HomePiłka nożnaJens Gustafsson: To klucz do sukcesu Pogoni. Jesteśmy na dobrej drodze, by stworzyć coś wyjątkowego [WYWIAD]

Jens Gustafsson: To klucz do sukcesu Pogoni. Jesteśmy na dobrej drodze, by stworzyć coś wyjątkowego [WYWIAD]

Źródło: Własne

Aktualizacja:

Jens Gustafsson wie, czego potrzebuje Pogoń Szczecin, by mogła osiągać duże sukcesy. – Tutaj każdy gra dla każdego, to jest kluczowe. Znajdujemy się na dobrej drodze, by stworzyć coś wyjątkowego – mówi trener Portowców w rozmowie z Kanałem Sportowym.

Jens Gustafsson

Sipa US/Alamy

Jens Gustafsson lada moment może zdobyć swoje pierwsze trofeum w karierze trenerskiej wraz z Pogonią Szczecin, która stoi przed identycznym wyzwaniem. Dlaczego Szwed woli spokojnie podejść finału Pucharu Polski? Jak zmieniła się jego drużyna i on sam? Co cieszy go w grze zespołu? Czy daje piłkarzom zbyt dużo wolności? Kiedy Portowcy byli blisko ideału? Za co ceni Rafała Kurzawę, Alexa Gorgona i Efthymiosa Koulourisa? Z jakiego powodu rozmawiał o Adrianie Przyborku 10 tysięcy razy? Czy kibice krytykują go w sprawiedliwy sposób? Czy dostał kiedyś ultimatum od zarządu? Ile jest prawdy w naciskach z góry w sprawie stawiania na młodzież? Dlaczego piłkarze są jak studenci? Odpowiedzi na te i inne pytania w obszernej rozmowie z Jensem Gustafssonem.

Mariusz Bielski: Co pan czuje niejako w przededniu meczu, w którym będzie miał pan szansę zdobyć swoje pierwsze trofeum w karierze trenerskiej?

Jens Gustafsson: Wygrywać chce każdy, więc oczywiście jesteśmy szczęśliwi i wdzięczni, że wciąż rywalizujemy o tytuł i w Ekstraklasie, i w Pucharze Polski. Jesteśmy w niezłej pozycji i chcemy zrobić wszystko, aby zakończyć sezon sukcesem.

Osoby z mojego otoczenia zapewne powiedziałyby, że jestem raczej spokojnym gościem z natury (śmiech). Myślę, iż to coś dobrego do tego, by utrzymywać właściwy poziom skupienia zamiast przeżywać emocjonalne góry i doły. Jestem odpowiedzialny za przygotowanie piłkarzy do rywalizacji na wysokim poziomie i żeby to zrobić, najlepiej zachować spokój.

Uważa pan, że silne przeżywanie emocji jako trener może być w tej branży niebezpieczne?

Nie, tak bym tego nie ujął. Ryzykownie robi się wtedy, gdy nie jesteś sobą.

Powiedział pan kiedyś, że emocjonalne reakcje są dobre na krótką metę, a pan zawsze wolał pracować długoterminowo. Skoro tak mocno wierzy pan w proces, to na jakim etapie jest teraz pana Pogoń?

W każdym długofalowym planowaniu cel pozostaje ten sam, to znaczy wygrać jak najwięcej meczów. To one sprawiają, że zyskujesz zaufanie i pozwalają ci utrzymywać się na wysokim poziomie. 

W trakcie mojej kadencji zmieniliśmy wiele: nasz styl gry, zawodników… Ale na tym właśnie polega piłka nożna, by potrafić się adaptować do całkiem nowych sytuacji. Przychodzi nowy gracz, zyskujesz jego “nowe umiejętności”, możliwości, starasz się je wykorzystać. Sądzę, że jesteśmy w dobrym miejscu, biorąc pod uwagę, w jaki sposób patrzę na futbol. Gramy na dużej intensywności oraz wysokim tempie i mamy zespół, który nie jest samolubny. To jest moim zdaniem klucz do sukcesu. W Pogoni każdy gra dla każdego. W tym aspekcie możemy zrobić jeszcze więcej, ale znajdujemy się na dobrej drodze, by stworzyć z tego coś wyjątkowego.

Patrząc z perspektywy momentu, w którym przejmował pan Pogoń, co konkretnie ewoluowało?

Kiedy tu przyszedłem, nie chciałem dokonywać rewolucji i stawiać się w pozycji najważniejszej osoby. Według mnie to nie był dobry moment. Zazwyczaj jest tak, iż ludzie źle reagują na wielkie zmiany. Lepiej robić je małymi kroczkami. Bardzo zmieniła się drużyna pod względem personalnym, a także dynamika wewnątrz grupy. Ponadto ewoluował również styl gry, lecz to są też kwestie, które pozostają w ruchu z tygodnia na tydzień.

Mówiąc o stylu gry, czy jest pan zadowolony z tego, jak obecnie prezentują się Portowcy?

Od czasu do czasu. Daleko nam do perfekcji, aczkolwiek udało się zrobić dużo, aby przełożyć ego poszczególnych piłkarzy na wysiłek przynoszący korzyści dla grupy. Tak, żeby wszystko co robisz, okazywało się dobre dla drużyny. W tym przebyliśmy długą drogę, choć jeszcze mamy rezerwy co do przekonania poszczególnych zawodników, by postępowali w ten sposób. To jest jednak rzecz, która dzieje się bezustannie, ale na pewno pod tym względem jesteśmy w lepszym miejscu niż półtora roku temu.

Jak można to zmienić? Z mojej perspektywy taka zmiana mentalności u zawodnika wydaje się trudna.

Jeśli chcesz coś osiągnąć, to jest właściwa droga. Jeżeli pragniesz zdobyć Puchar – to jest właściwa droga. Marzysz o wygraniu Ekstraklasy? To jest właściwa droga. Jeśli faktycznie chcesz osiągnąć sukces, odłóż na bok swoje ego i postaw zespół na pierwszym miejscu. 

Poza tym, w mojej opinii, zawód trenera bazuje na kwestii zaufania. Musisz zachowywać dobre relacje z innymi ludźmi, umieć z nimi współpracować i mieć chęć, aby poznać ich bliżej. W obecnych czasach człowiek myśli, że osiągnął coś, jeżeli sam ma z tego korzyść. W praktyce osiągasz coś, jeśli zrobisz coś dobrego dla innych. Pewnego dnia każdy to zrozumie. Jestem przekonany, iż obecnie więcej piłkarzy Pogoni myśli w ten sposób niż wcześniej.

Czy postrzega pan ten nadchodzący finał Pucharu Polski jako mecz, który może zaważyć na jednoznacznej opinii na pana temat? W piłce często jest tak, że jeśli zdobywasz trofeum, to znaczy, że dobrze wykonałeś pracę. A gdy przegrywasz, to wykonałeś ją źle. Wartość procesu sprowadza się do jednego meczu.

Rzeczywiście tak to działa. Oglądałem ostatnio mecz Manchesteru City z Realem Madryt i to jest znakomity przykład (Mimo ogromnej dominacji The Citizens spotkanie zakończyło się remisem, a po rzutach karnych do półfinału Ligi Mistrzów przeszli Los Blancos – przyp. red.). “The winner takes it all”. Zwycięzca bierze wszystko i jest tym, który pisze historię. 

Cóż, w Pogoni czujemy się bardzo zjednoczeni i wszyscy w ten sam sposób myślimy o tym, jak powinniśmy działać dalej. Jestem całkiem pewny, że pozostaniemy na tej drodze niezależnie od tego, co się stanie niebawem. Wiadomo, zrobimy wszystko, aby wygrać, ale piłka jest nieprzewidywalna.

Z drugiej strony – przecież każdy marzy o byciu w takiej sytuacji, kiedy dochodzisz do finału i masz sukces na wyciągnięcie ręki. Co mogę więcej powiedzieć? W żadnym wypadku nie zamieniłbym tej pozycji, w której teraz jesteśmy, na żadną inną.

Michał Trela napisał w swoim artykule na Weszło, że “lubi oglądać Pogoń, bo w jej meczach zawsze dzieje się coś interesującego”. Miał jednak na myśli kwestie pozytywne dla Portowców jak i te negatywne. Na przykład, iż w waszych meczach pada mnóstwo goli, ale to nie zawsze wy je strzelacie, czasem traciliście ich sporo. Koniec końców pana taka opinia cieszy czy wręcz przeciwnie?

Ja się cieszę, kiedy widzę, że piłkarze Pogoni cieszą się samą grą w piłkę oraz gdy dostrzegam, że kibicom oglądanie tego sprawia przyjemność. Ostatecznie jednak jest tak, iż to piłkarze podejmują decyzje boiskowe. Kocham więc te wszystkie momenty, w których widzę, że biorą na siebie odpowiedzialność, grają z poświęceniem, ale uwielbiam też te, gdy mają odwagę, by dać się porwać swoim sercom. Kiedy chcą grać ofensywnie i mieć jak największy wpływ na mecz. Według mnie Pogoń aktualnie wygląda właśnie w ten sposób.

Trzeba dawać piłkarzom wolność i wtedy da się odczuwać przyjemność z tego, jak rosną indywidualnie i zespołowo. Oczywiście, wygrywanie trofeów zawsze sprawia dużą radość, ale samo obserwowanie tej podróży, którą odbywają poszczególni zawodnicy, również daje mi mnóstwo satysfakcji.

Z drugiej strony wielokrotnie słyszałem takie opinie, że ze względu na zbyt dużą wolność Pogoni brakuje umiejętności zabijania meczu, stawiania kropki nad “i”. Że czasem za dużo jest improwizacji w tym wszystkim.

Ryzyko jest wszędzie. Także w tym, by próbować kontrolować wszystko, co zawodnik może zrobić na boisku. Naturalnie w tej wolności i zadaniach musi być jakiś balans. Natomiast nie wierzę w to, iż trener piłkarski może kontrolować każdą kwestię, która dzieje się na murawie. Czegoś takiego nie jest w stanie osiągnąć żaden szkoleniowiec na świecie.

A czy były jakieś mecze, po których myślał pan sobie: “Okej, w tym spotkaniu byliśmy blisko ideału pod kątem tego, jak chciałbym, abyśmy grali”?

Sądzę, że były dwa takie starcia całkiem niedawno. Jedno z Jagiellonią Białystok w półfinale Pucharu Polski, a drugie z Lechem Poznań na wyjeździe niedługo potem. W tym drugim przypadku przegraliśmy, ale dla mnie to był topowy występ. Oczywiście, że powinniśmy strzelać gole, lecz pod kątem samego stylu – było bardzo dobrze i to w starciach z dwoma mocnymi przeciwnikami.

W jaki sposób przygotowuje pan zespół do nadchodzącego spotkania? Chodzi mi o proporcje w analizie – ile uwagi poświęca pan własnej ekipie, a ile przeciwnej? Trenerzy czasem rzucają teksty w stylu “obchodzi mnie tylko moja drużyna”, ale nie za bardzo chce mi się w to wierzyć.

Szukam złotego środka. Mam to błogosławieństwo, że posiadam tu ekstremalnie dobrych specjalistów w sztabie szkoleniowym. Otaczają mnie eksperci, którzy są ode mnie lepsi w poszczególnych sferach. Moją rolą jest takie zarządzanie tym wszystkim, aby dobrze przygotować drużynę. I czasem wychodzi tak, że ze sztabem bardzo dużo rozmawiamy o przeciwniku, a w szatni skupiamy się na sobie. A czasem jest zupełnie odwrotnie.

Generalnie musimy zdawać sobie sprawę, że to nie my podejmujemy decyzje co do tego, jakie decyzje podejmie przeciwnik. Możemy jedynie decydować o nas samych. Balans jest więc taki, że musisz mieć odpowiednią wiedzę o rywalu, ale w pierwszej kolejności skupiać się na sobie.

W tym kontekście chciałbym spytać pana o Kamila Grosickiego, który jest antywzorem dyplomaty. Piłkarze i trenerzy często są do bólu poprawni politycznie i nie chcą składać żadnych deklaracji, a on jednak potrafi jasno powiedzieć: “Tak, walczymy o mistrzostwo” albo “Tak, musimy koniecznie wygrać 2 następne mecze”. Dla niego nie ma wymówek na zapas. Ostatnio wrzucił wpis w takim stylu na swoje media społecznościowe. Co pan sądzi o takim jego podejściu?

Chyba nie chciałbym komentować tego, co Kamil wrzuca na swoje sociale (śmiech). A tak na poważnie – mam z nim świetne relacje, jest znakomitym kapitanem i jest niezwykle ważny zarówno dla drużyny jak i dla mnie jako trenera. Kiedy coś się nie uda, to właśnie on najmocniej wszystko najmocniej przeżywa i w drugą stronę też tak to działa. I tu nie chodzi nawet o sam klub, tylko w ogóle cały Szczecin. Doceniam go niesamowicie zarówno jako człowieka, jak i piłkarza. 

Trochę presji na na siebie i kolegów jednak narzuca.

Ale my jesteśmy świadomi tego, w jakiej sytuacji się znajdujemy i bardzo nam to odpowiada.

Mówiliśmy już wcześniej trochę o tym, jak zmieniła się Pogoń, a jak zmienił się pan od czasu przyjścia do Szczecina?

Dla mnie to jest wielki przywilej móc pracować jako trener. Sądzę, że zyskałem więcej pewności siebie. Im dłużej pracuję, tym czuję więcej pewności pod względem zarządzania szatnią, sztabem czy nawet samym sobą. I to jest coś, co się dzieje cały czas.

Prawdopodobnie więc doświadczyłem zmian, ale nie analizowałem tego w głęboki sposób. Oczywiście czasem człowiek siada wieczorem i się zastanawia, co dziś mógł zrobić lepiej, a co zrobił dobrze, co trzeba zrobić jutro… Koniec końców uważam, że to, co ludzie powiedzą o mnie na koniec mojej przygody tutaj będzie ważniejsze od tego, co uważano o mnie na starcie. Mam nadzieję, że wtedy ludzie będą mówili dużo o tym, jak traktowałem inne osoby, jakie relacje mieliśmy. Bycie dobrym człowiekiem jest na pierwszym miejscu.

A który z piłkarzy najbardziej rozwinął się za pana kadencji?

Uch… Wielu jest takich, którzy idą we właściwym kierunku. Na przykład Leo Borges. On przeszedł długą drogę pod względem mentalnym jak i fizycznym w trakcie ostatniego roku. Ty widzisz jego dobrą grę w minionych tygodniach, a ja dostrzegam całą tę pracę, którą wykonał i dzięki której zmienił się jego charakter. Od ostatniego lata do teraz minęło sporo czasu i dopiero teraz widać to doskonale, ale to nie są rzeczy, które zmieniają się w ciągu tygodnia. Leo włożył mnóstwo pracy w swój rozwój.

Według mnie to tylko potwierdza moje wcześniejsze przekonanie, że najpierw musisz zmienić się na lepsze jako człowiek, bo dzięki temu staniesz się też lepszym piłkarzem. Za każdym razem, gdy widzę takie ewolucje, one zawsze zaczynają się od rozwoju osobistego. 

W tym kontekście chciałbym zapytać o Rafała Kurzawę, który jeszcze do niedawna musiał mierzyć się z ogromną krytyką, a potem stał się jednym z bohaterów drużyny. Z zewnątrz ta zmiana zaszła dosłownie z meczu na mecz. W jeden weekend zagrał słabo, a w następnym kapitalnie i tak już zostało. Co się tam zdarzyło za kulisami?

W ogóle nie zgadzam się z tą krytyką, która go spotkała. To było zwyczajnie nie fair, tak nie wyglądała rzeczywistość. Jeśli popełnił jeden błąd, to ludzie zaraz przypominali 10 innych i to było niesprawiedliwe. Z drugiej strony ja, sztab czy drużyna byliśmy cały czas w pełni przekonani co do niego. Moim obowiązkiem jest bronienie zawodników, a Rafał zasługiwał na to szczególnie.

Dlaczego?

Ponieważ jest to skromny człowiek. On nie przepycha się łokciami, nie idzie po trupach do celu. Dodatkowo, jeśli po prostu rozumiesz grę i przyjrzysz się temu, jaką pracę wykonuje na boisku, zobaczysz absolutnie topowego piłkarza w skali Ekstraklasy. To było dokładnie to, co ja widziałem i za co mógłbym iść za nim w ogień. Koniec końców niezwykle mnie cieszyło, że pokazał wszystkim, jak świetnie potrafi grać. Strasznie mi przykro, że teraz musi pauzować z powodu kontuzji. Wiem jednak, że wróci silniejszy. Doceniam go ogromnie jako człowieka i zawodnika.

Tak samo jest chyba z Koulourisem, prawda? Powiedział pan niedawno, że to jest jeden z najlepszych napastników, z jakimi pan współpracował. Co miał pan przez to na myśli?

To, iż on nie stawia na pierwszym miejscu ile goli strzeli, tylko dobro drużyny. Są momenty, kiedy nie zdobywa bramek, ale poza tym na boisku robi dla zespołu wszystko, o co go poprosisz. Nie myśli w stylu “muszę strzelić, muszę strzelić, koniecznie muszę strzelić”, tylko “muszę pomóc moim kolegom, by wygrali”. To jest jego podejście. Według mnie jeśli będziesz tak postępował, to sukces prędzej czy później do ciebie przyjdzie. Jest na to świetnym przykładem. Widziałeś mecz z Ruchem? Strzelił 3 gole w 12 minut. Jeśli pominiemy rzuty karne, wyjdzie nam, że Koulouris to jeden z najskuteczniejszych napastników w Ekstraklasie. On nie jest tutaj po to, by zdobyć jak najwięcej bramek, lecz dla dobra Pogoni.

Niesamowitą przemianę przeszedł też Alex Gorgon. Jego powrót do gry po tak ogromnych problemach zdrowotnych jest imponujący. Jak to się stało, iż wrócił na topowy poziom w skali Ekstraklasy?

Ja tutaj nie zrobiłem za wiele, on uczynił to sam. Pamiętam ten dzień, w którym wrócił po kontuzji trwającej półtora roku i to, jak jak jego powrót świętowała cała drużyna. To był jeden z najbardziej emocjonalnych momentów w mojej przygodzie z Pogonią. Niewiele brakowało, aby Alex musiał zakończyć karierę, więc teraz każdego dnia jest wdzięczny za to, że nadal może grać w piłkę. Na nic nie narzeka, ponieważ to wszystko uwielbia. Myślę, że to dlatego, iż jednym okiem zobaczył już tę drugą stronę… Ta jego wdzięczność mówi wszystko. Za każdym razem, kiedy tylko ma piłkę przy nodze, aż się pali, by zrobić z nią coś ciekawego. Uwielbiam to u niego.

Z drugiej strony muszę zapytać o Lukę Zahovicia. Co się z nim dzieje? Mówimy o piłkarzu, który wcześniej był bardzo ważny dla Pogoni, a ostatnio zniknął.

Indywidualnie rzeczywiście znalazł się w trudnej sytuacji. Teraz wybrałem do gry kogoś innego i takie coś jest niekomfortowe dla każdego sportowca, ale mówimy o czymś zupełnie normalnym w świecie piłki. Na treningach Luka robi wszystko, aby zmienić moją decyzję. Doceniam go bardzo mimo tego, że ostatnio na niego nie stawiałem, ponieważ on próbuje zrobić wiele, by zmienić moje zdanie i pomóc zespołowi. Nie ma tutaj złej krwi, ale niestety taka jest piłka.

Dużo rozmawiamy dzisiaj o docenianiu różnych osób, więc pytanie, czy pan się czuje doceniony? Mam na myśli nie tyle samą Pogoń, co Szczecin, ludzi, kibiców.

Mniej więcej rok temu udało mi się sprowadzić do Szczecina moją rodzinę. Wszyscy jesteśmy tutaj szczęśliwi dzięki temu, jak nas przywitano, jaką pomoc otrzymujemy nie tylko z klubu, ale w ogóle od ludzi. Czujemy się tutaj komfortowo.

Zapytałem o to, ponieważ w ciągu tego i poprzedniego sezonu były takie momenty, gdy fani Portowców mocno pana krytykowali. Pamiętamy na przykład ten słynny baner z biletem w jedną stronę. 

Czułem się wtedy źle ze względu na mój sztab, ponieważ wspomniany transparent nie powinien być wymierzony w moich współpracowników, lecz tylko we mnie. Znalazło się na nim wiele nazwisk, a powinno być jedno, moje.

Z drugiej strony ludzie z klubu i jego prezes zawsze okazywali mi mnóstwo wsparcia i zaufania. Bardzo mnie to cieszyło, ponieważ było bardzo pomocne, bym w trudnym momencie mógł należycie zadbać o drużynę. Uwielbiam pracę w Pogoni oraz to, jak bardzo ludzie nią żyją. 

Dostał pan kiedyś ultimatum od przełożonych? W mediach kilka razy mówiło się, że może pan zostać zwolniony, jeśli Portowcy szybko nie wyjdą z dołka.

Nigdy. Zawsze miałem wsparcie.

Czy pracując w innych krajach spotkał się pan z taką presją ze strony kibiców?

Byłem trenerem w Hajduku Split i tam doświadcza się presji na najwyższym poziomie. Miałem więc pewne porównanie, ale z drugiej strony to jest coś pożądanego. Presja ze strony kibiców mówi, jak wiele znaczą dla nich klub i drużyna. Ja bardzo chcę, aby Pogoń była dla nich ważna, aby jej losy przeżywali z pasją. W związku z tym trener musi rozumieć, iż nie zawsze wszyscy będą z niego zadowoleni. Normalna sprawa.

Niby tak, ale czasem poziom krytyki bywa niesprawiedliwy.

Nie boli mnie to. Ja jestem tutaj po to, aby pomóc moim piłkarzom, a krytyka pojawia się nawet teraz. Ktoś uważa, że gramy za słabo, a ktoś, że strzelamy za mało goli i to jest w porządku. Jednakże nie jestem w stanie tego kontrolować, więc się na tym nie skupiam.

Nie myślę o tym na zasadzie, iż chciałbym kogoś do czegoś przekonać, ale zależy mi, aby każdy czuł się częścią Pogoni. Naprawdę uważam, że nie udałoby się nam pokonać Jagiellonii w półfinale Pucharu Polski, gdybyśmy nie mieli ogromnego wsparcia ze strony kibiców, którzy dają nam mnóstwo energii. 

A czy jest pan zadowolony z tego, jakie możliwości daje panu klub względem oczekiwanych sukcesów? Pogoń robi chyba najmniej transferów w Ekstraklasie, co wielu trenerom mogłoby przeszkadzać.

W piłce przywiązuje się zbyt dużą wagę do samych transferów. To nie działa tak, że dołączy do ciebie nowy piłkarz i cyk, problem rozwiązany. Musi być w tym wszystkim jakiś sens. Czasem rzeczywiście warto kogoś pozyskać, a czasem lepiej wziąć Adriana Przyborka z drużyny U-17 i zrobić z niego piłkarza na Ekstraklasę. Leo Borges dołączył do nas prawie 2 lata temu, a dopiero teraz widzisz go w najlepszej wersji.

Na szczęście w Pogoni mamy bardzo zbieżne poglądy co do tego, w jaki sposób możemy doprowadzić klub do sukcesów. Nie jesteśmy w stanie finansowo rywalizować z Rakowem Częstochowa, Legią Warszawa czy Lechem Poznań. Pod tym względem oni są od nas silniejsi, więc musimy znaleźć inny sposób. Dla mnie ten inny sposób polega na tym, by wyciągać maksimum z ludzi, których mamy na miejscu. Ta sfera jest pod naszą kontrolą, więc się na niej skupiamy.

Jak duża odpowiedzialność w kwestii budowy kadry ciąży na panu?

Większość decyzji podejmujemy wspólnie. Oczywiście ostatnie słowo należy do prezesa, ale wszyscy bardzo spójnie postrzegamy te kluczowe kwestie. Mamy przy tym duży szacunek do siebie i w związku z tym nie jest tak, że odpowiedzialność spada tylko na jedną osobę. 

To ciekawe, bo niedawno w “Przeglądzie Sportowym” przeczytałem, że zarząd Pogoni nie był zadowolony z tego, że w pewnym momencie nie stawiał pan na klubową młodzież w tak dużym stopniu, jak sobie tego życzono.

To jest coś kompletnie nieprawdziwego. W tym względzie nikt nigdy nie nakładał na mnie żadnej presji. 

Opowiem ci jedną historię. Już dawniej byłem przekonany, że Adrian Przyborek w pewnej chwili stanie się bardzo ważnym zawodnikiem dla Pogoni. Nie postawiłbym jednak na niego, gdyby nie był na to gotowy pod kątem swojego zachowania czy mowy ciała. Wtedy mógłbym mu pomóc jedynie w NIEzrobieniu kariery. 

Zdarzały takie momenty w poprzedniej rundzie, kiedy Przyborek nie zachowywał się tak, jakby był gotowy do częstej gry w pierwszym składzie. To zawsze widać. W jaki sposób reagujesz na stratę piłki czy nieudane zagranie? Co wtedy mówi twoja mowa ciała? Jeśli w takich chwilach dasz młodemu piłkarzowi dużo grać, zdyskwalifikujesz go na przyszłość. Bo co wówczas pomyśli? Że dobrze zrobił. Utrwali sobie zły wzorzec zachowania w trudnej chwili, ponieważ mimo niewłaściwego nastawienia uzyska to, czego pragnie. 

Rozmawiałem więc z Przyborkiem, z jego agentem i z rodzicami jakieś 10 tysięcy razy i dzięki temu dziś wiemy, dlaczego wygląda na boisku tak dobrze. Nigdy by tak się nie stało, gdybym dał mu miejsce w wyjściowej jedenastce wtedy, gdy reagował w zły sposób. 

No dobrze, ma to sens, ale co z karą finansową za niewypełnienie limitu minut dla młodzieżowców?

Mieliśmy ustalone, że to dla nas okej – od prezesa po najniższy szczebel klubowej hierarchii. Znaliśmy to ryzyko, zwłaszcza że wówczas sprzedaliśmy Łęgowskiego, a Wędrychowski miał kontuzję. W tamtym momencie nie mieliśmy nikogo, kto mógłby ich zastąpić jako młodzieżowiec. W przyszłości pewnie będziemy podobnie podchodzić do sprawy.

Jasne, my zawsze będziemy chcieli stawiać na młodzież. Ja też, ale nigdy nie dam grać piłkarzowi, który zachowuje się nieodpowiednio, tylko ze względu na jego PESEL. To ani nie pomoże Pogoni, ani samemu zawodnikowi. Nie rozwinie się w takich warunkach. 

Cały wysiłek w szkoleniu młodzieży musimy włożyć w ich edukację. Jeśli gracz najpierw dostanie mnóstwo minut, a dopiero potem weźmiesz się za edukowanie go – to nie zadziała. Jeżeli student najpierw otrzyma dyplom, a dopiero potem będzie miał się wziąć za naukę, to na ilu wykładach będzie słuchał? 

Myślę, że w chwili, kiedy wprowadzano w Polsce przepis o młodzieżowcu, miało to sens. Zapewne wtedy kluby potrzebowały takiego impulsu, by zacząć chętniej stawiać na młodzież i inwestować w swoje akademie. Teraz jednak widzę, że wielu zawodników patrzy na to wszystko zero-jedynkowo. Zagram, czy nie? Jeśli nie, to się wkurzę i nie będę myślał o tym, co mogę dziś i jutro zrobić, by sobie pomóc, nauczyć się czegoś i tak dalej. W trakcie mojej pracy w Szwecji miałem chyba ze 40 takich przypadków…

To na czym trzeba się skupić, chcąc rzeczywiście pomóc takim młodym ludziom, którzy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w poważnej piłce?

Na cierpliwości zarówno od strony zawodników jak i samych klubów, bo im czasem też jej brakuje. Te najmłodsze pokolenia rodzą się i wychowują w świecie, w którym wszystko dzieje się niezwykle szybko. Jeśli jednak chcesz zostać topowym sportowcem, to na pewno nie stanie się błyskawicznie. Dopiero ciężka i konsekwentna praca wykonywana codziennie się opłaci. Trzeba też być otwartym dla nich, umieć zbudować z nimi relacje, aby ufali ci, nawet gdy nie będziesz ich wybierać do wyjściowej jedenastki. To jest największe wyzwanie w całym tym temacie. Żeby jednak było jasne – pod tym względem tak samo jest w Polsce, w Szwecji, w Chorwacji… Wszędzie tak to działa, bo młodzi ludzie są dziś obywatelami świata.

Pan by zostawił ten przepis o młodzieżowcu czy wręcz przeciwnie?

Możesz wymyślić nawet 20 przepisów, ale nic nie osiągniesz bez odpowiedniej edukacji. Otrzymywane minuty niech będą jej efektem, więc trzeba podejść do tego wyzwania w inny sposób. Nie powinno się od razu oczekiwać końcowego rezultatu bez wcześniejszego odpowiedniego szkolenia. Warto też pomyśleć, jak wyedukować trenerów, by byli w stanie jeszcze lepiej pomagać młodzieży. Teraz tracimy zbyt dużo talentów wyłącznie przez to, że rezygnują z profesjonalnej gry piłkę dlatego, że w jakiejś chwili nie grają zbyt dużo i myślą, iż coś poszło nie tak.

Czy widzi pan w akademii Portowców jakieś talenty, o których my jeszcze nie wiemy, a które niebawem mogą rozbłysnąć na naszych oczach?

Jest kilku takich graczy z roczników 2007-09, ale jeszcze zobaczymy, jak wiele pracy będą chcieli włożyć na co dzień w swój rozwój. Może na przykład pomyślą, iż osiągnęli sukces już w momencie, kiedy dołączą do pierwszej drużyny? A to przecież będzie jedynie początek. Dopiero wtedy zaczyna się naprawdę ciężka praca.

Mogę jednak wspomnieć o Patryku Paryzku, którego już mogliście zobaczyć. On od samego startu udowadniał, że jest w stanie zrobić wiele, by stać się znakomitym sportowcem. Daleko mu jeszcze do perfekcji, lecz pragnie rozwoju za wszelką cenę. To tego typu człowiek, których chłonie wszystko, co może mu pomóc na boisku. Bardzo w niego wierzę i jestem ciekaw, co przyniesie przyszłość.

A co przyniesie przyszłość panu samemu? Jakiś czas temu w mediach pojawiła się informacja, że przedłużył pan kontrakt z Pogonią, ale od tego czasu minął miesiąc i klub wciąż tego nie potwierdził.

To nieprawda. Mam umowę obowiązującą jeszcze przez jeden rok z opcją przedłużenia go o kolejny sezon.

Kategorie:

PROMOCJE BUKMACHERÓW

REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie

Przeczytaj więcej

Zobacz więcej ›

W Niemczech taniej niż na Narodowym? Sprawdziliśmy ceny w strefie kibica podczas Euro 2024!
Borek podsumowuje mecz Niemców. “Ci dwaj młodzi ludzie wyglądali jak kosmici”
Kluczowy piłkarz spadkowicza zostaje na dłużej. Pomoże w powrocie do Ekstraklasy?
Pobity rekord przez Niemców. Dokonali historii
Mistrzowskiej drużyny już nie ma. Nowa twarz Włochów. Oni wciąż wierzą!
Julian Nagelsmann zabrał głos po triumfie Niemców: Myślę, że Szkoci mogli być pod wrażeniem
Ekspert zaskoczony formą Niemców. “Nie sądziłem, że mogą zagrać tak dobrze”
Kroos znowu był wielki. Koncert dał też Musiala [OCENY]
Euro 2024: “Musiala i Wirtz jak zaczarowani”. Niemcy zachwyceni zdeklasowaniem Szkocji
Florian Wirtz bohaterem Niemców. W meczu ze Szkocją potwierdził swój geniusz