„Taazy” o swojej wielkiej przemianie przed walką z Tyburskim
Screen: Canal+ Na zdjęciu: Kamil "Taazy" Mataczyński
– Robię wszystko, jak byłbym zawodowcem. Mam nadzieję, że będę teraz najlepszą wersją siebie – przekonuje „Taazy” przed walką z Pawłem Tyburskim na gali Prime.
Kamil „Taazy” Mataczyński w kilkanaście miesięcy przeszedł drogę od anonimowej postaci w świecie freaków, do bycia wielką gwiazdą. Popularność zyskał, gdy z łatwością rozbił Roberta Pasuta na gali Prime Show. Dzięki tej wygranej dostał szansę w turnieju FAME, który wygrał i zgarnął blisko milion złotych. Następnie „Taazy” pobił Josefa na gali „FAME. The Freak”. Później pokonał Kasjusza „Don Kasjo” Życiński, ”AJ-a”, Arkadiusza Tańculę czy rapera Alberto.
W ostatniej walce przegrał jednak gładko z Arabem. I to przegrał w tajskim boksie, choć Arab jest przecież przede wszystkim parterowcem. Mataczyński wraca do klatki Prime, jednak znowu czeka go ciężkie zadanie, bo zmierzy się z Pawłem Tyburskim.
„Taazy” jest jednak dobrej myśli.
– Kiedyś walczyłem i imprezowałem, ale już tak nie jest. Wiem, że każdy ma mnie za pijaka i degenerata, ale to nie prawda. Teraz już profesjonalnie podchodzę do tematu. Mam własnego kucharza, więc trzymam dietę. Dużo trenuję i dobrze śpię. Pracuję także nad oddechem. Robię wszystko, jak byłbym zawodowcem. Mam nadzieję, że będę teraz najlepszą wersją siebie. Nie ważne, czy wygram, czy przegram. Ważne, żebym dał bardzo dobry bój – mówił w programie „Freak Show”.
– Słyszałem, że Tyburski tylko bardzo dobrze wygląda na tarczach, ale podobno wcale tak mocno nie uderza na sparingach. Ale to wciąż jeden z najlepszych stójkowiczów we freakach. Jest jednak mocno schematyczny. Używa klasycznych akcji kickbokserskich – dodał.

















