Papszun mówi o pozycji napastnika
Mileta Rajović trafił do Legii Warszawa latem zeszłego roku. Wojskowi wyłożyli rekordowe trzy miliony euro za snajpera Watfordu, wierząc, że „zabetonuje” on pozycję środkowego napastnika dla lata. W rundzie jesiennej Ekstraklasy strzelił on jednak zaledwie trzy gole, emanując kompletnym brakiem pewności siebie i prezentując fatalną skuteczność. Marek Papszun jasno podkreśla, że jego drużyna potrzebuje nowej „dziewiątki”, ale wcale nie dlatego, że przekreślił on Rajovicia czy Colaka. Wręcz przeciwnie, 51-letni trener w nich wierzy i im ufa.
— Tak, to się musi stać, chcemy mieć możliwość zmiany systemu na taki z dwójką napastników, a więc nie możemy mieć tylko dwóch napastników w kadrze. I dlatego potrzebny nam napastnik, a nie dlatego, że obecni się nie nadają. Jak w nich wierzę, ale potrzeba jest cierpliwości. Moim zdaniem do Polski praktycznie nie da się sprowadzić napastnika, który od pierwszego dnia będzie gwarantował dwadzieścia bramek w sezonie – mówił Marek Papszun w rozmowie z Legia.net.
— Jeżeli już taki piłkarz się pojawia, to wymaga odpowiedniego prowadzenia, rozwoju i wsparcia całego zespołu. Przykładowo Rajović może dojść do tego poziomu, może zdobyć dwadzieścia bramek, ale to jest proces. Napastnik nie funkcjonuje w próżni. Żeby strzelać gole, musi mieć zespół, który gra dobrze, generuje sytuacje i pracuje na jego sukces – kontynuował 51-letni szkoleniowiec.
Aktualnie nie wiadomo, kto będzie tym napastnikiem, który zasili szeregi Legii Warszawa. Stołeczny klub był łączony z wieloma zawodnikami, ale za każdym razem czegoś brakowało do osiągnięcia porozumienia. Póki co Michał Żewłakow i Fredi Bobić w tym oknie sfinalizowali tylko transfer Otto Hindricha, 23-letniego rumuńskiego bramkarza.










