Jordi Sanchez w centrum zamieszania. O co problem mają kibice Wisły Kraków?
fot. KRZYSZTOF CICHOMSKI/NEWSPIX.PL
Jordi Sanchez w zeszłym tygodniu przeszedł z Wisły Kraków do Pogoni Szczecin. Wokół tego ruchu wciąż jest głośno, a Hiszpan w rundzie wiosennej zaliczy nieprzyjemne powitanie przy Reymonta. Czemu ten transfer zabolał kibiców Białej Gwiazdy?
Sanchez potrzebował Wisły bardziej
Jordi Sanchez na początku 2026 roku dołączył do Wisły Kraków po dłuższym rozbracie z piłką. Nie miał już czego szukać w Japonii, gdzie nie grał od kilku miesięcy. Biała Gwiazda na niego postawiła, choć wiedziała, że ten będzie musiał najpierw się odbudować. Początek przygody w krakowskim klubie nie był dla niego szczególnie udany.
W pierwszym składzie wybiegł dopiero w połowie marca przeciwko Miedzi Legnica, zdobywając w tym meczu bardzo ważną bramkę i pomagając w zwycięstwie. Później przydarzył mu się uraz stopy, po którym drużyna musiała mu zaufać w szczególności. Angel Rodado przeszedł operację barku i wypisał się z gry do końca sezonu, więc Hiszpan był jedynym nominalnym napastnikiem. Pod nieobecność gwiazdy zdobył bramkę i zanotował asystę, choć ogólnie pozostawał w cieniu Frederico Duarte, którzy przejął pałeczkę lidera ofensywy.
Runda wiosenna na poziomie pierwszej ligi wzbudziła spore wątpliwości, jeśli chodzi o jego dalszą grę w Wiśle. Po awansie do Ekstraklasy potrzebne były wzmocnienia, a hiszpański snajper nie gwarantował odpowiedniego poziomu. Decyzja w sprawie jego przyszłości zapadała długo, więc kibice spodziewali się rozstania. Dość nieoczekiwanie Sanchez otrzymał od Białej Gwiazdy poważny kredyt zaufania i podpisał nowy kontrakt. Jak to przyjęto? Głównie z obawami, że po tym ruchu transferu nowego napastnika nie będzie. Kiedy do zespołu trafił Jeremy Guillemenot, Sanchez miał się szykować do roli numeru trzy w ataku.
Odejście w trudnym momencie. Nie dał szans na reakcję
Początek tego sezonu był w wykonaniu Sancheza wymarzony i zaskakujący, a wręcz absurdalny. Nikt nie spodziewał się, że może on trafiać z taką regularnością, gdyż w przeszłości słynął z braku skuteczności. Dla Wisły zgromadził sześć bramek i wskoczył na fotel lidera klasyfikacji strzelców. Dołożył do tego również cenną asystę na wagę remisu w meczu z Koroną Kielce.
Przy jego świetnej dyspozycji z większym spokojem do formy mógł wracać Angel Rodado, który nie przepracował całego okresu przygotowawczego z drużyną. Wystąpił tylko w jednym sparingu, co odbiło się bardzo mocno na jego grze. Gdy gwiazdor zawodził, w jego buty wszedł właśnie Sanchez, na którym Wisła mogła polegać. To w głównej mierze on odpowiada za tak udany początek zespołu Mariusza Jopa w Ekstraklasie, choć warto oczywiście pamiętać, że jest typem egzekutora, a nie kreatora, więc ktoś musiał mu te bramki wypracować.
Tuż przed końcem letniego okienka Jarosław Królewski przekazał wiślackiej społeczności bolesne wieści. Pogoń Szczecin aktywowała klauzulę wykupu i przekonała Sancheza do zmiany otoczenia. Ten ruch odbił się szerokim echem, choć trudno było przewidzieć, że rozwinie się w takim kierunku. Jeszcze do niedawna skandowany na trybunach w Krakowie, teraz będzie miał duży problem z przyjazdem w rundzie wiosennej. Nie ulega wątpliwościom, że przy okazji meczu z Wisłą czeka go bardzo niemiłe przywitanie.
Kibice uwierzyli w Sancheza i się na tym przejechali
Z czego wynika wszechobecna niechęć kibiców Wisły do Sancheza? Nie chodzi przecież o to, że wybrał lepszą finansowo ofertę, bowiem każdy może to zrobić. Pogoń Szczecin obsypała go złotem, a ten wykorzystał najlepszy moment swojej kariery, by więcej zarobić. Dla piłkarzy to zawód, który ma przynosić liczne korzyści, w tym materialne. W ogóle więc o to się nie rozchodzi, a zarzuty są zupełnie inne.
Sanchez opuścił Wisłę w trudnym momencie. Tuż przed zamknięciem okienka nie dał jej szansy, by jakkolwiek zareagować. Oczywiście mogła pokusić się o awaryjny transfer napastnika, zgłosiło się do niej wielu zawodników. Krakowianie w ostatnim czasie starają się działać spokojnie, w pełni analitycznie, więc nie mogli w tak krótkim czasie przeprowadzić odpowiedniego procesu i wytypować snajpera, który będzie najlepiej pasował do drużyny. Duże kontrowersje wzbudziło też działanie Pogoni Szczecin, która nie poinformowała Białej Gwiazdy o chęci skorzystania z klauzuli wykupu, ograniczając jej możliwości manewru. Ponownie – nikt nie ma pretensji do tego, że Portowcy wykorzystali zapisy w kontrakcie Sancheza i sprowadzili go do siebie, ale sposób, w jaki do tego transferu doszło.
Na przestrzeni miesięcy Sanchez stał się jednym z ulubieńców kibiców Wisły. Na boisku nie gwarantował niesamowitego poziomu, ale nadrabiał zaangażowaniem i aktywnością w mediach społecznościowych. Był blisko fanów i zdawał się rozumieć ich potrzeby bardziej. W rewanżu mógł liczyć na życzliwość, nawet kiedy mu nie szło. Po pamiętnym meczu towarzyskim z Wrexham, który zupełnie mu nie wyszedł, dostał z trybun wsparcie, zamiast krytyki. Podobnie do sprawy podszedł Królewski, który pocieszał napastnika. Wisła zrobiła wiele, aby ten czuł się komfortowo i pracował wyłącznie nad formą sportową. Gdy przyszedł moment poważnej weryfikacji – zawiódł.
Kontrowersyjna cieszynka i palenie mostów
Wsparcie kibiców wiązało się również z większymi oczekiwaniami. Są piłkarze, po których nie spodziewasz się przesadnego przywiązania do klubu. Są również tacy, dla których barwy klubowe znaczą więcej. Wydawało się, że taki właśnie jest Sanchez, dlatego nikt nie spodziewał się, że zrobi psikusa i osłabi Wisłę w newralgicznym momencie. To jednak dalej za mało, by w Krakowie go znienawidzić. Gdy sprawa nieco przygasła, atmosferę podgrzał sam zawodnik, decydując się na szokującą i kontrowersyjną cieszynkę po debiutanckim trafieniu dla Pogoni.
Teraz nie ma wątpliwości, że odnosił się bezpośrednio do prezesa Królewskiego. Ten w odpowiedzi twierdził, że nie rozumie, dlaczego Sanchez tak się zachował, gdyż z jego strony mógł liczyć jedynie na wsparcie i dobre słowa. Hiszpan najprawdopodobniej poczuł się urażony którąś z wypowiedzi, choć na dobrą sprawę w żadnym momencie nie został skrytykowany czy zdyskredytowany.
Niezależnie od tego, za co oraz w kogo wymierzone były gesty Sancheza, tymi działaniami pokazał, że nie potrafi pożegnać się z godnością. Zawdzięcza klubowi wiele, a mimo tego zachował się poniżej odpowiedniego poziomu. Dobrze podsumował go Jakub Krzyżanowski, który w programie Studio Reymonta wprost stwierdził, że nie ma pojęcia, dlaczego Hiszpan tak się zachował. Zaognił atmosferę wokół siebie i sprawił, że kibice całkowicie się odwrócili. Tego już nie cofnie, a spalone mosty cudem się nie odbudują.

















