Kmita zdradził, co zostawił po sobie Piesiewicz. „Są różne zagadkowe historie”
Piotr Matusewicz / PressFocus/NEWSPIX.PL
Marian Kmita został tymczasowym prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego. W rozmowie z Kanałem Sportowym następca Radosława Piesiewicza zdradził, z czym musi mierzyć się po przejęciu władzy w organizacji.
Marian Kmita opowiedział o długach PKOl
Marian Kmita pełni obowiązki prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego od 14 września. Zastąpił na stanowisku Radosława Piesiewicza, który został zatrzymany w związku z zarzutami płatnej protekcji oraz zaspokojenia grupy wierzycieli.
W rozmowie z Kanałem Sportowym nowy szef polskiego olimpizmu stwierdził, że pierwsze dni na stanowisku go nieco zaskoczyły. Opowiedział o długach PKOl oraz skrytykował relacje z Ministerstwem Sportu.
– Nie spodziewałem się łatwego zadania, natomiast pierwsze dwa tygodnie były zaskakujące – mówiąc delikatnie. Czułem intuicyjnie, że w tych wszystkich dokumentach może być drugie, trzecie i czwarte dno. Kiedy 14 września wychodziłem do dziennikarzy po swoim krótkim expose i burzliwym zarządzie, to mówiłem o czterech celach, o tym, co chcę zrobić podczas tych kilku miesięcy, w których przyszło mi ratować PKOl. Pierwszą historią – związaną z wizerunkiem – jest audyt. Nie chcę wyręczać biegłych, którzy się tym zajmują, oni wiedzą rzeczy, o których ja nie wiem, związane z różnymi procedurami. Ja już coś wiem, i to jest deprymujące. Mogę powiedzieć tylko tyle, że mieliśmy sprawozdanie finansowe przedstawione przez sekretarza generalnego, które opisywało należności krótko i długoterminowe PKOL na 3,5 miliona złotych. Tych milionów jest już prawie osiem, i to po pobieżnej próbie zlokalizowania tych należności – powiedział.
– Są różne zagadkowe historie, jak choćby cała koncepcja umieszczenia Domu Polskiego w Los Angeles i projekty umów, które temu towarzyszą. Zaskakuje mnie to, że firma z Florydy może obsługiwać franczyzę w Domu Polskim w Los Angeles i dostaje bardzo duże uprawnienia, jeśli chodzi o możliwości zdobywania sponsorów, posługiwania się logotypami. Chcemy robić to spokojnie, nie podchodzę do tego z założeniem, że jest to zjawisko kryminalne. Chcemy poznać te procesy, ich jest mnóstwo. Mamy intensywne rozmowy z wierzycielami, firmami, które były sponsorami – kontynuował.
– Pierwszy obszar, który był zrujnowany przez ostatnie trzy lata, to relacja z Ministerstwem Sportu i polskim rządem. Nie ma kraju na świecie, w którym Narodowy Komitet Olimpijski walczy z Ministerstwem Sportu, bo to jest nonsens – zakończył.

















