HomePiłka nożnaCopa America: Kanada zbiera naukę. Historyczny sukces!

Copa America: Kanada zbiera naukę. Historyczny sukces!

Źródło: Własne

Aktualizacja:

Udział w tegorocznym turnieju ma być dla Kanadyjczyków piłkarskim testem przed mundialem, którego współgospodarzem będzie za dwa lata i choć wyniki są na razie lepsze niż gra, to drużyna Jessego Marscha dała już kibicom powody do dumy.

Kanada Copa America

Kanada Copa America. Fot. Alamy

Copa America 2024 będzie udana dla co najwyżej jednego z trzech współgospodarzy mundialu za dwa lata. Amerykanie dali plamę, zajmując w grupie z Urugwajem, Panamą i Boliwią dopiero trzecie miejsce, Meksykanie także zakończyli rywalizację za Wenezuelą i Ekwadorem w grupie B i tylko najniżej notowana z całej trójki Kanada gra dalej. W nocy z piątku na sobotę polskiego czasu (godz. 3:00) drużyna spod znaku Klonowego Liścia zmierzy się w ćwierćfinale z Wenezuelą i już teraz może mówić o historycznym osiągnięciu. To ich pierwsze zaproszenie do udziału w Copa America, a w północnoamerykańskim Gold Cup wygrywali już w 1985 i 2000 roku, choć to nieco niższy poziom rywalizacji. Celem miało być wygranie jednego meczu i zachowanie twarzy, a udało się awansować do ćwierćfinału. Przebicie się do strefy medalowej to już byłoby coś, o czym nikt nawet głośno nie marzył.

Związkowy chaos


Taka szansa dla Kanadyjczyków musi zaskakiwać, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia. Niby za dwa lata czeka ich mundial na własnej ziemi, wcześniej w 2022 roku byli już w Katarze, gdzie trafili do trudnej grupy z dwoma przyszłymi półfinalistami (Chorwacja i Maroko) oraz doświadczoną europejską reprezentacją (Belgia), a w zespole nie brakuje piłkarzy z wyrobioną w Europie marką jak Alphonso Davies czy Jonathan David, jednak wokół reprezentacji panuje duży bałagan.

Nowy selekcjoner Jesse Marsch objął stanowisko dopiero w połowie maja i zakończył trwające prawie rok poszukiwania. Latem 2023 roku z tej funkcji odszedł John Herdman, który pełnił ją przez ponad pięć i pół roku. Tarcia zaczęły się po porażce z USA w finale Ligi Narodów CONCACAF w czerwcu, gdy Herdman publicznie skrytykował kanadyjski związek piłkarski za to, jak wyglądały przygotowania jego drużyny do turnieju. Nie jest bowiem tajemnicą, że federacja ma problemy finansowe, przez co kadra przygotowywała się w partyzanckich warunkach, a jednocześnie ogłoszono, że w trakcie wrześniowej przerwy reprezentacyjnej nie rozegra żadnych sparingów, bo związku na to nie stać.

– Mamy najlepsze pokolenie piłkarskie w naszej historii, za nimi idą już następni gracze, a na nic nie ma pieniędzy. W 2026 roku mamy u siebie mistrzostwa świata i musimy traktować to poważnie. Sprowadziliśmy do Kanady największy piłkarski turniej i nie robimy nic, by wykorzystać czas do jego rozpoczęcia, by tam walczyć o zwycięstwa – żalił się Herdman, by kilka tygodni później opuścić drużynę narodową.

Odważna misja Marscha


Jego zastępcą został tymczasowo jego asystent Mauro Biello, a federacji aż do maja 2024 roku zajęło znalezienia kogoś na stałe. Wśród sondowanych nazwisk był m.in. Ole Gunnar Solskjaer, ale Norweg miał rzekomo wysokie wymagania finansowe. Kanadyjski związek szukał kogoś tańszego, bo nie jest tajemnicą, że budżet świeci pustkami, m.in. z uwagi na fatalnie skonstruowaną umowę telewizyjną, jednak chętny wreszcie się znalazł.

Jesse Marsch pozostawał bez pracy od zwolnienia z Leeds United w lutym zeszłego roku. Wielu widziało w nim kandydata do zastąpienia Gregga Berhaltera w reprezentacji USA, gdyby ta zawodziła – co ostatecznie stało się na Copa America 2024 – ale nieoczekiwanie 50-latek wybrał kanadyjską ofertę. Sam ma sporo do udowodnienia i nie przestraszył się wizji rozpoczęcia pracy na miesiąc przed ważnym turniejem, a pomocną dłoń związkowi rzuciły kluby. Oficjalny tytuł Marscha to „MLS Canada Men’s National Football Team Coach”, bo trzy kanadyjskie drużyny występujące na co dzień w MLS, czyli Toronto FC, Montreal CF i Vancouver Whitecaps, zgodziły się na to, by zrzucać się trenerowi na pensję.

Marsch został wytypowany, bo oczekiwano, że preferowany przez niego styl gry, wykuwany przecież podczas pracy w RB Salzburg i RB Lipsk, będzie pasował do zawodników, których wielkim atutem jest szybkość. Amerykanin dostał więc grupę z potencjałem, choć mocno rozczarowaną przyjazdami na mecze reprezentacji, do Copa America zostawało kilka tygodni, a w dodatku Kanada grała za chwilę wymagające sparingi z szykującymi się do Euro Holendrami i Francuzami.

Chrzest bojowy


Debiut Marscha nie był udany. W Rotterdamie jego drużyna przegrała aż 0:4, a szczególnie słabo zagrała w drugiej połowie, jednak już bezbramkowy remis z Francją w drugim meczu określono jednym z najlepszych wyników w historii kadry. Mało komu przeszkadzał fakt, że Didier Deschamps dał szansę bardzo wielu zmiennikom – w świat poszła informacja, że Kanada stawiła czoła wicemistrzom świata.

Marsch mówił, że dla jego zawodników to ważne zderzenie z graczami o wielkiej jakości, bo na Copa America czeka ich to samo – najpierw w meczu otwarcia całego turnieju Kanada mierzyła się z Argentyną, a w kolejnych meczach z Peru, które w czterech z pięciu wcześniejszych edycji Copa America docierało do półfinału, oraz doświadczonym Chile. Piłkarze opowiadali, że to zestaw niemal tak wymagający, jak rywale z Kataru. – Dla nas ważne będzie nie tylko to, że będziemy rywalizowali z silnymi ekipami, a przy okazji fakt, że drużyny z Ameryki Południowej grają twardo, zawsze z pełnym zaangażowaniem. To pozwoli nam ocenić, ile brakuje nam jeszcze do światowej czołówki i pokaże nasz charakter – oceniał Marsch.

Mecze w grupie A były tego całkowitym potwierdzeniem. Z Argentyną do przerwy utrzymywał się wynik 0:0, ale w drugiej połowie Leo Messi, Julian Alvarez, Angel di Maria i Lautaro Martinez nie pozostawili złudzeń. Wygrana 2:0 nie oddaje jednak w pełni przebiegu tego spotkania. Po pierwsze, Kanada miała wystarczająco dobre okazje, by strzelić gola, a po drugie, popełniała tyle błędów w obronie i tak często ratował ją bramkarz Maxime Crepeau, że i mistrzowie świata mogli strzelić więcej goli.

Dwa kolejne mecze były już inne i pełne walki. Z Peru (1:0) to rywale przeważali, ale zaczęły im puszczać nerwy. Kończyli mecz w dziesiątkę, a powinni nawet w dziewiątkę i dopiero z przewagą jednego zawodnika Kanadyjczycy zdobyli bramkę. To było ich pierwsze od 24 lat zwycięstwo w meczu z ekipą z Ameryki Południowej i sprawiało, że w ostatnim meczu z Chile remis praktycznie zapewniał awans. Tak też się stało, bo w starciu z Alexisem Sanchezem i spółką bramki nie padły, a sprawę ułatwiła kolejna czerwona kartka – tym razem jeszcze przed upływem 30 minut obejrzał ją chilijski obrońca Gabriel Suazo.

Czas wykrzesać potencjał


Kanada wyszła więc z grupy, choć wyniki były zdecydowanie lepsze niż gra. Niby udało się zdobyć cztery punkty, ale gol Davida przeciwko Peru był jedynym. Marscha cieszył fakt, że udało się jego piłkarzom zachować dwa czyste konta i powtarzał, że dopiero buduje tę drużynę i jeszcze przyjdzie czas, że pokaże ona pełnię swojego potencjału.

Ten widać gołym okiem. Kanada do 2022 roku grała tylko na jednym mundialu (1986), a teraz dysponuje graczami, którzy za dwa lata mają sprawić niespodziankę. David to gwiazda Lille i być może już za chwilę napastnik, który przeniesie się do Premier League. Obok niego gra Cyle Larin – dawny numer 1 draftu MLS, później piłkarz m.in. Besiktasu, a dziś Mallorki. Obaj są najlepszymi strzelcami w historii kadry. Największe nadzieje pokładane są w Daviesie, który u Marscha został mianowany kapitanem i niewykluczone, że na MŚ 2026 pojedzie już jako zawodnik Realu Madryt. Poza nimi są jeszcze Stephen Eustaquio z Porto czy Tajon Buchanan, którego zimą Inter sprowadził z Club Brugge za 10 mln euro. Na wysokim poziomie gra też Alistair Johnston, od kilku lat będący zawodnikiem Celticu, a Marsylia właśnie sprowadziła Ismaela Kone, który do tej pory występował z powodzeniem w Watfordzie na poziomie Championship.

Z tej grupy Marsch lepi drużynę, która z meczu na mecz wygląda coraz lepiej w pressingu i grze skrzydłami, co miało być jej największym atutem. Obronił się też jego pomysł na zestaw stoperów, który tworzą Moise Bombito – póki co jeden z najlepszych piłkarzy Kanady na Copa America i za chwilę być może nowy nabytek Lyonu – i Derek Cornelius z Malmö. Wydaje się, że podjął też dobrą decyzję co do obsady bramki. Na bocznym torze wylądował znany z występów w Ekstraklasie Milan Borjan i Marsch postawił na Crepeau. Jego atutem jest gra nogami i poza własnym polem karnym, dzięki czemu Kanadyjczycy mogą wysoko ustawiać defensywę. Bez 30-latka na pewno nie byłoby wyjścia z grupy.

W ćwierćfinale czeka już Wenezuela, czyli największe do tej pory zaskoczenie turnieju, ale Kanada nie jest bez szans. Widać jeszcze sporo niedociągnięć w grze, choć dobry wynik i przebicie się do strefy medalowej nie dość, że utarłoby nosa innym gospodarzom mundialu 2026, to jeszcze przykryło negatywny wizerunek, jaki tworzy kanadyjskiej piłce tamtejszy związek. To na razie drobny krok w kierunku, jakiego domagał się poprzednik Marscha, ale jeśli dalej tak pójdzie, za dwa lata na swoich boiskach reprezentacja Les Rouges może być czarnym koniem z prawdziwego zdarzenia.

Kategorie:

Przeczytaj więcej

Zobacz więcej ›

Makana Baku nie dostanie szansy w Legii? Transfer o krok!
Z transferu marzeń Klimali jednak nici? Zaskakujący zwrot akcji!
Mecz pod znakiem powrotów zwycięski dla gości! Raków lepszy od beniaminka z Lublina [WIDEO]
Jedna rzecz zgubiła Górnika Zabrze. Urban nie ma wątpliwości
Kibice w Norwegii protestują przeciwko VAR. Kreatywności im nie brakuje
Kevin de Bruyne jednak nie trafi do Arabii? “Nie ma porozumienia”
Ukraiński pomocnik zostaje w Lechii! Nowa umowa już podpisana
Zwycięstwo na otwarcie sezonu. Lech Poznań wygrał z Górnikiem Zabrze [WIDEO]
Mocne słowa nowego trenera Wisły na temat gry rywala. “Świat nam odjeżdża”
Nowy bramkarz zawita do Katowic. GKS stawia na ekstraklasowe doświadczenie