HomePiłka nożnaBorzęcki: Pęknięcia na fundamentach. BVB ma problem. Dokąd zmierza Borussia?

Borzęcki: Pęknięcia na fundamentach. BVB ma problem. Dokąd zmierza Borussia?

Źródło: Własne

Aktualizacja:

Borussia Dortmund w ciągu ostatniej dekady umocniła się w roli drugiej siły piłkarskiej w Niemczech i najatrakcyjniejszej trampoliny dla młodych piłkarzy. W ostatnich miesiącach 8-krotny mistrz kraju robi jednak wiele, by ten wizerunek zdegradować.

Borussia Dortmund

Borussia Dortmund. Fot. ANP/SIPA USA/PressFocus

EMOCJONALNA SINUSOIDA

W tym wieku kibice BVB przeżyli całą gamę doznań – i rozkoszując się sukcesami klubu będącego na szczycie, i drżąc o los zespołu tańczącego nad przepaścią. Stulecie rozpoczęło się przecież od mistrzostwa kraju zdobytego w 2002 roku, a przecież dość świeże były jeszcze wspomnienia z Ligi Mistrzów wygranej pięć lat wcześniej. Już chwilę później te reminiscencje wydawały się być jednak prehistorią – Borussia popadła w ogromne tarapaty finansowe, sprzeciętniała, miała nawet moment walki o utrzymanie. A to wszystko, by za moment spektakularnie się dźwignąć, gdy w roli trenera został zatrudniony pewien sympatyczny gość w dresie i bejsbolówce, który grupę młodych i szerzej nieznanych zawodników doprowadził do dwóch ligowych tytułów i do finału Ligi Mistrzów. Złota era Juergena Kloppa sprawiła, że w Dortmundzie udało się zbudować potężne fundamenty na przyszłość. Na Signal-Iduna Park lgnęły i największe talenty, i piłkarze będący w szczycie kariery, którzy chcieli wykonać kolejny krok. Sam klub z kolei miał prawo myśleć już nie tylko o tym, jak odskoczyć pozostałym klubom z Bundesligi, bo to już się udało, ale też jak skracać cierpliwie dystans sportowo-finansowy do Bayernu Monachium.

Od ostatniego mistrzostwa w 2012 roku BVB aż 7 razy kończyła sezon na drugiej pozycji i tylko raz wypadła poza najlepszą czwórkę. Te osiągnięcia trzeba jednak traktować dwuznacznie – można się złościć, że hegemonia Bayernu rosła i nie udało się jej przerwać, ale też warto docenić to, co udało się osiągnąć. W Niemczech było przecież wiele klubów, które aspirowały do bycia drugą siłą piłkarską w kraju i miały pełne prawo o tym marzyć – jak choćby Bayer Leverkusen, Schalke, Hamburger SV czy RB Lipsk. Tymczasem to właśnie Borussia konsekwentnie umacniała się na tej pozycji i wydawało się, że stworzyła sobie taką przewagę nad resztą, że nic nie jest w stanie jej zagrozić.

MECZ ZMIENIAJĄCY HISTORIĘ

Rok temu o tej porze Borussia zajmowała – jakże by inaczej – drugą pozycję w tabeli, ale tylko z punktem straty do Bayernu. Wkrótce wygrała jednak trzy mecze z rzędu i do ostatniej kolejki i domowego meczu z FSV Mainz podchodziła w roli lidera. Gdyby tamto spotkanie z ligowym średniakiem udało się wygrać, dortmundczycy spuentowaliby w znakomity sposób bardzo udany czas i tylko potwierdziliby, że częściej mogą spoglądać przed siebie niż za siebie. Tylko remis i przegrany w dramatycznych okolicznościach tytuł znacząco zmienia jednak narrację – zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę to, co dzieje się w tym sezonie ligowym. Po sobotniej porażce z Lipskiem BVB – na trzy spotkania przed końcem – ma już pięć punktów straty do czwartego RB właśnie. Wiele wskazuje więc na to, że skończy rozgrywki na piątej lokacie, a więc po raz pierwszy od 2015 roku wypadnie poza TOP4. Co więcej – gdy spojrzymy sobie na to, jak zespół Terzicia wygląda w starciach z ligową czołówką, dojdziemy do bardzo smutnej konstatacji. W starciach z Bayerem, Bayernem, Stuttgartem i Lipskiem żółto-czarni wygrali raz, dwa razy zremisowali i aż pięciokrotnie przegrali. Od lat – poza drobnymi wyjątkami – dortmundczycy fatalnie spisują się w szlagierowych meczach z Bawarczykami, ale to można by jeszcze wybaczyć. Gorzej jednak że nie radzą sobie nawet z Lipskiem. Ostatnie mecze z „Bykami” to w końcu ciąg następujących wyników: 2:3, 1:4, 1:2, 1:4, 0:3, 2:1, 0:2, 2:3, 1:4.

Nie tylko suche rezultaty mogą jednak niepokoić. Od dwóch lat Borussia uwstecznia się piłkarsko. Zatrudnienie Edina Terzicia w roli trenera miało pewne podstawy logiczne – w przeszłości świetnie spisał się jako strażak, uratował sezon 2020/21, sięgnął również po Puchar Niemiec. Na dłuższym dystansie warsztat trenerski 41-latka jest jednak zbyt ubogi. Z jednej strony potrafi bowiem ustawić zespół w niższym bloku defensywnym i ukierunkować na wyprowadzanie kontrataków, z drugiej – rywale w lidze chętnie oddają BVB piłkę. Ta jednak drugi sezon z rzędu ma ogromne problemy w ataku pozycyjnym, a przecież jakości czysto piłkarskiej jej nie brakuje. Stąd też bierze się tak wiele wpadek i tak wiele problemów. To też poniekąd tłumaczy taki rozdźwięk między wynikami Borussii w Bundeslidze i w Lidze Mistrzów. Na arenie europejskiej, gdy naprzeciwko jest Milan, PSG, Newcastle czy Atletico Madryt, końcu dortmundczycy mogą schować się w obrębie pola karnego i wykorzystywać dynamikę skrzydłowych. Gdy jednak grać trzeba z Mainz, Heidenheim czy Augsburgiem – prowadzenie gry trzeba przejąć.

PRZEWAGA FINANSOWA

Ten sezon jest dla Dortmundu o tyle boleśniejszy, że lata rzetelnej pracy w cieniu przekuł w końcu w spektakularny sukces Bayer Leverkusen. Na BayArena zdołali zrobić bowiem to, co nie udało się Borussii od 2012 roku ani razu, czyli przechytrzyć Bayern Monachium w walce o mistrzowską paterę – na dodatek w spektakularnym stylu. To oczywiście nie sprawia, że ten klub możemy nazywać drugą piłkarską siłą w Niemczech, powiedzieć tego nie można tym bardziej o Lipsku czy Stuttgarcie – ale jednak BVB zaczyna czuć oddech na plecach. Zwłaszcza że tak jak w przeszłości była najbardziej ekskluzywnym inkubatorem dla zdolnej młodzież i zdolni nastolatkowie bez wahania wybierali ją, tak teraz wybór jest znacznie szerszy. Agenci i ich klienci dostrzegają, że w siermiężnie grającej Borussii trudniej o rozkwit ofensywnych możliwości, a lepszym adresem może być choćby Bayer. Jeszcze kilka lat temu Ralf Rangnick wzruszał ramionami, gdy pytano go o to, dlaczego Erling Haaland wybrał Borussię a nie Lipsk, odpowiadając, że w tej sprawie nie pomogłaby nawet interwencja papieża. Teraz jednak największe skupiska zdolnej młodzieży można odnaleźć właśnie w Leverkusen i w Lipsku – a nie w Dortmundzie.

Oczywiście nie ma też co tworzyć wokół BVB atmosfery nadchodzącej katastrofy. Ale jest dość przesłanek, by w klubie osobom decyzyjnym zapaliły się lampki ostrzegawcze i by wyciągnąć wnioski z tego, co się wydarzyło i co się wydarzyć może. Dość powiedzieć, że to wciąż drugi najbogatszy klub w Niemczech. Wedle ostatniego oficjalnego raportu Bundesligi najwięcej w Bundeslidze na pensje piłkarzy i sztabu szkoleniowego wydaje oczywiście Bayern (ok. 350 milionów euro rocznie), druga jest Borussia (230), kolejny Lipsk (165), a aktualny mistrz jest dopiero poza podium (142). I strata do pierwszej lokaty, i przewaga nad trzecią i czwartą są więc spore i nie są to różnice do zasypania w kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt miesięcy. Bayer pokazał jednak, że słowa Hansa-Joachima Watzkego, który fiasko kolejnych pościgów za Bayernem zrzucał na dysproporcje ekonomiczne, nie powinny być traktowane jak wyrocznia. Bo można ligę wygrać mając lżejszy portfel, ale przy tym sprytniejsze pomysły.

GDZIE KUCHAREK SZEŚĆ

Fundamenty, które stawiali przez ostatnią ponad dekadę w Dortmundzie, wciąż zatem stoją, ale pojawiły się na nich pierwsze pęknięcia i ludzie decyzyjni powinni szybko chwycić za cement i załatać szczeliny. Być może właśnie to się dzieje, bowiem w ostatnich dniach ogłoszono dość istotne decyzje, a kolejne są prawdopodobnie w drodze. Borussia uczyniła bowiem nowym dyrektorem generalnym byłego piłkarza Larsa Rickena, a nowym planistą kadry ma zostać były szef skautów – Sven Mislintat. BVB chce więc wzmocnić struktury gabinetowe tak, jak wzmocniła w zimie struktury trenerskie, gdy Terzicia wsparła nowymi asystentami, czyli Svenem Benderem i Nurim Sahinem.

Te pomysły nie gwarantują oczywiście, że kolejny sezon będzie w wykonaniu BVB znakomity i teraz to się w ogóle wszystko ułoży. Sceptycy zresztą mogą zwrócić uwagę na to, że w klubie będzie zbyt wiele osób decyzyjnych. Liczyć będą się w końcu Ricken i Mislintat, ale też wciąż Sebastian Kehl (dyrektor sportowy), Matthias Sammer (doradca), Hans-Joachim Watzke (szef), a i sam trener Terzić ma przecież wpływ na ruchy transferowe. A gdzie kucharek sześć…

Kluczowa w tym wszystkim wydaje się jednak rola szkoleniowca. W obliczu zaskakująco dobrych wyników osiąganych na arenie międzynarodowej – według niemieckich mediów – nawet piąta pozycja na zakończenie sezonu ligowego nie strąci Terzicia z posady. Pytanie jednak czy jest on w stanie wykrzesać z drużyny coś więcej, a jeśli nie to czy potencjalnie kolejny przeciętny sezon nie rozszczelni pęknięć w fundamentach jeszcze mocniej…

Kategorie:

Przeczytaj więcej

Zobacz więcej ›

Potężny błąd obrońcy Manchesteru City! Czerwone Diabły prowadzą na Wembley [WIDEO]
Wojciech Szczęsny będzie miał nowego rywala w walce o skład. To już pewne
Tymoteusz Puchacz bliski zmiany klubu. Jest wielu zainteresowanych
Gwiazdor Liverpoolu może odejść z klubu!
Nie wiadomo czy zdobędą mistrzostwo. Jednak już planują letnie transfery
Zespół z Bundesligi dał siedem milionów euro za reprezentanta Polski. Klub podjął decyzję
PSG zamierza wzmocnić cztery pozycje! Mocne nazwisko na liście
Poznaliśmy króla strzelców La Ligi? Wielki pech kontrkandydata
Kto będzie asystentem Flicka w Barcelonie? Dobrze znane nazwisko
Drugi ROAST przed Clout MMA 5 – kiedy i gdzie obejrzeć?