Legia wciąż szuka kolejnych wzmocnień
Legia Warszawa zakończyła rok 2025 na przedostatnim miejscu w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Jakby tego było mało, stołeczna ekipa już pożegnała się z europejskimi pucharami i Pucharem Polski. Mimo tego w zimowym okienku do zespołu Marka Papszuna dołączył jedynie Otto Hindrich. Rumuński bramkarz ma rywalizować o pierwszy skład z Kacprem Tobiaszem.
Kibice z Łazienkowskiej mogą się niecierpliwić, lecz Mateusz Borek ma swoje zdanie na temat działań władz klubu. Zdradził, co jest obecnie największym problemem Legii.

– Znowu rozmawiamy o Żewłakowie i Bobiciu, ale ile mają pieniędzy do wydania? Moim zdaniem jest proste przesłanie: jak kogoś sprzedacie, to możecie kupić, ale inaczej zapomnijcie. […] Największy problem jest z kasą wydaną na napastnika. Koncepcja była taka, żeby zabezpieczyć, skorzystać z okazji i zrobić dwa-trzy transfery, które będą wzmocnieniami – powiedział na antenie Kanału Sportowego.
– Problem jest z przodu. Jak wydajesz na gościa trzy bańki, to oczekujesz 20 goli w sezonie. On się powinien bawić w tej lidze, a my się bawimy oglądając jego wyczyny na boisku. Drugi strzela amatorom z Gibraltaru i się cieszy tak, jakby strzelił w finale mundialu, bo trafił do siatki po raz pierwszy od 13 miesięcy. Gdyby Legia miała dwóch kozaków z przodu, to nawet mimo wszystkich braków byłaby na zupełnie innym miejscu w tabeli – dodał.
Czytaj też:
Borek docenia Dawidowicza. „Będzie pod lupą w Ekstraklasie”
Proces prywatyzacji Górnika trwa. Borek: Wszystko to jest owiane tajemnicą
Program „Tylko Sport” można obejrzeć poniżej.










