Iwo Baraniewski: Chcę zostać legendą UFC [WYWIAD]
Iwo Baraniewski (UFC)SPORTY WALKI UFC MMA FOT. ZUMA/NEWSPIX.PL
Iwo Baraniewski ma 27 lat, a na koncie siedem walk i siedem wygranych. – Chcę zostać legendą UFC – mówi Baraniewski w rozmowie z Kanałem Sportowym.
Iwo Baraniewski wywodzi się z judo, ale świetnie się odnalazł w MMA. Po wygranej w debiucie w UFC zawalczy z doświadczonym Austenem Lane podczas sobotniej gali w Londynie. 27-latek wciąż nie jest zweryfikowany na najwyższym poziomie, jednak kibice liczą, że Warszawiak podąży drogą Jana Błachowicza i trafi do światowej czołówki, a później się tam urządzi.
Antoni Partum: Wylądowałeś już w Londynie. Miałeś czas coś pozwiedzać?
Iwo Baraniewski: We wtorek przylecieliśmy. Wieczorem zrobiliśmy spokojny trening – bardziej taktyka i krótkie tarcze, jakieś 30–40 minut. Potem chwilę pospacerowaliśmy wokół hotelu i trafiliśmy do fajnego parku z zagrodą dla zwierząt. Były tam świnie, konie, kozy. Słowem miły, relaksujący spacer.
Jakie emocje Ci teraz towarzyszą? Czujesz większy stres niż przed debiutem w UFC?
Najbardziej stresuję się, kiedy muszę mówić po angielsku w wywiadach – czasem ciężko złapać akcent. Przed samą walką większego stresu nie czuję. Raczej nie mogę się już doczekać wejścia do klatki. Dopiero w dniu walki zaczyna się gonitwa myśli. Wtedy nie mam już obowiązków poza posiłkami – siedzę w pokoju hotelowym i wizualizuję sobie walkę. Telefon używam tylko do muzyki, zero rolek, żeby głowa odpoczęła. Jak już jestem na hali i zaczynam rozgrzewkę, to nagle wszystko puszcza. Uwielbiam to uczucie.
Twoim rywalem będzie doświadczony Austin Lane (13-7). Analizowałeś go sam, czy zostawiasz to w pełni sztabowi?
Z reguły nie analizuję rywali samodzielnie. Czasem rzucę okiem na highlighty rywali, żeby zobaczyć, jak się poruszają, jak reagują. I tyle. Całą pełną analizę zostawiam trenerom. To oni dają mi konkretne wskazówki.
Twój rywal zamienia kategorię ciężką na półciężką. Będzie miał wyraźną przewagę warunków fizycznych. Jak zamierzasz skrócić dystans?
Będę szukał okazji po różnych unikach i kiwkach, żeby wejść mu w nogi. Może też przyjmę coś na podwójną gardę i wyprowadzę kontratak? Wszystko zależy, czy będzie stał w miejscu, czy się cofał, a może sam ruszy agresywnie. Nie będę miał problemu, żeby się do niego dostosować – jestem gotowy na wszystko.
Zauważyłem, że kilka razy padał po ciosach sierpowych. Gdzie Ty widzisz jego słabe strony?
Faktycznie, kilka razy znalazł się blisko rywala i dostał sierpa. Jak będę blisko niego, to zadziała to na jego niekorzyść. Trudno mu będzie wtedy wygenerować dużą siłę z tych długich rąk w półdystansie. Moje krótsze ręce będą miały tam przewagę.
Wywodzisz się z judo. Jak Ci to pomaga w MMA?
Bardzo! Załapałem się na czasy, kiedy można było łapać za nogi, a teraz można tylko od pasa w górę. Judo dało mi świetną świadomość ciała i łapania balansu. Uczy chwytów, kontroli rywala w parterze, a to wszystko świetnie przekłada się na MMA.
Mówi się, że zapasy to najlepsza baza pod MMA. Zgadzasz się?
Dodałbym właśnie judo – oprócz rzutów są tam techniki kończące: duszenia, dźwignie. Jasne, zapasy w stylu wolnym dają pewnie jeszcze więcej, ale judo też jest mega mocne.
Co wyniosłeś ze sparingów z Janem Błachowiczem?
Jeszcze w Babilon MMA miałem zaszczyt z nim trenować. Jestem mu bardzo wdzięczny – od razu wyłapuje twoje błędy. Jego ciosy ważą, więc trzeba być cały czas skupionym i pilnować odpowiedniego dystansu. Świetnie pracuje lewym prostym i bardzo mocno kopie. Dostać kopa od Janka to nic przyjemnego.
To najmocniej bijąca osoba, którą poznałeś?
Zaskoczę cię, bo jeśli chodzi o kopnięcia, to chyba Michał Andryszak dał mi się najbardziej we znaki. Pamiętam, jak kopnął mnie przez gardę na głowę – później nie było lekko. Oj, nie było.
Zależy Ci tylko na zwycięstwie, czy chciałbyś się sprawdzić w dłuższej walce albo pokazać jakąś konkretną technikę?
Wiadomo, w środku gdzieś chciałbym dać fajne widowisko, ale z głową – więc powiem szczerze: liczy się tylko wygrana i zielony kwadracik na Sherdogu.
Idziesz jak burza – siedem walk, wszystkie wygrane. I wszystkie w I rundzie. Kibice zaczynają widzieć w tobie potencjalnego następcę Jana Błachowicza. Czujesz przez to presję?
Myślę, że to mnie raczej napędza. Chcę iść śladami Janka i zostać mistrzem UFC, ale na razie skupiam się tylko na najbliższej walce. Nie wybiegam myślami za daleko.
Kto był twoim pierwszym idolem w MMA?
Georges St-Pierre, Cain Velasquez i Jon Jones. Najbardziej ten ostatni – świetne zapasy, świetna stójka i mordercze łokcie, którymi dewastował rywali. Można powiedzieć, że właściwie nigdy nie został pokonany (tylko raz przegrał przez dyskwalifikację). I tak jak oni chciałbym zostać legendą UFC.
Czytaj więcej o sportach walki:
- Mateusz Borek o rywalu Usyka: Jest duży, więc głośno padnie
- Szpilka wraca do klatki! Oto jego potencjalni rywale
- Brutalny sport zyskuje popularność! Lekarze są załamani [WIDEO]
Zachęcamy też do obejrzenia materiału Macieja Miszkinia o Iwie.

















