Najlepszy piłkarz, z którym grałem.
Daniel Gołębiewski: Adrian Mierzejewski był kozakiem. Bardzo dobrze radził sobie w starciach jeden na jednego, co świadczyło o jego technice, bo szybkościowcem przecież nie był. Do tego dużo widział na boisku. Był czas, gdy dziennikarze i trenerzy zarzucali mu, że dwa razy w meczu go widać, a poza tym jest poza grą; narzekali też, że jest słaby w obronie. Jak do Polonii Warszawa przyszedł Jose Mari Bakero, to powiedział Adrianowi: „Ja nie chcę, żebyś ty był zaangażowany we wszystko. Zrób mi dwie akcje w meczu i będzie pozamiatane”. Dostał dużo luzu i jego gwiazda rozbłysła.
Najlepszy piłkarz, przeciwko któremu grałem.
Robert Lewandowski. Chodziliśmy zresztą razem do liceum, tam się poznaliśmy. Pierwszy raz zagraliśmy przeciwko sobie w meczu Znicz Pruszków – ŁKS Łomża w drugiej lidze. Zdobyłem wtedy gola przewrotką, Robert też trafił do siatki, a jego klub wygrał 3:1. Duże wrażenie zrobił też na mnie Sebastian Giovinco, przeciwko któremu zmierzyłem się w czasach juniorskich. Później występował w Juventusie i rywalizował o miejsce w składzie z Alessandro Del Piero.
Najlepszy trener, z którym pracowałem.
Miałem okazję pracować u czterech trenerów, którzy prowadzili reprezentację Polski. Najwięcej zaczerpnąłem jednak od Bakero, i to mimo bariery językowej. Przekaz u niego był prosty, a treningi były ukierunkowane na to, co chce grać w meczu. U Adama Nawałki zobaczyłem z kolei, jak wygląda dobra organizacja. Panował duży kult pracy, treningi czasem trwały nawet trzy godziny. Dawało to efekty. Pamiętam, jak graliśmy z Lechem Poznań, temperatura przekraczała wtedy 30 stopni Celsjusza. Po meczu zrobiliśmy sondę wśród piłkarzy – każdy miał powiedzieć, od której minuty zaczął spoglądać na zegar. Rekordzista wypalił, że od… szóstej. Mimo to, wygraliśmy 2:1. Dobre przygotowanie fizyczne polega na tym, że nawet jak czujesz się kiepsko, przeciwnik i tak nie jest w stanie ci dorównać.
Najlepsza drużyna, w której kiedykolwiek grałem.
Sportowo – Polonia Warszawa za trenera Bakero. Charakterologicznie postawiłbym na Koronę Kielce, słynną „bandę świrów”.
Najlepsza drużyna, przeciwko której grałem.
S. S. Lazio. Jak byłem nastolatkiem, to pojechałem z juniorami Polonii Warszawa na turniej do Włoch. Było tam kilka fajnych zespołów: Juventus, Roma czy Maccabi Hajfa. Wystąpili też juniorzy Wisły Kraków z Patrykiem Małeckim w składzie. Na koniec zorganizowano specjalny mecz pokazowy: z każdego zespołu wytypowano dwóch zawodników do drużyny, która miała sparing z grającym w Serie A zespołem Lazio. Występował w niej choćby Simone Inzaghi.
Kibice, których najmilej wspominam.
Kibice Polonii Warszawa. Było mi bardzo miło, gdy po powrocie z wypożyczenia otrzymałem od nich tort z napisem „Witamy w domu”. Na moim ślubie zrobili mi niespodziankę – grupa 20-30 fanów Polonii przyjechała i odpaliła race. Jak się pojawiam na Konwiktorskiej co jakiś czas, to zawsze jest bardzo miło.
Najlepszy prezes, z którym pracowałem.
Józef Wojciechowski. Miał podejście: jak ktoś dobrze pracuje, dostaje adekwatną zapłatę. Był to prezes hojny, chciał coś zrobić, ale nie otaczał się dobrymi doradcami. Podpowiadali mu gwałtowne zmiany, namawiali do szybkich decyzji, a w piłce tak się nie da nic zbudować.
Najlepszy stadion, na którym grałem.
Świetnie grało się na stadionie Lecha Poznań. Generalnie miałem jednak taką zasadę, że jak wychodziłem na boisko, to w ogóle nie patrzyłem na trybuny. Interesowało mnie tylko to, co działo się na murawie. Nawet z żoną się potrafiłem o to pokłócić! – Nie widziałeś mnie? Przecież ci machałam z trybun! – narzekała (śmiech).
Najlepszy występ w karierze.
Trwał… 10 minut. Było to spotkanie Polonii Warszawa z Górnikiem w Zabrzu w 2013 roku. Wszedłem wtedy z ławki rezerwowych w końcówce spotkania i strzeliłem dwa gole.
Najgorszy występ w karierze.
Mecz z Wisłą Kraków, gdy byłem zawodnikiem Korony Kielce. Grałem na Arka Głowackiego. Przed meczem sobie założyłem: co by się nie działo, ani razu się nie przewrócę. A jemu, bardzo silnemu facetowi, było to na rękę. Parę razy dostałem po głowie, ale twardo stałem na nogach i sędzia nie odgwizdywał przewinień. Zaliczyłem przez to wiele strat i po 45 minutach wylądowałem na ławce.
Największy sukces w karierze.
Chciałem wystąpić raz w ekstraklasie, a wystąpiłem w niej 129 razy. Na swojej pozycji zagrałem może z połowę tych meczów, zawodnikiem podstawowego składu byłem de facto jedną rundę, ale często wchodziłem z ławki jako pierwszy, więc tych minut się trochę uzbierało. Moja kariera nie była typowa. W wieku 13 lat zagrałem swój pierwszy mecz w klubie. W wieku 16 lat byłem w Polonii i mój debiut w juniorach tego klubu wyglądał tak: w 60. minucie wszedłem na boisko, a w 66. trener mnie zdjął. Przez pierwsze pół roku, a może nawet rok, byłem głębokim rezerwowym. Z kolei dwa lata później trafiłem do reprezentacji Polski U-19, którą prowadził Michał Globisz. Pokazało mi to, że ciężko pracując można szybko nadrobić zaległości.
Największa porażka w karierze.
Mam problem, żeby wymienić coś konkretnego. Na pewno gdybym mógł cofnąć czas, nie przeszedłbym z Korony do Bytovii Bytów. Klub nie miał zaplecza treningowego, organizacyjnie był to typowy beniaminek. Od tamtego momentu zaczęła się moja gorsza passa.
Najlepszy kumpel wśród piłkarzy.
Kumple lub przyjaciele z czasów juniorskich i Młodej Ekstraklasy: Paweł Nerek, Grzesiek Wojdyga, Bartek Gołaszewski, Łukasz Iwanowicz. Nie utrzymuję natomiast stałych kontaktów z piłkarzami, z którymi grałem w ekstraklasie; choćby dlatego, że po zakończeniu kariery świadomie odciąłem się trochę od futbolu.
Najlepszy kontrakt, jaki wynegocjowałem.
Pierwszy profesjonalny kontrakt w Polonii Warszawa, który podpisałem po powrocie z wypożyczenia do ŁKS-u Łomża. Zaproponowano mi 2 tysiące złotych, ja chciałem 5 tysięcy, stanęło na tym, że dostanę 2 tysiące, a jak zagram w ekstraklasie – zarobki wzrosną czterokrotnie. Udało mi się to osiągnąć po kilku miesiącach. To nie był mój najwyższy kontrakt, ale właśnie najlepszy.
Największy żartowniś, którego poznałem w piłce.
Paweł Wszołek i Łukasz Teodorczyk potrafili robić dobre numery w szatni Polonii Warszawa. Nawet gdy w sezonie 2012/13 nie otrzymywaliśmy pieniędzy za grę i losy klubu były niewiadomą, to w klubie panowała świetna atmosfera.
Największy bajerant, którego poznałem w piłce.
Prezes Ireneusz Król. Bajerował ze wszystkim, głównie z pensjami. Ciągle tylko powtarzał: jutro, jutro… Pamiętam, jak pojechaliśmy na obóz do Turcji w składzie około 20 zawodników, a po kilku dniach zostaliśmy w trzynastu, bo niektórzy wkurzyli się, spakowali walizki i na swój koszt wrócili do kraju. Jak jakaś pensja przyszła, albo jej część, to nawet nie z Polonii, tylko z dziwnych spółek. W sumie przez 10 miesięcy w Polonii grałem za darmo. Mógłbym za te nie zarobione pieniądze kupić 60-metrowe mieszkanie w Warszawie. Tej kasy nigdy nie odzyskam. Nie ma jak.
Osoba, której najwięcej zawdzięczam.
Zawodowo – trener Michał Libich. Całkiem inaczej prowadził treningi, poświęcał zawodnikom dużo czasu, tłumaczył im wiele rzeczy, nie tylko piłkarskich. Regularnie dostarczał zawodników do pierwszej drużyny Polonii. Janek Ziółkowski też wyszedł spod jego ręki. Prywatnie najwięcej zawdzięczam rodzicom.
Osoba ze świata piłki, której nigdy nie podam ręki.
Nie ma takiej osoby.
Klub, od którego nigdy nie przyjąłbym oferty.
Brak. Nie miałem swojego ulubionego klubu, więc nie miałem też takiego, do którego czułem niechęć. Sprawy kibicowskie zostawiałem kibicom.
Dziennikarz sportowy, którego niezmiennie cenię od lat.
Krzysztof Stanowski. Kiedyś bardzo podobał mi się jego portal Weszło. Szli pod prąd, oceniali polską piłkę z właściwym sobie poczuciem humoru oraz ironią. Bywali okrutni, ale mieli swój styl. Pamiętam nawet, jak kiedyś po mnie pojechali. Adrian Mierzejewski strzelił gola po solowej akcji biegnąć przez pół boiska, a ja mu wychodziłem parę razy do podania i wtedy znajdowałem się na pozycji spalonej. Napisali później: „Czy Gołębiewski wie, co to jest spalony?”. To było z jajem, przyjąłem to normalnie.
ROZMAWIAŁ: MARCIN PIECHOTA
Ankieta powstała w ramach współpracy Kanału Sportowego z Usiądź, opowiem ci o piłce.
Daniel Gołębiewski – były zawodnik między innymi Polonii Warszawa, Górnika Zabrze oraz Korony Kielce, który rozegrał w ekstraklasie 129 meczów, a za czasów pracy Franciszka Smudy w reprezentacji Polski otrzymał powołanie do kadry. Obecnie trener przygotowania fizycznego reprezentacji Polski U-19 oraz właściciel siłowni w Nasielsku, gdzie sam również prowadzi zajęcia.











