Piłkarz Rakowa robił sobie jaja. Trenerzy byli wściekli, a on się śmiał
PAWEL PIOTROWSKI/400MM.PL/NEWSPIX.PL
Kamil Głębocki na antenie Na Wylot TV opowiedział kulisy zesłania Marko Bulata do rezerw Rakowa Częstochowa. Chorwat wykazywał kompletny brak zaangażowania.
Raków Częstochowa w tym sezonie przez kilka tygodni musiał radzić sobie bez Marko Bulata. Chorwacki pomocnik, za którego „Medaliki” zapłaciły 800 tysięcy euro, został niespodziewanie odsunięty od pierwszej drużyny przed rewanżowym meczem z szwedzkim Hammarby w eliminacjach Ligi Konferencji. Decyzja ówczesnego trenera Dawida Kroczka była podyktowana nieodpowiednim zachowaniem oraz nieprofesjonalną postawą zawodnika, który trafił do trzecioligowych rezerw.
Brak zaangażowania 25-latka był widoczny już wcześniej, co podczas transmisji meczowych punktowali eksperci. Mateusz Borek w dosadnych słowach skomentował postawę Chorwata w fazie bronienia:
— Momentami Bulat się w 25. minucie rusza, jakby była 119. minuta, bo generalnie nie ma tu nawet próby jakiegoś podejścia — mówił komentator. Klip z tej sytuacji obiegł media społecznościowe i na samej platformie „X” zgromadził 445 tysięcy wyświetleń.
Lekceważąca postawa i brak dyscypliny
Szczegóły dotyczące zachowania Bulata w trakcie pobytu w drugim zespole ujawnił Kamil Głębocki z Na Wylot TV. Według jego relacji, przesunięcie do rezerw, które miało być wstrząsem dla szatni, nie wywarło na piłkarzu żadnego wrażenia. Dziennikarz już w sierpniu wskazywał, że zawodnik był bardziej zainteresowany organizowaniem turniejów w padla niż rzetelnym wypełnianiem kontraktu.
— Marko Bulat miał kompletnie wywalone w obowiązki i kompletnie wywalone w Dawida Kroczka. Trener chciał wstrząsnąć szatnią i obudzić resztę zawodników, dlatego przesunął Bulata do rezerw. To miał być impuls dla reszty drużyny — uzupełnił teraz Głębocki.
Zamiast sportowej złości, w rezerwach obserwowano dalszy brak profesjonalizmu. Chorwatowi w negatywnym zachowaniu wtórował Bogdan Mircetić, co doprowadziło do interwencji trenera drugiej drużyny, Michała Mizgały.
— Bulat się tym kompletnie jednak nie przejął. Jego zaangażowanie w drużynę rezerw było znikome lub żadne. Doszło nawet do tego, że kiedy przychodził na treningi, to się śmiał razem z Bogdanem Mirceticiem, bo on był razem z nim w duecie — kontynuował dziennikarz.
Problem stał się na tyle poważny, że sztab szkoleniowy rezerw nie chciał dłużej współpracować z niepokornymi zawodnikami, obawiając się o atmosferę wewnątrz młodej drużyny.
— Ci piłkarze zachowywali się poniżej wszelkiej krytyki i trener Michał Mizgała poszedł do Kroczka, by powiedzieć, że on tych zawodników w rezerwach nie chce i nie będzie na nich stawiał, bo po co ma sobie psuć drużynę. Kroczek powiedział, że skoro tak, to idziemy z tym do prezesa Cygana i to on miał podjąć decyzję — przekazał Kamil Głębocki.
Sytuacja pomocnika uległa poprawie dopiero po zmianie na ławce trenerskiej Rakowa Częstochowa. Nowy szkoleniowiec, Tomasz Kaczmarek, przywrócił Bulata do składu, a ten odwdzięczył się całkiem dobrą dyspozycją.
















