HomePiłka nożnaKingsley Coman opuści Bayern Monachium? Skrzydłowy na liście życzeń giganta

Kingsley Coman opuści Bayern Monachium? Skrzydłowy na liście życzeń giganta

Źródło: Gabriel Stach/BILD

Aktualizacja:

Po tym, jak Kingsley Coman odrzucił ofertę Fenerbahce, niewykluczone, iż latem zasili szeregi Paris Saint–Germain – podaje niemiecki dziennik „BILD”.

Kingsley Coman

ddp media GmbH / Alamy

Coman może wrócić do PSG

Bayern Monachium przechodzi kadrową rewolucję i wiele mówi się m.in. o przyszłości Kingsleya Comana w stolicy Bawarii. W minionym sezonie Francuza trapiły problemy zdrowotne. Przez liczne kontuzje opuścił kilkanaście spotkań a – kiedy występował już na murawie – nie dawał swojej drużynie tak wiele boiskowej jakości jak w poprzednich latach. Zaliczył w 16 występów w Bundeslidze, zdobywając podczas nich zaledwie trzy bramki oraz notując trzy asysty.

Powołując się na powyższe źródło, właściciele Bayernu Monachium są skłonni sprzedać Kingsleya Comana po otrzymaniu konkretnej propozycji. Die Roten oczekują za niego kwoty w wysokości około 50 milionów euro. Angażem skrzydłowego interesuje się Paris Saint–Germain, czyli w klub, którego jest wychowankiem. Zawodnik ma być otwarty na powrót do PSG. Według doniesień z francuskich mediów rozpoczęto już rozmowy w sprawie ewentualnego transferu.

Kategorie:

Przeczytaj więcej

Zobacz więcej ›

Mateusz Borek ostro o Realu Madryt! “To za mało jak na ten klub”
„Przyjechali pogadać z Robertem”. Borek potwierdza, że kolejny klub chce Lewandowskiego!
Sebastian Szymański blisko wielkiej ligi! Zaawansowane rozmowy
Trzęsienie ziemi i rewolucja w Śląsku Wrocław! Olbrzymie zmiany
Lewandowski z kolejnym golem! Borek przewiduje, ile bramek zdobędzie do końca sezonu!
Dwa ulubione mecze Sow’a w Górniku Zabrze. Senegalczyk wskazał
Górnik Zabrze sporo na nim zarobił. Nikt nie spodziewał się takich słów piłkarza!
Pogoń naciska na ten transfer! Chce go jeszcze zimą
Manchester United coraz bliżej wyboru trenera! Oni są w grze
Robert Lewandowski zabrał głos po hicie z Realem Madryt. „Dlatego jesteśmy tak groźni”