Napoli przegrało z Chelsea 2:3 i zakończyło fazę ligową na zawstydzającym 30. miejscu. Po ośmiu kolejkach miało na koncie raptem osiem punktów i koszmarny bilans bramkowy (9:15). Wyżej w tabeli skończyły m.in.: Royale Union SG, Pafos, Bodo/Glimt, Karabach Agdam czy Club Brugge.
Napoli to jedyny włoski zespół, który już się pożegnał z LM – Atalanta, Juventus i Inter grają dalej. Ostatnim obrońcą scudetto, który nie dostał się do fazy pucharowej był Juventus w sezonie 2013/14. Tamten Juventus i obecne Napoli łączy postać trenera – Antonio Conte.
Conte – trener o dwóch twarzach
W rozgrywkach krajowych odnosi spektakularne sukcesy, w europejskich pucharach stale rozczarowuje, lub wręcz, tak jak dziś, się po prostu kompromituje. Gdy jego drużyny rywalizują w lidze, to się nimi zachwycamy. Przecież nikt tak jak Conte nie wskrzesza rozbitych zespołów. Renomę zaczął zdobywać już 15 lat temu, gdy objął Juventus, dwa razy z rzędu zajął siódme miejsce w lidze. Po trzech latach w Turynie drużyna Conte miała na koncie trzy mistrzostwa Włoch. Z Chelsea też potrafił wygrać mistrzostwo kraju, choć wcześniejsze rozgrywki The Blues skończyli na 10. miejscu.
Z Interem wygrał Serie A i było to pierwsze od jedenastu lat mistrzostwo w niebiesko-czarnej części Mediolanu. Na plus trzeba ocenić także pracę Conte z reprezentacją Włoch, z którą – pomimo najsłabszego składu w XXI wieku – był o krok od półfinału z Euro. Progres wykonał też Tottenham, który przejmował jako siódmą siłę Premier League, a doczłapał do TOP 4. Ostatnio odmienił Napoli. Zespół ze Stadionu Maradony zdobył mistrzostwo Włoch latem 2025 roku, choć 12 miesięcy wcześniej był 10. w tabeli.
Łączny bilans Conte w Premier League i Serie A jest fenomenalny. Tym bardziej biorąc pod uwagę konkurencję, jaką miał w Anglii, gdzie ogrywał Pepa Guardiolę, Juergena Kloppa czy Jose Mourinho.

(transfermarkt)
Czar pryska, gdy trzeba się pokazać na salonach. Różnica jest diametralna. Conte jako trener tylko raz dotarł do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, gdy w sezonie 2012/13 Bayern zdemolował Juventus. Od tamtej pory cztery razy zatrzymał się na fazie grupowej, a dwa razy odpadł już w 1/8 finału. Jego najwyższa średnia punktowa na mecz (PNM – na grafice) w ostatniej dekadzie wynosi zaledwie 1,5 pkt.

(transfermarkt)
Wpadek i upokorzeń było wiele, ale warto przypomnieć jego pierwsze niepowodzenia. Gdy opuszczał Juventus, mierzył się z mocną krytyką za postawę w Europie.
– Gdy mam w kieszeni 10 euro, to nie stać mnie, by jeść w restauracji, gdzie danie kosztuje sto euro – tłumaczył niepowodzenia Conte. Włoch próbował wszystkim wmówić, że nie może rywalizować w LM bez odpowiednich transferów. Conte uwielbia narzekać, a zwłaszcza na brak transferów. Problem w tym, że jego następca w Turynie, czyli Massimiliano Allegri z kadrą o podobnej jakości awansował do finału LM w 2015 r., a potem powtórzył to w 2017 r.
Tym razem Conte tłumaczył się plagą kontuzji w Napoli. W tym sezonie LM jego gwiazdy głównie leczyły kontuzje. Kevin De Bruyne rozegrał w LM 191 minut na 720 możliwych, Romelu Lukaku zaledwie osiem. Wiele meczów stracił też Frank Anguissa (341 minut). A przeciwko Chelsea zabrakło Davida Neresa oraz Amira Rrahmaniego, obok Scotta McTominaya, najważniejszych piłkarzy Napoli. Ale nawet liczne kontuzje nie usprawiedliwiają takiej wpadki.
Co sprawa, że drużyny Conte tak rozczarowują?
Dlaczego Conte w LM zwyciężył tylko w 17 z 50 spotkań? Trudno to właściwie wytłumaczyć. Część kibiców zwraca uwagę na taktykę Conte, który preferuje ustawienie z trzema stoperami i wahadłowymi. Patrząc na ostatnich triumfatorów Ligi Mistrzów, żaden z nich nie korzystał z tej formacji. Ani PSG Luisa Enrqiue (1-4-3-3), ani Real Madryt Carletto (najczęściej 1-4-3-3 i 1-4-3-1-2). W przypadku Manchesteru City Pepa tym bardziej trudno w ogóle przywiązać się do tego co na papierze. Przeciwnicy argumentu o nieodpowiedniej taktyce zwrócą uwagę, że akurat w ostatnim czasie Conte starał się być nieco elastyczny, o czym świadczą eksperymenty gry z czwórką obrońców.

(transfermarkt)
Jeszcze inni zwracają uwagę, że Conte to fan morderczych treningów i wymagającej fizycznie taktyki, gdzie każdy musi zasuwać po boisku, a napastnicy są pierwszym obrońcami. I że trudno taki futbol uprawiać co trzy dni, więc piłkarzom ma w Europie po prostu brakować paliwa w baku. Nawet Rasmus Hojlund po meczu z Chelsea stwierdził, że nie mieli już sił biegać po 60 minucie.
Oba powyższe argumenty mogą jednak nie być wystarczające, a klątwa Conte pozostaje zagadką. A co ma do powiedzenia sam włoski trener?
– Nie używajmy słowa „katastrofa”, bo mówimy tylko o sporcie. Poza tym w ostatnim czasie zdobyliśmy mistrzostwo i Puchar Włoch, więc znam gorsze katastrofy. Jesteśmy dumni, że pomimo urazów w ponad połowie zespołu, graliśmy nawet lepiej niż Chelsea, który przecież wygrała ostatnio klubowy mundial. Zasłużyliśmy na awans do kolejnej rundy – stwierdził Conte po tuż po meczu.
– Trudno zrozumieć, kto tworzy kalendarz i daje nam trzy mecze w ciągu siedmiu dni. Chciałbym wiedzieć, kto jest geniuszem, który tworzy terminarz – dodał po chwili.
Tak jak Carlo Ancelotti uchodzi za trenera, który ma patent na wygrywanie w LM, tak Conte zaczął się kojarzyć ze szkoleniowcem, który w Europie ciągle się potyka. Być może jednak Conte w środku nie czuje wcale frustracji. W końcu wreszcie będzie mógł się skupić na tym, co kocha najbardziej, czyli na… rozgrywkach ligowych.











