Do sytuacji doszło w doliczonym czasie gry, gry piłkarze walczyli o piłkę. Piłkarz Liverpoolu upadł przy linii bocznej, trzymając się za kolano. Martinelli go popchnął, chcąc, by mecz jak najszybciej został wznowiony. Potem doszło do przepychanki.
Bradley jednak nie udawał, a ucierpiał i to porządnie. Po spotkaniu widziano go, jak opuszcza obiekt o kulach. To wstrząsnęło Martinellim, którym szybko zrozumiał, jak źle się zachował. Zadeklarował, że zadzwonił do Bradleya i go przeprosił. „Nie zdawałem sobie sprawy z jego urazu, jest mi bardzo przykro, życzę mu wszystkiego najlepszego” – napisał skrzydłowy Kanonierów.
Co ciekawe, trener Liverpoolu, Arne Slot, powiedział, że rozumie zachowanie Martinellego. Zwrócił uwagę na to, że w piłce nożnej symulowanie jest prawdziwą plagą i że jest w stanie wczuć się w Kanoniera, który był w ferworze walki.
Arsenal utrzymał pozycję lidera Premier League – ma sześć punktów przewagi nad drugim Manchesterem City. Liverpool jest czwarty.











