Co dalej z karierą Błachowicza? „Był na siebie zły, wściekły, smutny”
ZUMA/NEWSPIX.PL
Jan Błachowicz musiał uznać wyższość Navajo Stirlinga na gali UFC w Belgradzie, przegrywając z niepokonanym rywalem już w pierwszej rundzie pojedynku. Mimo że Cieszyński Książę posłał przeciwnika na deski, ostatecznie sam padł pod gradem ciosów, co stawia pod znakiem zapytania dalszą przyszłość legendy polskiego MMA w oktagonie.
Bolesna porażka Jana Błachowicza w Belgradzie
Jan Błachowicz musiał po raz kolejny uznać wyższość rywala w oktagonie UFC. Podczas gali w stolicy Serbii polski zawodnik przegrał już w pierwszej rundzie z Navajo Stirlingiem. – Jest na siebie zły – przyznaje Maciej Miszkiń, jeden z trenerów „Cieszyńskiego Księcia”.
Droga Polaka do walki w Belgradzie była wyboista. Po dwukrotnym odwołaniu starcia z Bogdanem Guskovem, Błachowicz ostatecznie zmierzył się z niepokonanym Stirlingiem, który przyjął wyzwanie bez przygotowania. Zdaniem Macieja Miszkinia, zmiana przeciwnika była dla Polaka wyjątkowo niekorzystna.
– Nie oszukujmy się, to była zmiana na minus. Guskov był już przeczytany, nie jest tak eksplozywny, jest też trochę wyeksploatowanym zawodnikiem, a jednocześnie bez takich argumentów fizycznych jak Błachowicz. Natomiast Sterling jest już w pełni zawodnikiem MMA, to nie jest już tylko kickbokser, jest kompletny – wylicza trener.
Mimo trudnych okoliczności, Błachowicz nie wahał się przed przyjęciem wyzwania. Szkoleniowiec podkreśla, że Polak natychmiast zaakceptował propozycję walki z niebezpiecznym rywalem, rezygnując z jakichkolwiek kalkulacji.
– Powiem szczerze, że on tę walkę zaakceptował od razu. Już po pierwszej wiadomości, jaką otrzymał od UFC. Nie zastanawiał się, kto będzie rywalem. Po prostu wziął to bez kalkulacji tak, jak to robi prawdziwy sportowiec. A przecież ma pozycję negocjacyjną i mógłby wybrzydzać. To też pokazuje jakiego kalibru jest sportowcem, ale też człowiekiem. Bez mrugnięcia okiem wziął młodego, głodnego sportowca, na którym nic się nie zyskuje, a wszystko można stracić – zaznacza Miszkiń.
Czytaj także: Błachowicz kontra Chalidow! To idealny moment na największą walkę w historii polskiego MMA
Niewykorzystana szansa i brutalny koniec
Pojedynek rozpoczął się dla Błachowicza obiecująco. Polak kontrolował środek klatki i wywierał presję, co pozwoliło mu nawet posłać Stirlinga na deski firmową kontrą z lewej ręki. Zabrakło jednak ułamka sekundy, by skutecznie wykończyć akcję.
– Skontrował Sterlinga. Natomiast zabrakło tego ułamka sekundy, szybszego czasu reakcji, żeby go wykończyć. Chyba o to chodzi, że jak człowiek jest starszy, to podejmuje tę samą decyzję, ale ułamek sekundy za późno. Niestety, MMA na tym poziomie nie daje zbyt wielu szans. Jak się nie wykorzystuje jednej czy dwóch okazji, to trzecia może się już nigdy nie powtórzyć – ubolewa jeden z trenerów.
Stirling przetrwał trudne chwile i odpowiedział kombinacją, która trafiła Polaka prosto w szczękę. Po serii uderzeń łokciami w parterze sędzia przerwał starcie. Dla 43-letniego zawodnika to bolesny moment, zwłaszcza że jego ostatnia wygrana w UFC miała miejsce w maju 2022 roku.
– Jan był i jest wściekły, zły, smutny. Myślę, że siedzi w nim wiele emocji. Jest mężczyzną, więc za dużo nie mówi, za dużo nie pokazuje, ale ta sportowa sportowa złość jest widoczna gołym okiem. To nie jest tak, że przeszedł obok tego wyniku obojętnie, bo też nie mógł przejść. Jak to stwierdził w swoim filmie, on naprawdę „chciał uprzątnąć gruz w tej piwnicy” i myślę, że jest duży zawód, że tego nie udało się zrobić w Belgradzie – relacjonuje Miszkiń.
Przyszłość „Cieszyńskiego Księcia” w zawodowym sporcie pozostaje niejasna. Choć Błachowicz zapisał się na kartach polskiego MMA jako jeden z najwybitniejszych zawodników, ostatnie lata w oktagonie – dwa remisy i trzy porażki – skłaniają do pytań o dalsze kroki.
– Nie wiem, jakie będą jego dalsze kroki. Przede wszystkim musi odpocząć. Jeśli zakończy karierę, to jako zawodnik, który dla polskiego MMA zrobił najwięcej. Jego nazwisko w sportach walki w Polsce będzie również stawiane obok takich pięściarzy jak Tomasz Adamek czy Dariusz Michalczewski. Ale nie wiem, czy będzie chciał zakończyć karierę w taki sposób. Jak go znam, ochłonie i decyzję podejmie za jakiś czas. Na razie są emocje i rany, które trzeba zaleczyć – podsumowuje Maciej Miszkiń.
Czytaj także: Baraniewski in, Błachowicz out. Symboliczna zmiana warta w rankingu UFC

















