Rewolucja w Widzewie Łódź. Odważna zapowiedź Masłowskiego
MARCIN BRYJA / 400MM.PL/NEWSPIX.PL
Widzew Łódź przyzwyczaił kibiców do ofensywy transferowej. W rozmowie z TVP 3 Łukasz Masłowski stwierdził jednak, że szastanie pieniędzmi dobiegnie końca.
Widzew z nowym podejściem do transferów
Widzew Łódź ma za sobą intensywne miesiące. Za rządów Roberta Dobrzyckiego do klubu trafiło kilka dużych nazwisk – w tym m.in. Karol Świderski i Przemysław Wiśniewski. Łodzianie wydali na wzmocnienia miliony euro, co nie przełożyło się jednak na wyniki sportowe. Zespół wywalczył utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie dopiero w ostatniej kolejce minionego sezonu.
Latem nowym dyrektorem sportowym Widzewa został Łukasz Masłowski. Architekt sukcesów Jagiellonii Białystok zabrał głos ws. polityki transferowej ekipy z al. Piłsudskiego na antenie TVP 3.
– Widzew miał wielu zawodników na wysokich kontraktach, którzy nie dają odpowiedniej jakości. Nie wszyscy mieli też uznanie w oczach trenera czy pasowali do tego, w jakim kierunku klub ma zmierzać, jeśli chodzi o wartości, żeby być gotowym na poświęcenia. Dużo czynników sprawiało, że należało to uporządkować. Niektórych graczy pożegnać ze względów finansowych, innych ze względów sportowych, a jeszcze innych z powodów mentalnych. Mając to uporządkowane, można pozwolić sobie na wyższe budżetowo transfery, choć nadal racjonalne, a nie przepłacać na rynku. Nie jestem zwolennikiem płacenia za coś, co nie ma odpowiedniej wartości rynkowej. Jeśli coś jest warte 10 złotych, to nie zapłacimy za to 20 złotych – stwierdził Masłowski cytowany przez portal widzewtomy.net.
– Musimy patrzeć na to, jakie mamy obecnie koszty, stąd decyzja na przykład o nie pozyskiwaniu Efthymisa Koulourisa. Albo w kontekście kontuzji Jusufa Gazibegovicia nie może być tak, że będziemy mieli na kontrakcie trzech czy czterech prawych obrońców. Grałby jeden, a płacić trzeba byłoby wszystkim. Musimy patrzeć szerzej, a nie tylko na bieżące oczekiwania. Kadra zespołu musi być odpowiednio zbilansowana także pod względem finansowym. Nie jest możliwe, by właściciel utrzymywał drużynę z czterdziestoma pięcioma wysokobudżetowymi zawodnikami. Tak to nie działa i do niczego dobrego nie prowadzi. Musieliśmy najpierw pewnym piłkarzom podziękować i kosztem jednych, przyszli drudzy. Wszystko musi być racjonalne – podsumował.
Łodzianie po dziewięciu rozegranych kolejkach plasują się na dwunastym miejscu w tabeli Ekstraklasy. Pierwszym sprawdzianem dla zespołu po przerwie na mecze reprezentacji będzie starcie z Piastem Gliwice.


















