HomePiłka nożnaLata rozczarowań przerwane opaską kapitańską. Co za przemiana Guendogana!

Lata rozczarowań przerwane opaską kapitańską. Co za przemiana Guendogana!

Źródło: Własne

Aktualizacja:

Ilkay Guendogan jest członkiem reprezentacji Niemiec od 13 lat, zagrał w jej barwach blisko 80 spotkań, ale w sumie nigdy nie pełnił w tym zespole istotnej roli. Na jej lidera wyrósł mimo wszystko dość niespodziewanie dopiero po 32. urodzinach.

Ilkay Gundogan

Ilkay Gundogan. Fot. Alamy

KONTUZJE I NIEUDANE TURNIEJE

Gdy myślimy sobie o niemieckich piłkarzach, którzy nie odcisnęli tak dużego piętna na tej kadrze, jak powinni, przede wszystkim przychodzi nam do głowy Marco Reus. Drugi najskuteczniejszy piłkarz w historii Borussii Dortmund był na ogół ograniczany przez kontuzje, które sprawiły między innymi, że nie pojechał na mundial do Brazylii w 2014 roku, ani też na Mistrzostwa Europy we Francji dwa lata później.

Z oczywistych zatem powodów uważa się go za największego pechowca ostatnich lat, choć gdyby przyjrzeć się reprezentacyjnej przygodzie Guendogana, również będzie nam towarzyszył nam będzie zawód i rozczarowanie. Pomocnik debiut w kadrze zaliczył w 2011 roku, ale nieco regularniej zaczął występować w niej dopiero kilkanaście miesięcy później. Nie zadomowił się w niej jednak na zbyt długo, bo przecież na przełomie 2013 i 2014 roku przechodził poważną kontuzję – a ta wyeliminowała go i z dużej części eliminacji do MŚ, i z samego turnieju, z którego Niemcy przywieźli złote medale.

Częściej w drużynie narodowej piłkarz Barcelony zaczął pojawiać się dopiero w 2015 roku, ale chwilę później znów wpadł w spore tarapaty zdrowotne i – podobnie jak Reusowi – przeszedł mu koło nosa europejski czempionat we Francji. Pod koniec 2016 zagrał w trzech meczach eliminacyjnych do MŚ, by za chwilę… zerwać więzadła krzyżowe. W reprezentacji zameldował się więc znowu dopiero w 2017 roku, czyli jako 27-latek, gdy w meczach towarzyskich z Anglią, Francją czy Hiszpanią rozgrywał dopiero swój odpowiednio dwudziesty pierwszy, dwudziesty drugi i dwudziesty trzeci mecz w kadrze. Mizernie jak na uznanego na arenie międzynarodowej piłkarza, który miał już wtedy za sobą dekadę kopania piłki na poziomie seniorskim.

Jego wyjazdu na mundial w Rosji nie powstrzymały kontuzje, ale na samym turnieju zagrał tylko 59 minut ze Szwecją, a przygoda jego zespołu zakończyła się już po fazie grupowej. W narodowej koszulce błysnął w eliminacjach do Euro 2020, ale też trudno ekscytować się trzema golami i dwoma asystami w dwóch meczach z Estonią i jednym z Białorusią. Na samym turnieju był z kolei przezroczysty, a jego rola malała z każdym spotkaniem (90 minut z Francją, 73 z Portugalią, 58 z Węgrami). Mundial w Katarze też pewnie chętnie wymazałby z pamięci – zresztą jak i cała reprezentacja. Gdy więc w czerwcu 2023 roku debiutował z opaską kapitańską na ramieniu miał 32 lata i poszatkowaną kontuzjami przygodę w kadrze, która była zupełnie nieadekwatna do klasy prezentowanej w międzyczasie na płaszczyźnie klubowej.

NOWA BOISKOWA ROLA

Odkąd jednak Flick obdarzył go zaufaniem i uczynił formalnym liderem zespołu, pomocnik gra w każdym meczu i w końcu zaczyna w tej reprezentacji przejmować rolę szefa również na boisku. Wcześniej nierzadko problemem było znalezienie pomysłu na to, jak zagospodarować go na murawie. Teoretycznie to żadna filozofia – Guendogan świetnie czuje się, operując nieco głębiej, z okolic koła środkowego napędzając ataki wertykalnymi podaniami. Takie wykorzystanie go w drużynie pozostawiało jednak poczucie niedosytu, bo sam zainteresowany nie miał wtedy tak wielkiego wpływu na grę, jak można było oczekiwać.

Wiele zmieniło się jednak w marcu, gdy Julian Nagelsmann wpadł na pomysł, by 33-latek grał bliżej bramki. Już w sparingach z Francją i Hiszpanią ustawił go za plecami napastnika, a pomiędzy Jamalem Musialą i Florianem Wirtzem. – Wymienialiśmy się we trzech pozycjami, graliśmy jako trzy „dziesiątki” i świetnie się w tym czuliśmy. Dzięki ruchliwości z łatwością odszukiwaliśmy wolne przestrzenie na połowie rywala i eksponowaliśmy naszą jakość – zachwycał się po meczu z „Trójkolorowymi” Musiala.

To co jednak działało w marcu, przestało działać na początku czerwca. W starciach z Ukrainą i Grecją Guendogan wyraźnie męczył się w tym sektorze boiska i można było odnieść wrażenie, że znacznie więcej dawałby drużynie ustawiony nieco niżej. Tam jednak miejsca zarezerwowane zostały dla odpowiadającego za rozgrywanie piłki Toniego Kroosa i asekurującego go Roberta Andricha. Nic więc dziwnego, że kibice byli pełni obaw przed startem turnieju, zastanawiając się nawet, czy nie byłoby zasadnym posadzenie kapitana na ławce rezerwowych. Selekcjoner tę presję jednak wytrzymał i w obu dotychczasowych meczach wystawił ten sam skład, który wykrystalizował mu się na kilka tygodni przed startem Euro.

BRAWUROWY POCZĄTEK

Cierpliwość okazała się kluczem. W meczach ze Szkocją i Węgrami gospodarze zagrali w ofensywie jak z nut. Wymienność pozycji w ataku siała dezorientację w szeregach defensywnych rywali, a wejścia Guendogana w drugie tempo w pole karne tylko pogłębiały problemy przeciwników. 33-latek znakomicie zagrał już na inaugurację, a z jeszcze lepszej strony zaprezentował się w drugiej kolejce. To starcie okrasił zresztą asystą przy trafieniu Jamala Musiali, gdy najpierw wygrał pojedynek fizyczny z silnym przecież Willim Orbanem, a potem wyłożył piłkę na patelni młodszemu koledze. W drugiej połowie sam z kolei pokonał Petera Gulacsiego, wykorzystując wolną przestrzeń pozostawioną mu na jedenastym metrze i precyzyjne podanie z bocznego sektora. W nagrodę został wybrany zawodnikiem meczu.

Nagelsmann wykazał się niezłym sprytem i pomysłowością, ustawiając zawodnika Barcelony właśnie na tej pozycji, choć to w końcu nic nowego w karierze zawodnika. Przecież już w sezonie 2020/21 Guendogan został najskuteczniejszym zawodnikiem ligowym w Manchesterze City (13 goli, o trzy więcej od Sterlinga), będąc ustawianym właśnie w roli „fałszywej dziewiątki”, która uwielbiała wbiegać w drugie tempo w pole karne i oddawać strzały.

Dla Guendogana trwający aktualnie turniej nie musi być wcale ostatnim wielkim turniejem w karierze reprezentacyjnej. W październiku będzie świętował 34. urodziny, więc śmiało można założyć, że jeśli tylko zechce, będzie wciąż ważnym elementem tej drużyny podczas światowego czempionatu w 2026 roku. Nie zmienia to jednak faktu, że jego dotychczasowa przygoda reprezentacyjna była kompletnie nieudana – wielkie imprezy albo omijał przez kontuzje, albo wypadał na nich, jak zresztą cały zespół, kiepsko. Mimo 79 występów na liczniku śmiało można go było dotychczas traktować w kategorii rozczarowania, ale to Euro rozpoczął w końcu tak, że może wymazać z pamięci kibiców wszelkiej przewiny i żale.

Kategorie:

Przeczytaj więcej

Zobacz więcej ›

Z Legnicy do Płocka. Wisła blisko sprowadzenia pomocnika
Mateusz Borek o Zalewskim: Nadszedł czas poważnej decyzji
Oto olimpijskie menu dla kibiców. Będą “paragony grozy”? W szoku szczególnie angielscy kibice
Mateusz Borek mocno o postawie Śląska. “Nie jesteś gotowy, to nie pchaj się do Europy”
Wisła Kraków ma w składzie nieoszlifowany diament. “Żałuję, że nie może zagrać w tym meczu”
RB Lipsk odrzucił ofertę za Daniego Olmo! Ogromne pieniądze
Mateusz Janiak przestrzega: Wisła musi dać z siebie absolutne maksimum
OFICJALNIE: Wisła traci zawodnika. Piłkarz zostaje w Polsce
James Rodriguez wróci do Europy? Jest chętny z Włoch!
Piłkarz Lechii może szukać nowego klubu. Jest zainteresowany z Ekstraklasy