W tym klubie Ekstraklasy mógł grać Lewandowski. Po latach poznaliśmy kulisy
ZUMA/NEWSPIX.PL
Czesław Michniewicz zdradził sensacyjne kulisy niedoszłego transferu Roberta Lewandowskiego do ekipy Miedziowych. Ówczesny szkoleniowiec Zagłębia Lubin przyznał, że zrezygnował z zakupu bramkostrzelnej dziewiątki Znicza Pruszków, obawiając się ryzyka związanego z wydaniem miliona złotych.
Niedoszły transfer Roberta Lewandowskiego
Podczas spotkania z okazji 80-lecia Zagłębia Lubin na jaw wyszły sensacyjne kulisy dotyczące początków kariery Roberta Lewandowskiego. Kapitan reprezentacji Polski mógł trafić do ekipy Miedziowych jeszcze zanim jego nazwisko stało się rozpoznawalne w całym kraju. Ówczesny napastnik Znicza Pruszków znalazł się na radarze lubińskiego klubu dzięki rekomendacji skauta Adama Fedoruka, który pierwotnie obserwował innego zawodnika.
„Adam Fedoruk pojechał obserwować Wiśniewskiego z Pruszkowa, napastnika. Wrócił stamtąd i mówi: „Słuchajcie, tam jest lepszy zawodnik, nazywa się Lewandowski, jego powinniśmy kupić”” – wspominał Czesław Michniewicz, ówczesny trener Zagłębia, cytowany przez portal Salon24.
Milion złotych i obawa przed ryzykiem
Znicz Pruszków oczekiwał za swojego utalentowanego gracza miliona złotych. Choć ówczesny prezes klubu Robert Pietryszyn był gotowy wyłożyć wymaganą kwotę, ostateczna decyzja należała do szkoleniowca. Michniewicz przyznał po latach, że w kluczowym momencie zabrakło mu zdecydowania.
„Prezes mówi tak: „Jeśli trener jest zdecydowany, to możemy go wziąć, ale będzie olbrzymia presja”. I trochę spękałem. Mówię: „Prezesie, kurczę, może za duże ryzyko…”” – relacjonował były opiekun lubinian.
Trener mistrzowskiej drużyny z sezonu 2006/2007 dodał również, że z perspektywy czasu nie żałuje tamtej decyzji ze względu na dobro samego piłkarza.
„I może szczęśliwie dla „Lewego”, że tak się stało, bo byśmy go u nas uwięzili” – stwierdził Michniewicz.
Robert Lewandowski reprezentował barwy Znicza Pruszków w latach 2006–2008. Ostatecznie przeniósł się do Lecha Poznań, a ówcześni działacze klubu z Mazowsza wspominali, że „Kolejorz” zapłacił za niego niespełna 1,5 miliona złotych.

















