HomePiłka nożnaUrban: To już nie są leszcze. Wilki pną się w górę tabeli

Urban: To już nie są leszcze. Wilki pną się w górę tabeli

Źródło: własne

Aktualizacja:

Apoloniusz Tajner, zapytany kiedyś przez dziennikarza, dlaczego Adam Małysz przestał dobrze skakać, miał mu żartobliwie (a może i nie?) odpowiedzieć, że w sumie to nawet nie wiadomo, dlaczego on wcześniej skakał tak dobrze.

VfL Wolfsburg

VfL Wolfsburg. Fot. Alamy

Mocna seria

Z Wolfsburgiem zdaje się być podobnie, bo w gruncie rzeczy niełatwo wytłumaczyć, skąd ten Nagło wzrost formy. W 9. kolejce Bundesligi Wilki podejmowały Augsburg i po bardzo kiepskim meczu zremisowały 1:1, strzelając gola w samej końcówce tego spotkania. Sytuacja w tabeli wyglądała żałośnie. VfL miał zaledwie 1 punkt przewagi nad strefą barażową, a w mediach coraz donośniejsze były głosy, że Ralph Hasenuettl już tego nie dźwignie i czas rozważyć zmianę na stanowisku trenera. No ale dźwignął. Kolejne cztery mecze zakończyły się wygranymi Wilków, w międzyczasie doszedł też awans w Pucharze Niemiec i w połowie grudnia sytuacja jest taka, że Wolfsburg ma dokładnie tyle samo punktów, co faworyzowana Borussia Dortmund, traci w tabeli zaledwie 3 „oczka” do miejsc dających kwalifikację do Ligi Mistrzów, a w Pucharze Niemiec dobrnął już do ćwierćfinału (rywala w tej fazie pozna w najbliższą niedzielę). W sumie ma za sobą passę 4 kolejnych zwycięstw w lidze i 8 kolejnych meczów bez porażki, biorąc tez pod uwagę rozgrywki pucharowe.

I mówiąc całkiem szczerze – nie mam pojęcia, jak oni to robią. Oglądam każdy mecz tego zespołu, część z nich nawet komentuję i pominąwszy spotkanie z rozbitym wtedy Lipskiem, który Wolfsburgowi fantastycznie się ułożył, bo po 5 minutach prowadzili już 2:0, w każdym innym są co najwyżej równorzędnym zespołem względem przeciwnika, a rzadko kiedy lepszym. Wygrali 3:1 z Heidenheim, choć to gospodarze mieli ciekawsze sytuacje i prowadzili grę. Wygrali 1:0 z Unionem, choć równie dobrze mogło być odwrotnie, bo Kamil Grabara dwukrotnie ich w tym meczu uratował. Wreszcie ograli Mainz 4:3, mimo iż to goście robili w tym spotkaniu znacznie lepsze wrażenie. Decydujący gol padł w ostatniej akcji meczu w dość kuriozalnych okolicznościach. Z obrazków telewizyjnych wynikało, że Jonas Wind był najprawdopodobniej na minimalnym spalonym w momencie oddawania strzału, jednocześnie jednak piłkarze Mainz byli w tej sytuacji tak gęsto ustawieni, że sędzia VAR w Kolonii nie był w stanie nanieść na tę sytuacje skalibrowanej linii spalonego (także dlatego, że na stadionie w Wolfsburgu brakuje jednej kamery, której nie można zamontować ze względów infrastrukturalnych, a która w tej sytuacji byłaby bardzo pomocna) i udowodnić jednoznacznie to, co było widać na obrazku telewizyjnym, stąd utrzymano pierwotną decyzję sędziego głównego z boiska.

Gra ponad stan

Być może zbyt wielkim nadużyciem i uproszczeniem będzie stwierdzenie, że Wolfsburg gra na maksymalnym farcie, ale faktem jest, że los im w ostatnim czasie niespecjalnie przeszkadza. Żadną kontrowersją nie jest natomiast stwierdzenie, że kub z miasta Volkswagena robi w tym sezonie wyniki ponad stan. Z tabeli goli oczekiwanych według modeli understat wynika, że Wilki w teorii powinny strzelić w lidze 19 goli, a w praktyce mają ich aż o 10 więcej. Nikt w całej ligowej stawce nie zakrzywia rzeczywistości aż tak bardzo. Pod względem liczby straconych goli są mniej więcej na poziomie Borussii Dortmund czy Bayeru Leverkusen, a według modeli matematycznych, uwzględniających liczbę i jakość sytuacji stwarzanych przez rywali, mają piątą najgorszą defensywę w lidze, wyprzedzając w tym względzie jedynie tkwiące w walce o utrzymanie Bochum, Kiel, Heidenheim i Hoffenheim. Już sam fakt, że tylko Peter Gulacsi został w tym sezonie zmuszony do większej liczby parad niż Kamil Grabara, wiele mówi o grze defensywnej Wolfsburga. To z kolei przekłada się na liczbę oczekiwanych punktów, która w przypadku Wolfsburga wynosi 15,71, a więc jest o blisko 6 punktów mniejsza, niż wynosi stan faktyczny, co obok Lipska stanowi najwyższą różnicą w lidze (RB też ma w dorobku o 6 punktów więcej, niż wynikałoby to z jego gry).

Lepszy niż Marcelinho

No ale temu szczęściu też trzeba jakoś dopomóc i tutaj Hasenhuettlowi zasług ujmować nie można. Te liczby zakrzywiające rzeczywisty obraz, to tyleż oznaka szczęścia, co i indywidualnej jakości piłkarzy, których Austriak ma do dyspozycji. Mecz z Mainz pokazuje natomiast, że zespołowi nie brakuje charakteru i motywacji. Zresztą szkoleniowiec sam to podkreśla mówiąc, że w drużynie zapanował właściwy klimat, wreszcie stała się ona jednością i podkreśla tę sferę mentalną, o którą też przecież łatwiej w momencie, kiedy wyniki się zgadzają. Hasenhuettl uporządkował też wreszcie kwestie taktyczne. Na początku sezonu mocno eksperymentował z personaliami i ustawieniem, rzucał piłkarzy po najróżniejszych pozycjach, nie zawsze optymalnych dla nich, choć trzeba przyznać, że robił to dużej mierze przez sytuację zdrowotną w zespole. Ale od czterech meczów ma swój podstawowy skład, którego nie zmienia. Co najwyżej lekko przesuwa zawodników w różne sektory. Bazowo Wolfsburg gra na czwórkę obrońców, ale ofensywnie usposobiony Joakim Maehle po lewej stronie i mogący grać niżej Ridle Baku po stronie prawej (plus defensywniejszy niż Maehle i „przyklejający” się do środkowych obrońców Killian Fischer na prawej obronie), dają zespołowi pewną elastyczność i możliwość płynnego przejścia na trójkę w określonych fazach meczu. Ogólnie rzecz biorąc, system pozostaje kwestią wtórną, bo czasem Wilki ustawiają się w 4-4-2, czasem w 4-3-3, a czasem jeszcze inaczej, ale wykonawcy pozostają ci sami. Coraz lepiej wygląda duet napastników Tomas – Amoura. Ten drugi wyrasta na prawdziwą gwiazdę ligi. W 11 meczach zgromadził 12 udziałów przy golach (5+7) i ze świecą szukać kogoś, kto zaliczył w Wolfsburg takie wejście do Bundesligi. Algierczyk przebił nawet osiągnięcie legendarnego Marcelinho, który w 2007 roku w swoich pierwszych 11 meczach dla Wolfsburga zanotował 11 goli lub asyst.

Co u naszych?

Jeszcze słówko o Polakach. Kamil Grabara spisuje się lepiej niż dobrze. Można się do niego przyczepić w zasadzie tylko o jednego gola (tego z Augsburgiem). Zarówno pod względem efektywności gry (liczba obronionych strzałów w odniesieniu do jakości i ilości sytuacji tworzonych przez rywali), jak i pod względem średniej not kickera, Kamil jest na czwartym miejscu wśród wszystkich bramkarzy w lidze, ustępując pola w obu klasyfikacjach jedynie Gulacsiemu, Zentnerowi i Baumannowi. Gorzej wygląda sytuacja Kuby Kamińskiego, który stracił miejsce w podstawowym składzie i na powrót musi walczyć o swoje. Z jednej strony sytuacja jest trudna, bo jeśli zespół jest w uderzeniu i ma serię, to trudno, by trener kombinował ze składem. Z drugiej – Wimmer, grający obecnie najczęściej na jego pozycji, też nie zachwyca i też jest w tym sezonie bez gola. Wydaje się, że jeśli Hasenhuettl miałby kogoś wymieniać ze składu, to najprędzej właśnie jego. Przy ustawieniu 4-4-2, Kuba mógłby zająć miejsce na lewej pomocy, przy czym musiałby cześciej grać w półprzestrzeni niż przy linii bocznej, bo to Maehle i Baku wyznaczają szerokość w ataku Wolfsburga. A to z kolei chyba nie do końca mu pasuje.

Kategorie:

Przeczytaj więcej

Zobacz więcej ›

Ależ problemy Legii! Akurat przed meczem z Chelsea. Dwie kontuzje
Barcelona ma sensacyjny plan. To on może być następcą Lewandowskiego
Pululu w Bundeslidze?! Grałby z dwoma Polakami. To będzie hit
Widzew Łódź szykuje ofensywę transferową. Robert Dobrzycki zabrał głos
UEFA zakończyła dochodzenie! Piłkarze Realu ukarani
Jagiellonia Białystok straci gwiazdę. Masłowski stawia sprawę jasno
Piotr Zieliński może zmienić klub! Sensacyjne wieści
Skomplikowana pozycja Milika. “Nie ma już przyszłości”
Oficjalnie: Jakub Rzeźniczak wznowił karierę! Niespodzianka!
Które zespoły spadną z PKO BP Ekstraklasy? Analizujemy terminarz do końca sezonu