HomePiłka nożnaTransfery, finanse, sprawa z Maccabi. Prezes Widzewa Łódź o kulisach [WYWIAD]

Transfery, finanse, sprawa z Maccabi. Prezes Widzewa Łódź o kulisach [WYWIAD]

Źródło: Własne

Aktualizacja:

Jaką ocenę wystawiłby sobie za rok na stanowisku? Co ma w sobie Daniel Myśliwiec, czego nie mają inni trenerzy? Co się zmieniło w sposobie skautingu? Jaka jest sytuacja finansowa klubu? Co z ośrodkiem w Bukowcu? Czy wierzą w Sebastiana Kerka? O tym w długiej rozmowie prezes Widzewa Michał Rydz.

Michał Rydz

Michał Rydz. Fot. Alamy

MATEUSZ JANIAK: W maju minął rok twojej prezesury w Widzewie. Zazwyczaj robią to za ciebie inni, ale teraz chcę cię prosić, byś sam siebie ocenił. Jaką notę wystawiłbyś sam sobie?

MICHAŁ RYDZ, PREZES WIDZEWA ŁÓDŹ: Zależy, w jakiej skali. W dziesięciostopniowej intuicyjnie powiedziałbym siedem, a pewnie intuicja podpowiada najbardziej szczerą odpowiedź. Z jednej strony, jeśli chodzi o klub, rozwinęliśmy się w takim zakresie, w jakim planowaliśmy. Osiągnęliśmy wyznaczone cele. Ale w kilku aspektach – sportowym czy organizacyjnym – mam niedosyt.

Zacznijmy od pozytywów – z czego jesteś najbardziej dumny?

Dwie rzeczy. Pierwsza to oczywiście realizacja celu sportowego. To, że ten sezon był pod tym względem spokojny – w porównaniu rok do roku zajęliśmy wyższe miejsce, wygraliśmy więcej meczów i zdobyliśmy więcej punktów. Ale najbardziej dumny sportowo jestem z tego, że udało się dać kibicom Widzewa pozytywne emocje, których nie mieli okazji doświadczyć od lat. Chodzi mi o pokonanie Legii Warszawa, Lecha Poznań, Górnika Zabrze i dwukrotnie wygrane derby z ŁKS-em.

Druga rzecz?

Że udało się zachować kierunek, w którym podążamy od pewnego czasu. Mam na myśli to, że jesteśmy klubem otwartym i nasza społeczność jest bardzo ważna. Nie chciałem na siłę pokazywać, że teraz to ja jestem szefem i będę wprowadzał zmiany tylko dla zmian. Wiele projektów kontynuowaliśmy. Chcieliśmy zachować stabilność rozwoju i to się udało. Postawiliśmy na kontynuację z dodatkami – o tak bym to podsumował.

Skoro o zmianach – czy żałujecie, że szybciej nie zmieniliście trenera i Janusza Niedźwiedzia prędzej nie zastąpiliście Danielem Myśliwcem, z którym graliście i punktowaliście dużo lepiej?

Z perspektywy czasu łatwo teraz oceniać, czy za szybko, czy za późno. Wtedy uważaliśmy, że to pierwszy moment, w którym uczciwie czujemy, że możemy podjąć tę decyzję. Doskonale pamiętam nasze rozmowy w klubie na ten temat.

Wiosna 2023 już była słabiutka w wykonaniu Widzewa.

W klubie trzymamy się założenia, że robimy wszystko, by trenerowi i zawodnikom się udało. Żeby wygrywali. Dlatego nie zdecydowaliśmy się na zmianę po sezonie 2022/23. Przeanalizowaliśmy, co się udało i co nie wyszło, po czym daliśmy czas sztabowi na wprowadzenie korekt. Na początku września nastąpił pierwszy moment, kiedy uznaliśmy, że jednak zmiana na stanowisku szkoleniowca jest potrzebna zespołowi.

Pożegnanie Niedźwiedzia to dla ciebie najtrudniejszy moment w trakcie pierwszego roku pracy jako prezes Widzewa?

Tak. Raz, że trzeba było zwolnić człowieka. Człowieka, który dał nam awans i utrzymanie w Ekstraklasie. Dwa, że wybór Daniela nie był przyjęty jako oczywisty dla wszystkich, bo nie był kimś z doświadczeniem na tym poziomie.

Z tego, co wiem, wy jako zarząd byliście bardzo przekonani, co do kompetencji Myśliwca.

Bo wiedzieliśmy, jakiego trenera szukaliśmy. Daniel na starcie przekonał nas merytoryką i kompetencjami, a później tylko utwierdzaliśmy się, że mieliśmy rację. Tak jak Janusz podniósł standardy pracy na poziomie pierwszej ligi, tak Daniel stara się wznieść je jeszcze wyżej. Właśnie dlatego rozbudowaliśmy sztab szkoleniowy, wprowadziliśmy pewne zmiany organizacyjne.

Mógłbyś podać przykład zmian z inicjatywy Myśliwca?

Daniel bez problemu odnalazłby się w dużej korporacji i to pierwszy taki trener, którego spotkałem. Rozumie potrzebę analizy, wyznaczania KPI, czyli tzw. kluczowych wskaźników efektywności, jasnego wyrażania celów. Buduje zakresy odpowiedzialności wszystkich członków sztabu, zarządził bardzo jasny podział dnia – czy to treningowego, czy meczowego. Wprowadził raportowanie, wszystko jest ewidencjonowane i każdy, kto powinien, ma dostęp do tych danych. Ściśle współpracuje z działem skautingu, któremu dostarcza mnóstwo „insightów”, jeśli chodzi o model gry.

Szczególarz.

Podam przykład procedur, które wypracowują wspólnie ze sztabem – dojazd na mecz. Konkretnie określają, ile maksymalnie powinna trwać podróż na miejsce, bo regeneracja, rozgrzewka, itd. Dużo detali, które z mojej perspektywy składają się na człowieka świetnie zorganizowanego i nastawionego na realizację zadania. Tworzy bardzo, bardzo wymagające środowisko.

Stąd pojawiające się w mediach informacje o konfliktach? 

Być może stąd takie informacje, bo Daniel jest bardzo wymagający dla siebie, współpracowników, zawodników i nas, zarządu. Pewnie w niektórych klubach to mogłoby być zarzewiem konfliktów, ale w Widzewie zgodziliśmy się na stworzenie i funkcjonowanie tak konkurencyjnego, wymagającego środowiska, bo to nas napędza, pcha do przodu. A to najważniejsze z perspektywy klubu.

Myśliwiec jest wymagający również, jeśli chodzi o konstrukcję kadry?

Ale nie w takim sensie, że przychodzi do nas i mówi, że chce tego, tego i tego zawodnika, bo jak nie, to koniec. Daniel maksymalnie chce wykorzystać potencjał, który ma i stąd takie pomysły, jak lewonożny obrońca Fabio Nunes na prawym skrzydle czy skrzydłowy Bartłomiej Pawłowski w środku pomocy. Oczywiście, trwa okno transferowe i szukamy piłkarzy w porozumieniu z trenerem. Przy czym faktycznie, trochę inaczej niż  do tej pory.

Co to znaczy?

Bardzo mocno zwracamy uwagę na profile zawodników. Niekoniecznie patrzymy, na jakich pozycjach występują, a jakie mają cechy wiodące i czy te cechy są potrzebne drużynie, biorąc pod uwagę nasz model gry. Stąd może nasze ruchy nie będą oczywiste, ale staramy się, by były jak najbardziej dopasowane do tożsamości, jakiej pożądamy.

Czego szukacie?

Na pewno szukaliśmy skrzydłowego – i dlatego dołączył do nas Jakub Łukowski – i środkowy obrońca – w związku z tym Kreshnik Hajrizi.

Wróćmy do początku naszej rozmowy i podsumowania pierwszego roku na stanowisku. Z czego jesteś najbardziej niezadowolony?

Infrastruktura. Nie ma się co oszukiwać, to nasz duży problem. Mamy poczucie, że musimy ją zdecydowanie poprawić i to nasz priorytet. Pierwszy zespół ćwiczy na jednym boisku hybrydowym. Jedno sztuczne zostało wymienione, to samo stanie się z drugim i to troszeczkę poprawi warunki pracy, ale to ciągle nie to, do czego dążymy i czego byśmy chcieli. Krótko – to za mało.

Ośrodek w Bukowcu?

Ta kwestia się przedłużyła w związku z przyznaniem tylko jednej dotacji.

Ta druga miała opiewać na kwotę 13 milionów złotych. Dużo brakuje.

Ale mamy pomysł, jak mimo wszystko zrealizować ten ośrodek. Chcielibyśmy inaczej podzielić etapy tej inwestycji. Na bazie przyznanej dotacji – 10 milionów złotych – chcemy podpisać umowę z Ministerstwem Sportu i Turystyki i zacząć pracę. Wkład własny do tego projektu zadeklarował większościowy akcjonariusz – Tomasz Stamirowski. W tych widełkach się obracamy.

Co chcielibyście zmienić?

Docelowo – w ramach planu wieloletniego – ma powstać wszystko zgodnie z pierwotnymi planami, ale chcielibyśmy zmienić kształt pierwszego etapu. Pierwotnie miały powstać dwa naturalne boiska, z czego jedno podgrzewane, budynek z zapleczem dla pierwszego zespołu, drużyny rezerw i całej akademii oraz trybuna na 999 miejsc. W nowej wersji – chcemy wprowadzić pewne modyfikacje nie w samej skali, ale zakresie poszczególnych punktów.

Co teraz?

Pracujemy nad umową z ministerstwem. Mamy czas do połowy lipca, żeby ją zamknąć. To standardowa sytuacja. Dotacja została już przyznana, więc jeśli chcemy zmienić zakres realizacji, wymaga to zmian w umowie. Muszą zostać tam zawarte wszystkie proponowane zmiany, które mają uzasadnienie merytoryczne. Dla mnie kluczowe było utrzymanie komfortu ośrodka i to nam się uda, w czym w dużej mierze pomoże boisko przy stadionie. Konkretne propozycje zmian zostały wysłane w ubiegły piątek do ministerstwa.

Dlaczego nie dostaliście tej drugiej dotacji?

Nie mamy oficjalne informacji dlaczego. Skierowaliśmy prośby o wyjaśnienie tej decyzji, ale pozostały bez odpowiedzi.

Kiedy realnie powstanie ośrodek w Bukowcu?

Nie chcę jeszcze niczego deklarować. Po akceptacji zmian przez ministerstwo i podpisaniu umowy nastąpi etap ofertowy w formule „zaprojektuj i wybuduj” i dopiero wtedy będziemy mogli zaktualizować harmonogram. Natomiast wiemy, jak wygląda realizacja trwającej już inwestycji w Łodzi. Drugie sztuczne boisko ma być gotowe do połowy sierpnia, a naturalne podgrzewane – połowa przyszłego roku to termin graniczny, ale mamy nadzieję, że uda się szybciej je wybudować.

Po oddaniu boiska przy stadionie będziemy w stanie zabezpieczyć potrzeby pierwszej drużyny na miejscu w Łodzi, ale wciąż pozostanie kwestia akademii, dlatego bardzo zależy nam na ośrodku w Bukowcu. Musimy stworzyć odpowiednie warunki pracy trenerom młodzieży, bo na razie są dalekie od ideału. Brakuje pokojów do regeneracji, odpraw, fizjoterapii.

Skoro rozmawiamy o infrastrukturze, musi paść pytanie o kluby z Izraela, które miały grać w Łodzi.

Cieszę się, że władze miasta finalnie po analizie wszystkich ryzyk z tym związanych doszły do takich wniosków, że jednak nikt nie będzie grał, ani na Widzewie, ani ŁKS-ie. Miejska Arena Kultury i Sportu jest operatorem naszego stadionu, wynajmuje go komercyjnie i nie mamy wpływu na to, kto będzie z niego korzystał, ale cieszymy się, że argumenty przedstawione przez oba kluby zostały uwzględnione i wycofano się z tego pomysłu.

Mieliście ciekawą niedzielę w Łodzi, bo ani w Widzewie, ani w ŁKS-ie nikt nie wiedział, że drużyny z Izraela mają grać na waszych obiektach. A władze Maccabi Hajfa już nawet to ogłosiły oficjalnie.

Dowiedziałem się o tym z portalu X, dawnego Twittera. Byłem w Hamburgu na meczu reprezentacji Polski, przeczytałem te informacje i momentalnie zdzwoniliśmy się z Tomaszem Salskim z ŁKS-u, żeby dojść, o co w ogóle chodzi w tej sytuacji. Co więcej, takie pytania padły z dwóch stron, nikt z nas nie miał pojęcia o tej inicjatywie. Stąd nasze oświadczenia, że wszystkie pytania należało kierować do MAKiS-u. Jeszcze raz – ostatecznie na szczęście do tego nie dojdzie.

Wróćmy do tego, z czego możesz być zadowolony – sytuacja finansowa Widzewa. Jako jeden z pięciu klubów w Ekstraklasie dostaliście licencję na nowy sezon bez nadzoru finansowego.

Z tego również jestem bardzo dumny, bo sytuacja finansowa jest nie tyle stabilna, co po prostu dobra, czego najlepszym potwierdzeniem właśnie brak nadzoru – czy to finansowego, czy infrastrukturalnego.

Podobno na koniec sezonu wyszliście wręcz bardzo na plus, bo nie uwzględnialiście premii za wynik w Ekstraklasie – to prawda?

Tak, nie budżetujemy transzy za rezultat sportowy. Jej część jest warunkowana pozycją w tabeli, ale jakiekolwiek miejsce zajmie zespół, na koniec wyjdziemy na plus. Trzymamy się takiej logiki w planowaniu budżetu ze względów bezpieczeństwa. Nie chcemy budżetować środków, których po prostu możemy nie dostać. Pilnujemy tego, żeby budżet był racjonalny.

To znaczy nie będzie tak, że założycie w budżecie kasę za określone miejsce i potem w przypadku nie osiągnięcia celu, będzie problem, jak choćby w Szczecinie, gdzie prezes Pogoni Jarosław Mroczek w pewnym momencie zakładał zdobycie Pucharu Polski i w związku z tym zarobienie kilku milionów złotych.

Nie, nie. Nie budżetujemy środków za wynik sportowy, jako że składa się na niego zbyt wiele czynników, a trzymamy się zasady, że nie wydajemy pieniędzy, których nie mamy. Główne pozycje w budżecie to przychody komercyjne – drabinkę sponsorką mamy wypełnioną – i dzień meczowy.

Co więcej, zyski, które generujemy poprzez boisko, przesuwamy na pierwszy zespół, co widać w ostatnich miesiącach, bo przedłużyliśmy kontrakty ze wszystkimi ważnymi piłkarzami, kolejni będą dołączać i wzmacniamy sztab szkoleniowy.

Czyli im wyższe miejsce zajmie Widzew, tym więcej pieniędzy trafi do pierwszego zespołu?

Tak, ale nie tylko tam. Chcemy budować model działania, w którym wszyscy wiedzą, że granie o coś więcej jest po prostu korzystne. Z tego powodu teraz pierwszy raz również pracownicy biurowi dostaną premie za wynik sportowy.

Skoro o pieniądzach mowa – na starcie przygotowań do sezonu dwóch najlepiej opłacanych piłkarzy ma problemy zdrowotne. Bartłomiej Pawłowski będzie pauzował dłużej, Sebastian Kerk po w sumie straconym sezonie dopiero wraca. To duży problem dla Widzewa? I czy Sebastian dostanie kolejną szansę?

Zacznijmy od Sebastiana – ma ważny kontrakt i chcemy, żeby walczył o miejsce w składzie. Trenuje indywidualnie, na początku obozu ma już ćwiczyć z drużyną. Powiem szczerze – po kilku pierwszych treningach Sebastiana po transferze było widać, że to jest naprawdę piłkarz. Z miejsca dało się zauważyć, że ma umiejętności. Niestety, sytuacja zdrowotna nie pozwoliła mu tego pokazać w większym wymiarze w lidze. Mam nadzieję, że to się zmieni.

To prawda, że doszło do zmiany, jeśli chodzi o opiekę medyczną Sebastiana? Początkowo bardzo naciskał na współpracę z własnymi specjalistami w Niemczech, ale to efektów nie dawało, nie został wyleczony i ostatecznie teraz to po stronie Widzewa leży doprowadzenie go do sprawności.

Sebastian jest z nami w Łodzi, pod opieką naszych fizjoterapeutów. Też zmieniliśmy dużo pod względem procedur medycznych i zmieniamy dalej. Inwestujemy w ten obszar – od przyszłego sezonu powołamy dział motoryczno-medyczny. Zmieniliśmy firmę, która się nami opiekuje pod kątem diagnostyki i badań. Zacieśniamy współpracę z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi pod kątem oceny potencjału zawodników. Działamy, w ostatnim roku mieliśmy sporo kontuzji, to była nasza bolączka.

Zapytam wprost – czy w ogóle Kerkowi chce się dojść do zdrowia i wrócić na boisko?

Oczywiście, chociażby został w Łodzi na święta Bożego Narodzenia, by pracować nad odzyskaniem sprawności. To o czymś świadczy. Wysyła sygnały, że chce. To nie tak, że przyjechał sobie na emeryturę. Oczywiście, łatwo zbudować narrację, że przyjechał „odcinać kupony” – z powodu urazu zagrał ledwo ponad 200 minut, ale to nieprawda. Przeprowadził się z całą rodziną, z małymi dziećmi. Nie „ciągniesz” najbliższych do nowego kraju tylko po to, żeby chwilę posiedzieć, pozarabiać i wrócić. Tym bardziej że porównywalne pieniądze mógłby dostać w innych zespołach. Wierzę, że w tym sezonie bardzo nam pomoże.

Jakub Łukowski to odpowiedź na kontuzję Pawłowskiego?

Nie. Chcieliśmy mieć zawodnika, który w poprzednich latach był wiodącym w swoim zespole i dawał konkrety. Może grać jak Bartek – na pozycji numer 10, ale na ten moment plan na Kubę jest taki, by rywalizował z Fabio Nunesem o miejsce na skrzydle. Oczywiście, mamy świadomość, że trzeba pomóc mu w odbudowie, bo ostatni sezon miał słaby ze względu na kontuzję.

W takim razie będzie szukać kogoś pokroju Pawłowskiego?

Bartek jest tylko jeden. A również na poważnie – na pewno dużo warunkuje dyspozycja Sebastiana, ale jesteśmy przygotowani na ruchy transferowe. Będziemy reagować. Weryfikujemy różne kierunki.

Przy okazji transferów – dyrektor sportowy Tomasz Wichniarek. Przedłużył kontrakt, tymczasem mówiło się o zainteresowaniu z waszej strony Łukaszem Masłowskim z Jagiellonii.

Uśmiecham się, bo już mówiłem Łukaszowi, z którym się dobrze znamy, że musimy siedzieć przynajmniej dwa krzesełka od siebie, żeby nikt nie interpretował tego jako negocjacji. Co do Tomka – ciekawostka w tej sprawie jest taka, że kiedy pojawiła się informacja o rzekomym zainteresowaniu z naszej strony Łukaszem, Tomek już miał przedłużony kontrakt. Komunikacja to jedno, a formalności drugie i one już w tamtej chwili były dopełnione. Po prostu jeszcze nie ogłaszaliśmy tego. Dlatego tamtego dnia poszedłem do Tomka i powiedziałem, że okej, podpisaliśmy, ale jak widzi w mediach, już zwalniamy. Obróciliśmy to w żart. Tomek cieszy się naszym zaufaniem. Pracujemy.

Pracujecie nad doskokiem do ligowego TOP 5. W rozmowie z Grzegorzem Rudynkiem z „Przeglądu Sportowego” powiedziałeś, że po rundzie wiosennej macie swoje wnioski w kontekście tego, co się działo w drugiej fazie sezonu. Jakie?

Pierwsze – to, co wdrożyliśmy zimą, zadziałało. Wykorzystanie boisk, długość obozu, dwa mikrozgrupowania, które okazały się bardzo pomocne. Takie wnioski organizacyjno-infrastrukturalne. Dwa – inwestycja w ludzi. Bez względu na wynik, chcemy kroczyć ścieżką merytoryczną. Trzy – mocna indywidualizacja treningu. Cztery – sprawy medyczne, o którym już rozmawialiśmy. Pięć – oczywiście kwestie personalne, stąd ruchy transferowe, które były i będą. Poza tym sporo mniejszych spraw, np. chcę być w kontakcie z drużyną, żeby wiedzieć, czego potrzeba. Jestem na łączach z Bartkiem Pawłowskim i radą drużyny i na bieżąco staramy się zapewniać zawodnikom to, czego potrzebują, choćby tą prozaiczną zmywarkę w szatni, którą wstawiliśmy. Detale, których dopieszczenie daje poczucie, że idzie się w odpowiednią stronę.

Staracie się rozwijać na różnych polach.

Na różnych. W minionych rozgrywkach powołaliśmy dział organizacji sportu, żeby nie tylko kierownik wspierał zawodników i sztab w funkcjonowaniu. Nazywamy to serwisem – dla pierwszej drużyny. Rozbudowujemy również pion sportowy, stąd nowy dyrektor akademii Piotr Urban, który m.in. odpowiada za ocenę młodych, wytyczenie ścieżek rozwoju, wprowadzanie do pierwszej drużyny…

…to ostatnie raczej nie funkcjonowało dobrze w ostatnich latach w Widzewie.

Nie, dlatego cieszę się, że wiosną Daniel dał szansę Pawłowi Kwiatkowskiemu i Kamilowi Cybulskiemu. Pokazał, że nie boi się stawiać na młodych. To był wyraźny sygnał dla chłopaków z akademii – pracujcie, to się dzieje, to nie tylko prezentacja multimedialna, tylko rzeczywistość.

Poza tym Piotrek Urban ma uspójniać szkolenie i stąd np. ostatnio odbyły się warsztaty dla trenerów z akademii, które prowadził Daniel.

Po co?

Po to, żeby szkoleniowcy nawet najmłodszych roczników lepiej rozumieli idee i tożsamość pierwszego zespołu. Jak chce grać Widzew i jaki ma być. Taka integracja nie zawsze funkcjonowała dobrze i to też chcemy poprawić.

Wiceprezes Maciej Szymański budował akademię, po czym chciał zatrudnić Urbana i tym samym podzielił się z nim władzą. To nietypowe.

To może nie była wygodna decyzja, ale na pewno odważna, bo chcemy mieć w klubie najlepszych. Uważam, że Maciek, jeśli chodzi o szkolenie i budowanie struktur jest w krajowym topie, natomiast powiedział, że okej, weźmy kolejnego człowieka z topu. Dzięki niemu pójdziemy jeszcze do przodu.

Ale to tylko jeden przykład. Na wszystkich szczeblach staramy się zbierać jak najlepszych ludzi. To nasz cel.

Ale na razie akademia to nie jest powód do dumy. Duże minusy – rezerwy bez awansu do trzeciej ligi, CLJ U-19 spadek. Plusy – awans U-17 do CLJ oraz utrzymanie ekipy U-15.

Trzeba pamiętać, że tak realnie patrząc, akademia Widzewa ma sześć lat. Krótko. W drugim zespole wprowadzimy zmiany, już jesteśmy po podsumowaniu i wierzymy, że ta trzecia liga stanie się faktem za rok. Dla drużyny U-19 to było pierwsze zderzenie z ogólnopolskim poziomem i okazało się bolesne. To lekcja i chcemy tam wrócić mądrzejsi.

Ale też nie jest tak, że są same wady. Paweł Kwiatkowski, który zagrał z Pogonią Szczecin, występował przede wszystkim w U-19, praktycznie w ogóle nie grał w rezerwach. Z juniorów przeskoczył do Ekstraklasy i dał radę. Inni występowali w czwartej lidze w drugim zespole i to – niestety – jeszcze odbijało się na wynikach w CLJ.

Ponadto jest jeszcze jeden ważny element. Nie chcę, żeby to zostało odebrane jako tłumaczenie, ale uważam, że należy o tym mówić – poprzedni był i przyszły sezon będzie bardzo trudny infrastrukturalnie. Remonty boisk wiążą się z koniecznością zmiany godzin treningowych dla grup młodzieżowych, co kończy się jeżdżeniem po całym mieście, żeby poćwiczyć, co odbija się na jakości szkolenia. Docelowo tak nie może być.

Mówisz o rozwoju, rok do roku sportowo notujecie progres. W wywiadzie z „Przeglądem Sportowym” mówiłeś o zbliżeniu się do TOP 5. Nie mistrzostwie czy podium, tylko właśnie zbliżeniu do czołowej piątki. Według mnie – to słuszne podejście. Rozwój wymaga czasu. Krok po kroku. Jagiellonia czy Śląsk w tym sezonie to odstępstwo od normy, nie trend.

W Widzewie – i pewnie częściowo też dlatego jestem jego prezesem – obraliśmy ścieżkę, która ma nam dać miejsce w czołówce na stałe, żebyśmy powtarzalnie bili się o trofea i je zdobywali, a nie raz na kilka lat. Dlatego postawiliśmy na zrównoważony rozwój…

…a nie skokowy.

Dokładnie. Z tego powodu pilnujemy budżetu, mówimy o rozwoju akademii, infrastruktury, struktury organizacyjnej. To już daje efekty. Kreshnik Hajrizi – nasz nowy środkowy obrońca – wybrał Widzew, chociaż miał oferty z 2. Bundesligi. Jeszcze kilka lat temu to byłoby nie do pomyślenia. A to początek – wierzymy w to i pracujemy, żeby tak było.

Nie daliście się zwieść przykładowi Jagiellonii – że pokazali, że przecież można! W Białymstoku świetnie wykorzystano gorszy rok bogatych, ale to nie jest trend. Od 2013 roku mieliśmy 12 mistrzów Polski i z tego dwóch nie zaliczało się do finansowego topu – Jaga i Piast Gliwice.

Niestety, ale istnieje silna korelacja między budżetami a wynikami. Piłka nożna to piękna dyscyplina ze względu na takie historie jak Jagiellonii, jednak w długiej perspektywie w czołówce są ci, którzy najwięcej płacą. Dlatego musimy sukcesywnie zwiększać możliwości budżetowe i przesuwać się na drabince w górę. W ten sposób na stałe dobijemy do okolic podium. To, co zrobili Wojtek Pertkiewicz, Łukasz Masłowski i inni w Białymstoku, traktowałbym jako inspirację, ale nie może to być argument, że teraz każdy tak może z miejsca, już, dzisiaj i ruszamy na hurra.

Lepiej iść pięć kroków do czołówki i tam zostać, niż dojść w drugim, ale w trzecim się wyłożyć.

Dlatego już w styczniu mówiłem, że naszym celem jest zagoszczenie w ciągu trzech lat w TOP 5 na stałe. Lech Poznań, Legia Warszawa i Raków Częstochowa są finansowo zdecydowanie najmocniejsi w Ekstraklasie. Zobaczymy, jak się w kolejnym sezonie pokaże Pogoń Szczecin. My chcemy być tym kolejnym klubem w hierarchii. To najbliższy cel sportowy na kolejne lata.

Kategorie:

Przeczytaj więcej

Zobacz więcej ›

Mecz pod znakiem powrotów zwycięski dla gości! Raków lepszy od beniaminka z Lublina [WIDEO]
Jedna rzecz zgubiła Górnika Zabrze. Urban nie ma wątpliwości
Kibice w Norwegii protestują przeciwko VAR. Kreatywności im nie brakuje
Kevin de Bruyne jednak nie trafi do Arabii? “Nie ma porozumienia”
Ukraiński pomocnik zostaje w Lechii! Nowa umowa już podpisana
Zwycięstwo na otwarcie sezonu. Lech Poznań wygrał z Górnikiem Zabrze [WIDEO]
Mocne słowa nowego trenera Wisły na temat gry rywala. “Świat nam odjeżdża”
Nowy bramkarz zawita do Katowic. GKS stawia na ekstraklasowe doświadczenie
Tomasz Rząsa rozwiewa wątpliwości. Dwie gwiazdy odejdą z Lecha!
Jak zapowiedzieli, tak zrobili. Wymowne zachowanie i transparent kibiców Lecha