HomePiłka nożnaBorzęcki: Kompletnie stracony sezon. Kownackiemu znów nie wyszło. Jego liczby są fatalne

Borzęcki: Kompletnie stracony sezon. Kownackiemu znów nie wyszło. Jego liczby są fatalne

Aktualizacja:

W Bremie Dawid Kownacki miał zwalczyć ciągnącą się za nim łatkę piłkarza za dobrego na drugą Bundesligę a za słabego na pierwszą. Mimo wielu sprzyjających okoliczności – osiągnął efekt odwrotny do zamierzonego.

Dawid Kownacki

Dawid Kownacki. Fot. Joachim Bywaletz / Xinhua / PressFocus

REKORD TRANSFEROWY

Dotychczasowa kariera zagraniczna Kownackiego, w dużej mierze przez ciągnące się za nim problemy zdrowotne, nie potrafiła się ustabilizować. Może i nie przebił się w Sampdorii, ale już pierwsze miesiące w barwach Fortuny Duesseldorf pozwalały wierzyć, że niemieckie powietrze będzie mu sprzyjało. Wiosną 2019 roku trafił do walczącego o utrzymanie klubu i miał spory udział w osiągnięciu znakomitego wyniku, jakim było zakończenie sezonu na dziesiątej pozycji. Działacze byli na tyle oczarowani postawą Polaka, że postanowili zatrzymać go na dłużej, bijąc przy tym swój rekord transferowy – i to dość zdecydowanie. „Kownaś” został wykupiony za około siedem milionów euro, ale zamiast zacząć grą na miarę oczekiwań, kompletnie zawodził. Niezłe momenty przeplatał słabymi występami, co rusz zmagał się z kontuzjami i nie pomógł uchronić zespołu w kolejnym sezonie od spadku.

Obudził się dopiero na zapleczu Bundesligi. Sezon 2020/21 zakończył z 7 golami i 5 asystami w 27 występach i kiedy wydawało się, że w kolejnym roku poprawi to osiągnięcie, jeszcze w sierpniu przyplątał mu się uraz, który wykluczył go z gry właściwie do zimy. W styczniu wrócił więc do Poznania, odbudował się, a potem znów jego forma eksplodowała. W efekcie ostatni sezon – już po powrocie do Fortuny – był jego najlepszym w karierze. Wprawdzie jego zespół nie zdołał awansować, ale wychowanek „Kolejorza” robił wszystko, co w jego mocy, by tak się stało. Strzelił 14 goli, dołożył do tego 9 asyst i pokazał, że wcale nie trzeba go traktować jako typowego snajpera. Znakomicie czuł się bowiem w dwójce napastników, na ogół grając tego podwieszonego, operującego mniej więcej na skraju pola karnego. W obliczu wygasającego kontraktu zdecydował się więc na transfer, by w końcu udowodnić – sobie i kibicom – że wcale nie jest za słaby na Bundesligę.

LOGICZNY WYBÓR

Przed rokiem Kownackiego łączyło się z wieloma klubami, a koniec końców wybór padł na Werder Brema. Analizując wówczas tę decyzję, trudno było znaleźć choć jeden argument „przeciw”. Przede wszystkim zespół Ole Wernera grał już wtedy w ustawieniu z dwoma napastnikami, więc dokładnie w takim, w jakim najlepiej czuje się Polak. Poza tym to drużyna o filozofii na wskroś ofensywnej, bazująca na tym, by po prostu starać się strzelić o jednego gola więcej od rywala i niezbyt przywiązująca wagę do poczynań w obronie. Wprawdzie w tamtym sezonie konkurencja byłaby nie do przeskoczenia, bo Niclas Fuellkrug znakomicie współpracował z Marvinem Duckschem, czego efektem było 16 goli i 5 asyst tego pierwszego oraz 12 goli i 8 asyst drugiego. Ale już wtedy było wiadomo, że co najmniej jeden z nich opuści klub – a niewykluczone że i dwóch. Ostatecznie z Werderu do Borussii Dortmund przeniósł się Fuellkrug, pozostawiając po sobie wyrwę w ataku.

Dość jednak powiedzieć, że nim doszło do tego transferu – a sfinalizował się on przecież dopiero 31 sierpnia – szkoleniowiec zespołu był tak bardzo urzeczony postawą „Kownasia” w trakcie letnich przygotowań, że rozważał nawet stworzenie takiej formacji, która byłaby w stanie pomieścić trzech atakujących. – W przypadku Dawida mamy wrażenie, że bardzo szybko zrozumiał filozofię trenera i doskonale wie, jak poruszać się na boisku – rozpływał się przed startem sezonu dyrektor Clemens Fritz. Kownacki strzelał w sparingach, dorzucał tego asysty, wydawało się, że kwestią czasu będzie przełożenie tej formy na mecze ligowe.

KONKURENCJA Z 3. LIGI

Po odejściu Fuellkruga klub zareagował jednak wzmocnieniem linii ognia, wypożyczając z Eintrachtu Frankfurt niechcianego już tam Rafaela Borre. Ole Werner miał więc na starcie rozgrywek pięciu piłkarzy do obsadzenia dwóch pozycji w ataku – poza Duckschem, Kownackim i Borre właśnie w zespole byli jeszcze młodzi zawodnicy. Justin Njinmah powrócił właśnie z wypożyczenia do 3-ligowych rezerw Borussii Dortmund (13 goli i 5 asyst), z kolei Nick Woltemade ogrywał się na tym samym poziomie rozgrywkowym – ale barwach Elversbergu (10 goli i 9 asyst). Liczby bardzo dobre, ale jednak wykręcane dwa piętra niżej, więc trudno żeby Kownacki miał na widok tych piłkarzy truchleć.

Im dłużej trwała jednak runda jesienna, tym młodzież coraz częściej pokazywała pazurki, a Kownacki zaliczał coraz więcej pustych przelotów. Borre łapał boiskową nić porozumienia z Duckschem, Njinmah imponował połączeniem dynamiki i bezczelności, Woltemade wchodził głównie na końcówki, lecz mieszanka wzrostu (198 cm) i niezłej techniki przynosiła fajne efekty. Tymczasem ilekroć na placu pojawiał się Polak, trudno było go za cokolwiek pochwalić. Dość szybko został więc zepchnięty na piątą pozycję w hierarchii napastników. W efekcie zagrał jak na razie w 16 meczach, spędził na boisku łącznie 305 minut, oddał w tym czasie 14 strzałów, raz trafił w obramowanie bramki, ale niestety – ani razu do niej.

NIESZCZĘŚCIE W SZCZĘŚCIU

Światełko w tunelu pojawiło się zimą, gdy Eintracht postanowił skorzystać z opcji sprzedaży definitywnej Borre do brazylijskiego Internacionalu Porto Alegre. Oznaczało to konieczność skrócenia wypożyczenia do Werderu, co z kolei nie uśmiechało się bremeńczykom. Przeciągające się negocjacje zakończyły się jednak osiągnięciem porozumienia i na przełomie lutego oraz marca Kolumbijczyk przeniósł się do Ameryki Południowej. Zawęziło to nieznacznie wachlarz możliwości w ataku, przesuwając Kownackiego na czwartą pozycję w hierarchii snajperów. Marne to pocieszenie przy 6 golach i 2 asystach Njinmaha – ale zawsze jakieś. Zwłaszcza że przy nazwisku Woltemade również widnieje okrągłe zero.

Gdy więc można było liczyć, że w końcówce sezonu Polak wrzuci wyższy bieg i w końcu da na boisku jakieś konkrety, przypomniało o sobie zdrowie. Podczas sparingu z Hannoverem 27-latek doznał kontuzji mięśniowej, która wykluczy go z gry na mniej więcej miesiąc. To oznacza że do optymalnej dyspozycji powróci pod koniec kwietnia, a więc na ostatnie trzy-cztery kolejki. Żaden moment na łapanie urazów nie jest dobry, ale ten jednak wyjątkowo paskudny – bo równolegle z dolegliwościami zmaga się Njinmah, a Woltemade ogłosił, że po sezonie opuści klub. Logicznie rzecz biorąc, Werner chętnie stawiałby pewnie na Kownackiego, który ma jeszcze kilka lat umowy z klubem.

PRZETASOWANIA W ATAKU

Można więc przypuszczać, że ten sezon będzie dla Polaka kompletnie straconym. Nie jest daleko od realizacji scenariusza, w którym Kownacki dla Werderu nie strzela ani jednego gola, nie dorzuci nawet asysty. Co więc to może oznaczać dla niego w lecie? Transfer na pewno trudno wykluczyć. Trudno żeby przełożeni byli z niego zadowoleni, skoro przychodził po rewelacyjnym roku w Fortunie i kompletnie nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Z drugiej strony – atak za moment uszczupli się o Woltemade, a przecież w styczniu bremeńczycy odrzucili oferty za Polaka. Jest więc nadzieja, że wciąż w niego wierzą i liczą na to, że zdoła się jeszcze odbudować.

Warto jednak wziąć również pod uwagę, jak na rocznym wypożyczeniu w Heidenheim radzi sobie Eren Dinkci. 22-latek w barwach beniaminka prezentuje się wyśmienicie, strzelił 8 goli, dołożył do tego 4 asysty. To trochę inny piłkarz, lubiący grać głównie w bocznym sektorze, ale jednak piekielnie niebezpieczny w ofensywie. Poza tym to rodowity bremeńczyk, więc pewnie w klubie będą chcieli na niego postawić. O ile jednak uda się go zatrzymać, bo niska klauzula odejścia sprawia, że lista zainteresowanych jego usługami rośnie. A to może w oczywisty sposób rzutować na pozycję Kownackiego, który nie będzie miał zbyt mocnych kart w walce o pozostanie w klubie. I którym coraz dalej do udowodnienia, że w Bundeslidze też potrafi sobie radzić.

MARCIN BORZĘCKI

Kategorie:

Przeczytaj więcej

Zobacz więcej ›

Znamy obsadę sędziowską na 30. kolejkę Fortuna 1 Ligi
Jest wyśmiewany przez kibiców swojego klub. W kwietniu wyprzedza największe gwiazdy Premier League
Xavi Simons zostanie w RB Lipsk na kolejny sezon?
Hiszpańscy piłkarze Wisły Kraków z nowymi kontraktami
Możliwy sensacyjny powrót Carlitosa do Polski. Upada temat Wieczystej Kraków?
Oficjalnie: Xavi zostaje w Barcelonie. Joan Laporta tłumaczy zmianę decyzji trenera
Obsada sędziowska 30. kolejki PKO BP Ekstraklasy
Urban: Safari w Bawarii. Kogo upoluje Max Eberl?
Dwóch zawodników może wkrótce opuścić Chelsea
Jaka przyszłość czeka Łukasza Fabiańskiego? Kontrakt doświadczonego bramkarza dobiega końca