W nieco ponad rok z reprezentacji Polski… do najgorszego składu Ekstraklasy?
Marcin Bulanda / PressFocus/NEWSPIX.PL
Na zeszłoroczne czerwcowe zgrupowanie reprezentacji Polski powołanie otrzymał będący wówczas w świetnej dyspozycji Oskar Repka. Teraz nie zostało już nic po tamtej formie 27-letniego pomocnika.
Oskar Repka na szerokie wody wypłynął głównie świetnym sezonem 2024/25, gdy jeszcze był związany z GKS-em Katowice. Strzelił w tamtej kampanii ligowej osiem goli i dołożył dwie asysty, występując jako jeden z defensywnych pomocników. Jawił się jako nowoczesna hybryda „szóstki” z „ósemką” – był opisywany jako piłkarz „box-to-box”, który z jednej strony może notować arcyważną interwencję we własnym polu karnym, by chwilę później szukać wejścia w drugie tempo w pole karne przeciwnika. Wydolność, charakter, warunki fizyczne, a do tego niezła technika: nie bez powodu otrzymał powołanie na zeszłoroczne czerwcowe zgrupowanie reprezentacji Polski.
Oskar Repka z dużym zjazdem
Co prawda nie zadebiutował wówczas z orzełkiem na piersi, ale zakładano, że jeżeli podtrzyma formę, to jego występy w kadrze narodowej będą tylko kwestią czasu. Wszystko zdawało się być rozsądnie budowane: w lipcu zeszłego roku za 700 tysięcy euro zasilił szeregi Rakowa Częstochowa – drużyny, która przecież grała w podobnym systemie do GKS-u Katowice. Oskar Repka miał solidne wejście do „Medalików” i w pierwszym sezonie zgromadził na murawie niemalże 4 tysiące minut.
W tej kampanii nie ma natomiast śladu bo jego wcześniejszej dyspozycji. Dalej jest zawodnikiem wyjściowego placu i gra w większości spotkań „od deski do deski”, ale nie może odnaleźć swojej formy. Ani nie korzysta ze swoich warunków fizycznych, a w rozegraniu zazwyczaj jest ciałem obcym. Mateusz Rokuszewski stwierdził nawet, że uwzględniłby go w swoim najgorszym składzie dotychczasowych meczów Ekstraklasy.
— Jakbym miał dziś zrobić najgorszą jedenastkę sezonu, to na pewno byliby tam Jean Carlos i Oskar Repka. I być może jeszcze jakiś piłkarz Rakowa – stwierdził dziennikarz w Meczykach.

















