HomeSporty walkiRobert Ruchała: Parnasse? W dalszym ciągu będzie blokował co najmniej dwie kategorie

Robert Ruchała: Parnasse? W dalszym ciągu będzie blokował co najmniej dwie kategorie

Źródło: Własne

Aktualizacja:

– Uważam, że Salahdine teraz będzie bronić pasa w wadze lekkiej z Wilsonem Varelą na drugiej gali we Francji. Jeżeli zarządzający KSW do tego doprowadzą, to nie chcę czekać, póki Salah wróci. Mogę bronić pasa z kimś niżej w rankingu – mówi portalowi Kanału Sportowego Robert Ruchała, czyli aktualny tymczasowy czempion kategorii piórkowej.

Robert Ruchała

Sipa US / Alamy

Robert Ruchała długo przeżywał walkę

Kamil Piłaszewicz: Witamy aktualnego, choć tymczasowego mistrz KSW w kategorii piórkowej. Drugie wywalczenie tego samego tytułu pozwoliło szybciej się z nim oswoić?

Robert Ruchała: Tak! Powiem szczerze, że gdy już zdobyłem ten pas, to bardzo się cieszyłem, bo pierwszy raz w życiu wygrałem przez nokaut. Przez 2 tygodnie nie opuszczały mnie emocje. Ten nokaut był ukoronowaniem 9-miesięcznej pracy. Fajne jest obok zdobycia pasa spełnić jedno ze sportowych marzeń.

Dzięki temu, że po raz drugi w karierze sięgnąłeś po – trzymając się terminologii – tymczasowe trofeum, możemy porównać twoich przeciwników. Którego uważasz za trudniejszego?

Zdecydowanie Eskiev był większym wyzwaniem. Jeszcze zanim trafił do KSW, dawał świetne walki w ACA. Z kolei Lom-Ali to taki mały czołg. To był dla mnie o tyle trudniejszy pojedynek, że nie byłem jeszcze tak doświadczonym zawodnikiem. Wcześniej biłem się na przykład z Damianem Stasiakiem, a wtedy to było dla mnie duże wyzwanie. 

Tymczasem nagle przeskoczyłem na jeszcze wyższy poziom, gdzie dodatkowo musiałem walczyć 5 rund. Myślę, że obok walki z Salahdine Parnassem, to był mój najtrudniejszy pojedynek.

Twoje dokonania pozwalają nam rozważyć jeszcze coś innego. Mianowicie, do posiadania pasa łatwo się można przyzwyczaić, a do bycia mistrzem? Co to zmienia?

W sumie nie ma różnicy… Tyle tylko, że masz pas obok siebie! (śmiech) Przykładowo możesz go sobie wozić w aucie na trasy!

To jakiego typu emocje pojawiają się, kiedy spoglądasz na trofeum leżące tak blisko ciebie?

Ten nokaut tak na mnie wpłynął, że przez pierwsze 2 tygodnie spałem po 4-5 godzin dziennie. Dosłownie budziłem się i nie mogłem usnąć. Czułem się, jakbym ciągle był w tej walce! 

Na tę kulminację złożyło się również to, że długo nie walczyłem. Do tego nawet, jak już wszedłem do klatki, to pojedynkowałem się raptem minutę. Pewnie jakbym walczył 25 minut, to inaczej odbierałbym pojedynek. Myślę, że przez te 2 tygodnie po prostu wszystkie emocje nie potrafiły zejść. Nawet kiedy pojechałem na wakacje, i tak dalej mnie trzymały.

A teraz nastał czas stopniowego wyciszenia?

Tak. Wpływ na podtrzymywanie się tego stanu miało również to, ile bodźców do mnie docierało w pierwszym tygodniu. Tu widziałem swoje nazwisko w artykułach, tu ktoś pytał o wywiad, tu wystąpiłem w Kanale Sportowym… Później jeszcze pojawiłem się na koncercie, gdzie zaśpiewałem na scenie. Ciągle się coś działo.

Parnasse? “Ani mnie to cieszy, ani smuci”

Mówimy tu sobie o przeszłości, a tu już za rogiem czyha przyszłość… Paradoksalnie rzecz ujmując, pozostanie Salahdine Parnasse’a w KSW ucieszyło cię, czy zmartwiło?

Jest mi to obojętne. Tak naprawdę to tylko jego decyzja. Moim zdaniem na spokojnie mógłby sobie poradzić ze światową topką. Twierdzę tak, mając za sobą wyjazdy do Stanów i obserwowanie zawodników stamtąd. Jednak wybrał KSW i teraz tak naprawdę jedyne, co, to każdy powinien uszanować tę decyzję. Mnie to ani nie cieszy, ani nie smuci.

Z tego, co widziałem na gali, Parnasse powiedział, że nie będzie się ograniczać do robienia wagi do jednej dywizji. Tak więc znowu zamierza blokować wszystkie kategorie! (śmiech). Zobaczymy, jak go będą teraz zestawiać. Nie widzę przeszkód w tym, by na przykład bronić pasa tymczasowego w pojedynku z kimś innym.

Wspomniałeś, że widziałeś przedłużenie kontraktu z „Kylianem Mbappe MMA”, oglądając galę… I tak się zastanawiam, czy też faktycznie dopiero wtedy usłyszałeś o jego decyzji? Czy były telefony z biura KSW sugerujące, że niebawem będziesz wychodzić do rewanżu z Salahem?

Nie, naprawdę. Chyba właśnie celowo nikt nikomu nic nie mówił, dopóki nie było oficjalnego ogłoszenia. Wydaje mi się, że każdy chciał poczekać dlatego, iż to był bardzo głośny temat. Nie było wewnętrznych informacji. Chcieli tę nowinę ukryć, abyśmy nic nikomu nie rozpowiedzieli. A zatem tak, dowiedziałem się dopiero oglądając transmisję.

Też zaskoczyłem się, kiedy powiedział w wywiadzie tuż po ogłoszeniu, że jest gotów walczyć, jak do tej pory. Pozostaje nam poczekać, czy najpierw zechce bić się w kategorii piórkowej, lekkiej, czy półśredniej. Tylko też, jeżeli Salahdine wybierze inną opcję niż pojedynek unifikujący pas w naszej dywizji, to nie chcę czekać pół roku, czy 12 miesięcy na walkę. Jeżeli wyjdzie tak, że faktycznie dadzą mi kogoś innego, to również będę gotowy.

Właśnie, przecież na jego decyzję czekasz nie tylko ty, ale i Wilson Varela, i Adrian Bartosiński. Pytaniem otwartym pozostaje, który z was szybciej doczeka się konfrontacji z „Kylianem Mbappe MMA”.

Uważam, że teraz będzie bronić pasa w kategorii lekkiej. Jest kilka powodów. Po pierwsze Wilson zasłużył, zapracował na tę walkę. Po drugie już o niej dużo powiedziano. Po trzecie mają gotowy main event na drugą galę we Francji. Gdyby tego nie zorganizowali, to zakładałbym rewanż z Adrianem. Z tego co wiem„Bartos” jest po operacji nosa. Zanim zatem wróci do treningów, trochę czasu minie.

Skupiając się stricte na sytuacji w twojej dywizji – chciałbyś podjąć się rewanżu z Salahem na francuskiej ziemi?

Wolę bić się w Polsce. Uwielbiam pojedynkować się przy swojej publice. Gdybym miał jechać do Francji, wraz ze mną udałaby się tam raptem garstka fanów. Umówmy się, niewiele osób może sobie ot tak pozwolić na weekendowy wyjazd do Francji na galę.

Zgoda, ale też wyjaśnię, dlaczego o to pytam. Mianowicie, zauważyłem, że coraz chętniej polscy zawodnicy właśnie chcieliby wejść do „jaskini lwa”. Tezę opieram na podejściu Mariana Ziółkowskiego czy Adriana Bartosińskiego.

To ja akurat od zawsze i lubiłem, i wolałem bić się tam, gdzie są moi kibice. Im więcej może się ich pojawić, tym większa jest moja motywacja do tego, aby jak najlepiej się zaprezentować.

Wśród fanów i w mediach sporo mówi się, że w przypadku drugiego Parnasse vs. Ruchała, że byłaby to inna walka. Głównie za sprawą tego, iż stałeś się o wiele dojrzalszym zawodnikiem. Zgodzisz się z tym?

Na pewno to byłby inny pojedynek! Nasze pierwsze starcie pokazało mi bardzo dużo moich błędów. To dzięki niemu doszło do wielu analiz, które zaowocowały zmianami w przygotowaniach. Naprawdę nie bez przyczyny mówię, że była to jedna z walk, która dała mi najwięcej w karierze.

Profesura Ruchały

Wasze pierwsze starcie po profesorsku rozegrał Salahdine. Byłeś wtedy swego rodzaju uczniem, którego czekała długa podróż, aby dorównać Salahowi. Po twojej walce z Patrykiem można powiedzieć, że teraz to on jest w tej pozycji, co ty w pojedynku z Parnassem. Jesteś pewnym tego, że pokonałeś już wszelkie demony i teraz rewanż z Francuzem będzie walką między dwoma “profesorami MMA”?”

Dokładnie tak. Po walce z Parnassem byłem na dwóch bardzo mocnych obozach w Stanach. Najpierw poleciałem w listopadzie i niedawno. Wykorzystałem też to, że ten drugi obóz był dłuższy, bo pierwotnie miałem walczyć w marcu. Jednak Patryk był kontuzjowany i musieliśmy zaczekać. 

To też wyszło mi na dobre, bo zacząłem robić więcej siłowych treningów, a to przełożyło się na zbudowanie lepszej fizyczności. A wiem, że musiałem ją nadrobić, bo pamiętam, jak czułem, o ile wtedy odstawałem od Parnasse’a.

Przez to, jak się pokazałeś na tle Patryka w Ergo Arenie, mam problem, by mówić o waszej konfrontacji, pojedynku. A to dlatego, że to był pokaz dysproporcji, jakie bywają w grach komputerowych. Zadecydowała o tym forma dnia, przypadek, czy aż tak dokładnie zrealizowane ustalenia z trenerami?

Dziękuję, choć powiem ci, że gdy zjeżdżałem windą na wyjściu, czy wchodziłem do klatki, to po prostu czułem, że to jest mój dzień. Kiedy zobaczyłem Patryka naprzeciwko siebie, to już wiedziałem, że nie ma szans. Tylko żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie odbieram mu umiejętności. Mówię wyłącznie o tym, iż czułem, że nie ma szans, bym wtedy przegrał. Byłem do tego stopnia naładowany energią, ciężkimi przygotowaniami, że miałem wrażenie, jakbym zaraz miał wybuchnąć.

Kiedy rozległ się pierwszy gong, od razu przeszedłem do prowadzenia pojedynku. To też było fajne, bo mogłem w pełni zrealizować swoje założenia. Dotychczasowo game plan na dane walki wcielałem w późniejszych rundach. Tu wbiegłem i od razu wiedziałem, co i kiedy zrobić. Podoba mi się to, bo czasami jest tak, że zaczynasz i za dużo myślisz, zastanawiasz się, a tu wszystko zagrało!

Kluczowe Stany Zjednoczone

Taka zmiana wynika z tego, że strategię opracowałeś tym razem w innym miejscu, niż zazwyczaj np. będąc w USA?

W Stanach akurat typowo „buduję głowę”. Tam staram się robić jak najwięcej rund z najlepszymi na świecie. Im więcej sparingów z nimi, tym lepiej. Dosłownie nie raz wychodziłem „na czworaka” będąc po nich. Tylko też energii dodawało mi to, że wiedziałem, jak wiele mi dają. 

Z kolei kiedy wróciłem do Polski, została mi tylko specjalizacja typowo pod Patryka. W niej jako sparingpartnerzy pomagali mi Błażej Majdan i Michał Hir. To oni mnie dociążali i naśladowali styl Patryka. W Polsce przez miesiąc robiłem specjalizację, a przez wcześniejsze 8 miesięcy wzmacniałem organizm na siłowni i odbywałem jak najwięcej sparingów z najlepszymi na świecie, aby nabrać pewności siebie.

Słuchając ciebie i też patrząc na efekty, jakie dały przygotowania w Stanach, teraz również się tam wybierasz? Może już nawet wszystko jest rozplanowane?

Chciałbym znów niebawem pojechać do Stanów. Jeśli nie uda się teraz, to innym razem, ale na pewno nie odpuszczę. Liczę też, że znów spędzę tam cały miesiąc. Zresztą, będąc w Stanach już wszystko mam poplanowane. Kiedy przyjeżdżam, wiem, gdzie, jak trenować, pod okiem którego trenera, nawet u kogo robić tarcze. Najgorszy był pierwszy raz, kiedy wszystko było nowe, nieznane.

Teraz, kiedy jesteś i po przygotowaniach, i po samym pojedynku możesz nam zdradzić, czy coś wyszło nie do końca tak, jak sobie zaplanowałeś?

Naprawdę wyszło wszystko. W pojedynku również trudno doszukać się jakiegokolwiek błędu, choć trwał bardzo krótko. Pewna zmiana także dużo dała. W sumie od 2-3 starć walczyłem „na cofce”. Logiczne, że Patryk się tego spodziewał. 

Tymczasem Filip Wolański na miesiąc przed konfrontacją wymyślił, abym jednak „siadł na Patryku”, mimo iż pierwotny plan był inny. Miałem pojedynkować się jak wcześniej. Finalnie od razu zacząłem stosować wszystkie swoje sztuczki. Strategia zmieniła się o tyle, że przez 25 minut miałem uderzać ciosami prostymi i kopać front kicki, żeby nie mógł do mnie podejść. Ostatecznie tak się złożyło, że po drugim froncie się walka skończyła.

Co dalej z Ruchałą w KSW?

Na jakim etapie kariery jesteś teraz? Już oswoiłeś się ze swoją pozycją i historią w KSW i chciałbyś spróbować sił gdzieś dalej? A może na razie jeszcze tworzyć historię tutaj?

Wiem, że się powtarzam w praktycznie każdym wywiadzie, ale naprawdę skupiam się jedynie na następnych walkach. Kiedy skończy się kontrakt, wtedy będę się zastanawiał, co dalej. Na razie jestem w KSW i jako tymczasowy mistrz mam co tutaj robić.

Poza tym ciągle cieszę się wszystkim, co mnie spotyka. Wiesz, tak naprawdę właśnie spełniam marzenia. Kiedyś pragnąłem, by w ogóle zawalczyć na KSW, a teraz jestem mistrzem! A też dbają o mnie tak dobrze, że nie zastanawiam się nad niczym innym niż tym, aby toczyć jak najlepsze pojedynki.

Wspomniałeś o końcu kontraktu, więc na koniec dopytam – na jaki czas obowiązują cię jeszcze aktualne zapisy w umowie?

Zostały mi jeszcze 2 walki. Choć też zobaczymy, jak to będzie, bo naprawdę cieszę się z tego, że mam tymczasowy pas ponownie u siebie. Jak mówiłem – w razie potrzeby mogę go też bronić. Zresztą, pasują mi pojedynki mistrzowskie. Jestem takim typem zawodnika, który dobrze wypada kondycyjnie i nie ma problemu z tym, aby bić się przez 5 rund.

Biłem się w Gdańsku, czyli (z mojej perspektywy) na samym końcu Polski, a jednak miałem wsparcie w kibicach. Czułem ich doping, mimo że z Nowego Sącza do Trójmiasta wychodzi kilka ładnych godzin jazdy! Ponadto zauważyłem, że fani przyjechali za mną z różnych stron Polski. Bardzo mnie to cieszy, jak wiele fanów czeka na moje występy.

Rozmawiał Kamil Piłaszewicz

Kategorie:

Przeczytaj więcej

Zobacz więcej ›

Makana Baku nie dostanie szansy w Legii? Transfer o krok!
Z transferu marzeń Klimali jednak nici? Zaskakujący zwrot akcji!
Mecz pod znakiem powrotów zwycięski dla gości! Raków lepszy od beniaminka z Lublina [WIDEO]
Jedna rzecz zgubiła Górnika Zabrze. Urban nie ma wątpliwości
Kibice w Norwegii protestują przeciwko VAR. Kreatywności im nie brakuje
Kevin de Bruyne jednak nie trafi do Arabii? “Nie ma porozumienia”
Ukraiński pomocnik zostaje w Lechii! Nowa umowa już podpisana
Zwycięstwo na otwarcie sezonu. Lech Poznań wygrał z Górnikiem Zabrze [WIDEO]
Mocne słowa nowego trenera Wisły na temat gry rywala. “Świat nam odjeżdża”
Nowy bramkarz zawita do Katowic. GKS stawia na ekstraklasowe doświadczenie