Koło fortuny w Widzewie Łódź. Gikiewicz: Pomyślałem sobie: „nie no, cyrk”
Rafał Gikiewicz FOT. Kanał Sportowy
Rafał Gikiewicz przy powrocie do Polski w lutym 2024 roku po latach gry w zagranicznych klubach zdziwił się różnicą w karaniu spóźnień. Przyznał, że w Niemczech te kary były dużo bardziej dotkliwe.
Podczas programu Kanału Sportowego dyskusja zahaczyła o kary wymierzone w stronę piłkarzy między innymi za spóźnienia. Rafał Gikiewicz wyznał, ze w Niemczech (gdzie grał w Freiburgu, Unionie Berlin i Augsburgu) te kary były bardzo dotkliwe: nawet 100 euro za każdą minutę spóźnienia. Tymczasem w Polsce standardy pod tym względem są całkowicie inne, o czym bramkarz się przekonał, trafiając do Widzewa Łódź.
Gikiewicz wyjawił, że w RTS-ie było koło fortuny i zawodnicy w ramach kary losowali sobie kary, które były bardziej symboliczne.
— Spóźnienia bardzo grubo kosztowały w Niemczech. Czy było gdzieś koło fortuny? Tak, w Widzewie. Było na przykład kupno mleka czy herbaty do szatni. Jak wróciłem do Polski i zobaczyłem te koło fortuny, gdy w Niemczech się płaciło grube pieniądze za spóźnienia, to pomyślałem sobie: „Nie no, cyrk”. Choć wiadomo, inaczej się zarabia w Polsce, a inaczej w Niemczech. W Widzewie te kary były lekko śmieszne, ale jednak każda kara bolała: nawet nie chodzi o to, co miałeś kupić, tylko o to, że musisz poświęcić czas, sam coś kupić i potem to przynieść do szatni – mówił Rafał Gikiewicz.

















