicy, którzy przyszli z niższych lig i później bardzo dobrze funkcjonowali. Kluczowa jest strategia oraz współpraca między działem scoutingu, sztabem szkoleniowym i dyrektorem sportowym
przyznał w rozmowie dla TVP Sport.
W ich przypadku finanse nie były problemem. Wszystko było pod tym względem w porządku. Powiedziałbym, że najczęściej problem leżał po stronie polskiej. Czasami brakowało odpowiednich procedur zarządzania, czasami wiary w pracę działu scoutingu. Dobrym przykładem był także Alberto Reina, kapitan Mirandes, dziś zawodnik Realu Oviedo, który również mógł do nas trafić, ale z różnych powodów ostatecznie nie trafił (…) Na Zachodzie nikogo nie dziwi zakontraktowanie zawodnika już w styczniu czy lutym, jeżeli ma przyjść dopiero w czerwcu po zakończeniu sezonu. U nas takie sytuacje nadal są stosunkowo rzadkie. Jeżeli o zawodnika rywalizuje dziesięć klubów, kluczowa staje się szybkość działania, umiejętność przekonania piłkarza do projektu i sprawne zakontraktowanie. Jeśli będziemy czekać, to zamiast wybierać spośród stu zawodników, na końcu zostanie nam pięciu albo dziesięciu
dodał Szarliński.

















