Tomasz Smokowski o miłości do padla, Lewandowskim, Bońku i turnieju CUPRA Padel News Cup
Padel potrafi zakręcić w głowie. Doskonałym tego przykładem jest Tomasz Smokowski, który stał się wielkim fanem tego sportu. Jak do tego doszło? Jak wyglądały początki? Zapraszamy na rozmowę.
KANAŁ SPORTOWY: Kiedy pierwszy raz zagrałeś w padla i jak ci poszło? Czy od razu złapałeś smykałkę?
TOMASZ SMOKOWSKI: Opowiadałem to już wielokrotnie, ale Zbigniew Boniek był osobą, która w ogóle pierwszy raz powiedziała mi, czym jest padel. Dzwoni do mnie Zbigniew Boniek i pyta: „Smoczek, gdzie tu jest jakiś kort do padla w Warszawie? Bo chciałbym sobie zagrać”. Ja mówię: „Zibi, w co? Nie ma takiej gry”. Nie minęło kilka dni i rzeczywiście zupełnym przypadkiem od jednego z trenerów, znajomych trenerów tenisowych w Warszawie dowiedziałem się, że jednak jest kort do padla i wtedy pojechałem. Wtedy pierwszy raz w ogóle pojechałem razem z Bońkiem.
Ja miałem wtedy kontuzję Achillesa, ale na koniec, kiedy tak sobie na nich oglądałem z boczku, wziąłem rakietę i sam bardzo stacjonarnie zacząłem grać woleje przy siatce, żeby w ogóle poczuć, czym jest ta rakieta. I już wiedziałem, że pokocham ten sport miłością szczerą i prawdziwą. Sam sprzęt wydał mi się być taką łatwiejszą wersją tenisa. Wtedy to czułem instynktownie. Teraz już to wiem.

A trzy rady dla początkujących graczy?
Pamiętać, że w przeciwieństwie do tenisa w padlu nie liczy się to, ile zagrasz winnerów, tylko bardziej liczy się to, jak bardzo będziesz cierpliwy i ile razy uda ci się przebić piłkę na drugą stronę. Czyli nie szukaj winnerów, przerzucaj gorącego kartofla na drugą stronę, niech oni się martwią. To po pierwsze. Po drugie… Nie wkurzaj się na swojego partnera, bo o to łatwo.
Po trzecie i myślę, że dla początkujących najtrudniejsze – tylna szyba to nie jest twój wróg, to jest twój przyjaciel. Tylko trzeba się tego nauczyć i trzeba wyrobić w sobie odruch, żeby bardzo dużo piłek puszczać na tylną szybę. Dzięki tylnej szybie masz więcej czasu, niż gdybyś grał bezpośrednio po koźle, tak jak w tenisie.

Czy padel to jest drogi sport i czy jest to sport dla ludzi, którzy nie lubią biegać?
Nie sądzę, że jest to droższy sport niż tenis. Bo jeżeli dzisiaj średnio korty w Warszawie kosztują w ciągu dnia 160-200 zł, a Warszawa jest pewnie i tak droższym miastem niż każde inne w Polsce, to trzeba pamiętać, że to jest cena za godzinę, która to cena rozbija się na czterech graczy. Innymi słowy, nie zapłacisz więcej niż 140-150 zł za godzinę, grając z trójką kumpli. Czy to jest drogo? Wydaje mi się, że to nie jest drogo. Tenis jest droższy pod tym względem.
Czy to jest sport dla tych, którzy nie lubią biegać?
Tylko na początku. Tylko wtedy, kiedy są krótkie wymiany. Im lepiej poznajesz padla, im lepiej się bronisz na korcie, im więcej piłek wraca na drugą stronę, tym biegania jest więcej. Wymiana w padlu potrafi trwać znacznie, znacznie dłużej niż w tenisie.
Ale to jest w tym właśnie przepiękne, bo w padlu wbrew pozorom nie wykorzystuje się dużo siły fizycznej. Gra się sprytem, wyobraźnią, a wymiany potrafią być bardzo długie, przez co bardzo wyniszczające fizycznie. Ale to jest w tym piękne.

Jak wygląda rozwój padla w Polsce w porównaniu z innymi krajami?
Dzisiaj jesteśmy zdecydowanie na fali wznoszącej. Sądzę, że jesteśmy ciągle 3-4 lata za krajami bardzo rozwijającymi się padlowo jak Szwecja, w której jest gigantyczny boom na padla od paru lat. Polskie środowisko padla, włącznie z tymi, którzy otwierają kluby w Polsce, bardzo mocno obserwują to, co się dzieje w Szwecji i nie chcą powielać błędów Szwedów.
Jeśli mnie pytasz, jakie to są błędy, to na przykład otwieranie bardzo dużych klubów padlowych w w małych miejscowościach. A Szwedzi tak zaczęli robić w pewnym momencie, bo zachłysnęli się padlem i sądzili, że nie ma takiego miejsca w Szwecji i nie ma takiego klubu, którego nie dałoby się wypełnić ludźmi.
Okazuje się, że jeżeli zbudujesz 15-kortowy klub w średniej miejscowości, typu, strzelam, Rawa Mazowiecka albo Grójec, to jednak ten klub nie zarobi na siebie. Prosta sprawa. Nie będzie tylu osób, które chciałyby w ten sport grać. Natomiast w dużych miastach jest to ciągle jeszcze niewykorzystany potencjał. Myślę, że prawdziwy boom na padla w Polsce dopiero nas czeka. Za rok, za dwa, może za trzy.

Jak w padlu radzi sobie Robert Lewandowski, z którym miałeś okazję grać?
Lewy jest samorodkiem i jest naturalnym talentem, który jest tak dobrze skoordynowany ruchowo. Przyjaźni się z każdą piłką, z którą przyjdzie mu się spotkać na swojej drodze życiowej, czy to piłką koszykarską, bo wiem, że w kosza dobrze gra, czy to piłką nożną. Także z piłką tenisową, a teraz z piłką padlową. Bardzo szybko i w bardzo naturalny sposób robi postępy.
Sądzę, że gdyby pograł trochę więcej z trenerem i nauczyłby się padlowego grania, czyli nie nawalałby z każdej piłki z całej siły, jak to ma w zwyczaju… Bo on właśnie wykorzystuje tę siłę fizyczną, którą naturalną ma i chciałby grać bardzo po tenisowemu. Tylko taka broń ma dwa końce, bo w padlu jak uderzysz dużo, dużo za mocno, to prawdopodobnie zostaniesz za chwileczkę skontrowany, chyba że wybijesz piłkę poza kort.
Natomiast jeżeli Lewy nauczyłby się jeszcze taktyki, to sądzę, że w bardzo krótkim czasie grałby na poziomie najlepszych padlistów wśród byłych piłkarzy, czyli Marcina Żewłakowa, Kamila Kosowskiego czy Tomka Kłosa.
Jeśli chodzi o turniej – kto jest faworytem, a kto może zaskoczyć?
Faworytów jest czterech. Nie będę tutaj specjalnie oryginalny. Już w zeszłym roku dokonałem rozstawienia drużyn wedle klucza, takiego, jak mi się wydawało, jak grają poszczególni zawodnicy i zawodniczki. Ustawiłem jako numer jeden Canal+, jako numer dwa TVP Sport, jako numer trzy TVP, jako numer cztery Eurosport. I te moje rozstawienia się sprawdziły. Taka właśnie była kolejność końcowa.
W tym roku rozstawiam te zespoły tak samo. To jest czołowa czwórka. Z piątką jest rozstawiony TVN24, ale wydaje mi się, że w tym roku znacznie większe szanse na wyższe miejsce ma Eurosport. Ma silny i wyrównany skład.
Kto ma szansę zaskoczyć?
Ma szansę zaskoczyć wszystkich Kanał Sportowy. I wcale nie dlatego, że udzielam tego wywiadu, mając „przystawiony pistolet do głowy”.

Jaką kluczową zmianę wprowadzono w stosunku do tego, jak turniej wyglądał rok temu?
Niewiele, bo dalej gramy drużynami sześcioosobowymi, w których minimum dwie osoby to muszą być kobiety. Natomiast w zeszłym roku kilka osób zwracało mi uwagę na to, że ci najkrócej grający w padla stresują się faktem, że muszą grać z rozstawionymi zespołami i trochę psują grę tym rozstawionym, a z kolei ci rozstawieni trochę nudzą się podczas tych spotkań, no bo mają tak wielką przewagę.
W związku z tym w tym roku dokonałem takich zmian, że osiem rozstawionych zespołów otrzymuje wolny los w pierwszej rundzie i mecze 1/16 finału odbywają się bez ich udziału. Przegrani z 1/16 finału tworzą tzw. Ligę Konferencji, gdzie będą grali między sobą. Czyli to są ci, powiedziałbym, największe świeżaki padlowe, którzy będą mieli okazję grać o miejsca 1-8 w Lidze Konferencji.
Ci, którzy wygrają pierwszą rundę, a w drugiej rundzie zagrają z rozstawionymi zespołami i przegrają, tworzą Ligę Europy i tam też grają o miejsca 1-8. No i pozostałe zespoły grają już ćwierćfinały, także o zwycięstwo w CUPRA Padel News Cup. Innymi słowy, jak łatwo policzyć, w każdej lidze finalnie znajdzie się po osiem zespołów, czyli w całym turnieju grają 24 teamy.
Opłaty startowe za udział w turnieju w 100% przekazywane są na rzecz Fundacji Wybiegaj w Przyszłość. Opowiedz trochę o tym, czym zajmuje się ta fundacja.
Bardzo nam na tym zależy. To są opłaty, powiedziałbym, bardziej symboliczne, bardziej cegiełki, które pozwalają dziennikarzom wspierać Fundację Wybiegaj w Przyszłość. A ta fundacja zajmuje się od początku do końca pomaganiem młodym, utalentowanym sportowcom. Naszym, mam nadzieję, nadziejom olimpijskim na, jeśli nie na Los Angeles, na najbliższe igrzyska za dwa lata, to na kolejne w Australii, w Brisbane.
Bardzo zależy nam na tym, żeby dziennikarze mieli świadomość tego, że pomagają i mieli świadomość istnienia Fundacji Wybiegaj w Przyszłość. Dodam, że wśród tych dwudziestu czterech zespołów, które zagrają, będą dwa teamy złożone wyłącznie ze stypendystów i stypendystek fundacji.
To nie są padliści, to są lekkoatleci i lekkoatletki, także oni nie mają dużych umiejętności gry. Natomiast będą tutaj wśród dziennikarzy. Będzie można z nimi porozmawiać, będzie można się z nimi spotkać, będzie można poznać tych młodych ludzi. I to też jest dla nas jednym z dużych celów, dla których chcemy połączyć działania Fundacji Wybiegaj Przyszłość z organizowaniem turniejów padlowych.
Która redakcja najbardziej zaskoczyła cię samym składem? Nie poziomem gry, tylko tym, kogo w ogóle udało się namówić na grę.
Kanał Sportowy, bo liczyłem na to, nie ukrywam, że koledzy Borek i Pol wreszcie wejdą na kort.
Kto pierwszy zwali winę na partnera?
Prawdopodobnie stanie się to po pierwszej nieudanej, zepsutej piłce na jednym z ośmiu kortów. To wtedy już zaczną się spojrzenia pełne wyrzutów. Znam tych wszystkich ananasów. Wiem, że oni wyznają zasadę: co złego, to nie ja.
Gdyby o zwycięstwie decydował nie wynik, tylko jakość alibi po porażce, która redakcja brałaby złoto w poprzedniej edycji?
Kurde, mam wrażenie, że każda. Oni są mistrzami wymówek.

















