Odchodził jako 19-latek za 2,5 miliona euro, teraz wraca się odbudować! „Hiena” znów w Ekstraklasie
fot. Lechia.Net/Raków Częstochowa
Paweł Dawidowicz wrócił do Ekstraklasy – w piątek wieczorem faktem stało się coś, o czym spekulowano od kilku dni. Nie Pogoń Szczecin, nie Lechia Gdańsk, tylko Raków Częstochowa. Tam trafia obrońca. Przychodzi, aby się odbudować, ale ma atuty, które może dać „Medalikom”.
Paweł Dawidowicz piłkarzem Rakowa!
Paweł Dawidowicz po 12 latach wraca do Ekstraklasy. Wychowanek Lechii Gdańsk w ostatnich miesiącach pozostawał bez klubu po tym, jak w czerwcu odszedł z Hellasu Werona, a potem po kilku tygodniach opuścił jeden z klubów Arabii Saudyjskiej. Już od kilku dni spekulowano, że może wrócić do Polski. Pojawiały się różne kluby łączone z jego pozyskaniem. Mówiło się o Lechii Gdańsk, choć to bardziej ze względu na to, że jest tego klubu wychowankiem. Realnie w Gdańsku nie myślano o zatrudnieniu swego wychowanka, pewnie też ze względu na koszta. Mówiło się o Wieczystej, która lubi pozyskiwać tego typu piłkarzy. Mówiono też o Pogoni Szczecin. Ostatecznie 17-krotny reprezentant Polski zakotwiczy w Rakowie Częstochowa.
Ruch został sfinalizowany błyskawicznie. Temat Dawidowicza w Rakowie pojawił się w czwratek, w piątek „Hiena” wystąpił już w meczu sparingowym, a wieczorem oficjalnie potwierdzono jego zakontraktowanie. – Reprezentant Polski, Paweł Dawidowicz został nowym piłkarzem Medalików. Kontrakt będzie obowiązywać do końca czerwca 2026 roku z opcją przedłużenia – przekazał Raków.
– Czuję radość i ulgę – powiedział sam piłkarz po podpisaniu kontraktu. – Chcę się skupić, aby zagrać dobre mecze. Chcę, aby drużyna była ze mnie zadowolona. Działacze mi podali rękę, w jeden dzień to załatwiliśmy. Dlaczego Raków? Był najbardziej konkretny – dodał.
Z jednej strony kontrakt krótki, bo półroczny. Ma to związek pewnie z obawami Rakowa o jego formę i zdrowie. W końcu długo nie grał. Z drugiej niewykluczone, że Dawidowicz traktuje Raków tylko jako etap w odbudowie. W czerwcu pewnie strony zdecydują co dalej.
Odchodził z Lechii za 2,5 miliona euro, potem zawojował Italię
Kiedy Dawidowicz odchodził jako 19-latek z ligi polskiej, mówiono, że to wielki talent. I faktycznie wychowanek Lechii (bo choć zaczynał w Sokole Ostróda, to na stronie Akademii Lechii widnieje jako jej wychowanek) wyróżniał się na boiskach Ekstraklasy. Zadebiutował w lidze, kiedy trenerem Lechii był popularny „Bobo” Kaczmarek. Dziesięć dni po swoich 18. urodzinach, w meczu Lechii z Zagłębiem. Kiedy rok później odchodził do Benfiki Lizbona za 2,5 miliona euro, tak komentował to trener Kaczmarek. – Najważniejsze pytanie teraz brzmi: czy Paweł już teraz jest gotowy, żeby ten transfer doszedł do skutku – mówił w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim”.
W Benfice Dawidowicz grał w rezerwach, nigdy nie doczekał się debiutu w pierwszym zespole. Można powiedzieć, że liga portugalska go zweryfikowała, choć w rezerwach klubu z Lizbony zanotował 70 występów. Zresztą jako zawodnik Benfiki debiutował w reprezentacji Polski (17.11.2015 roku). W 2016 roku został wypożyczony z Benfiki do Bochum. Tam zanotował 17 spotkań w seniorach. Potem swe kroki skierował do Włoch. Najpierw na wypożyczenie do Palermo, gdzie grał w sezonie 2017/18, a potem do Hellasu, gdzie najpierw był wypożyczony, a potem w 2019 roku wykupiony przez Włochów z Lizbony. W Weronie grał siedem lat – do czerwca 2025 roku. Swego czasu nazywany był „Polskim Hummelsem”.
W Hellasie Polak stał się postacią pomnikową – rozegrał 180 spotkań, strzelił cztery bramki i zanotował asystę. Występował też jako kapitan. I choć w ostatnich miesiącach gry we Włoszech spadała na niego spora krytyka, co wpłynęło na to, że nie został tam dłużej, to kiedy po raz ostatni wystąpił w barwach Hellasu, kibice żegali go głośnymi owacjami.
Kontuzje go nie oszczędzały, w kadrze był krytykowany
Pawła Dawidowicza w ostatnich latach nie oszczędzały kontuzje. W sezonie 2024/25 dwukrotnie pauzował – raz z powodu urazu uda, raz z powodu problemów mięśniowych. Rok wcześniej miał aż cztery urazy, przez co opuścił kilka spotkań reprezentacji Polski. W sezonie 2021/22 stracił prawie pół roku przez zerwane więzadła. Według danych na serwisie Transfermarkt.de, „Hiena” miał aż 24 kontuzje od 2016 roku! To dużo. Z pewnością przyhamowały one nieco jego rozwój piłkarski.

Gdyby prześledzić występy Dawidowicza w barwach narodowych, to wielokrotnie był krytykowany. Rozegrał łącznie 17 spotkań z orzełkiem na piersi. Krytyka dotyczyła nie tylko boiskowych wyczynów. Paweł Dawidowicz przed meczem Polska – Mołdawia w czerwcu udzielił kuriozalnej wypowiedzi na temat Roberta Lewandowskiego. – Kibicom nieobecność Roberta się nie podoba. Pewnie niektórym piłkarzom też. Ale ja uważam, że facet pokazał jaja. Na jego miejscu w 88. minucie ostatniego meczu Barcelony złapałbym się za udo, zrobił kwaśną minę, poprosił o zmianę i dzień później wypuścił komunikat, że nabawiłem się kontuzji. A on się w nic takiego nie bawił. Powiedział, jak jest. Udowodnił, że krytykę ma w dupie – powiedział obrońca. Krytykowali go za to m.in. Artur Wichnairek czy Tomasz Hajto.
To Paweł Dawidowicz może dać Rakowowi, a Raków Pawłowi Dawidowiczowi
Wracając do spraw boiskowych. Mimo sporej krytyki, jaka spadała na Dawidowicza oraz tego, że przez ostatnie ponad pół roku nie grał w piłkę, on sporo może dać Rakowowi. Po pierwsze doświadczenie. Mówimy o zawodniku ze 139 występami na boiskach Serie A, 55 w Serie B oraz 34 w Ekstraklasie. Grał też w 2. Bundeslidze czy niższych ligach portugalskich. To będzie z pewnością piłkarz z jednym z najbogatszych CV w całej Ekstraklasie. Z pewnością wzmocni rywalizację w środku defensywy, gdzie Łukasz Tomczyk ma aktualnie do dyspozycji m.in. Zorana Arsenicia, Statosa Svarnasa, Bogdana Racovitana czy Ariela Mosóra. A biorąc pod uwagę, że Raków zagra wiosną również w Europie, to szeroki skład jest w cenie. Atutem Pawła jest też obunożność i to, że doskonale zna system gry z trzema obrońcami.

Dawidowicz przychodzi do Rakowa się odbudować, ale też walczyć o sukcesy. „Medaliki” są w grze o mistrzostwo Polski, zagrają w 1/8 finału Ligi Konferencji. Przychodzi do wielkiego klubu, do znanej marki w Polsce i Europie, a nie do ligowego średniaka. To pewnie też dla reprezentanta Polski miało znaczenie. Ale też to, że Ekstraklasa idzie do przodu i na powroty decyduje się coraz więcej reprezentantów i w ogóle Polaków grających za granicą. Latem do Legii dołączył Kamil Piątkowski, niedawno do Widzewa Bartłomiej Drągowski, a do Korony Mariusz Stępiński. W Polsce dobrze też czuje się rodzina Pawła.
Dziś trudno wywróżyć, kiedy oficjalnie zadebiutuje w Rakowie. Pierwsza taka szansa już 1 lutego w meczu z Wisłą Płock. Pawłowi pozostaje życzyć dużo zdrowia, bo ono z pewnością przyda mu się w odbudowie formy.


















