HomePiłka nożnaBezpieczna przyszłość. Bayer Leverkusen może uniknąć wyprzedaży

Bezpieczna przyszłość. Bayer Leverkusen może uniknąć wyprzedaży

Aktualizacja:

Drużynom w ligach z tak potężnym hegemonem trudno jest osiągnąć sukces, a jeszcze trudniej – nie zostać jego ofiarą. Wiele wskazuje jednak na to, że Bayerowi Leverkusen uda się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

Xabi Alonso

Xabi Alonso. Fot/Pressfocus

POKONAĆ GIGANTA

Od 1963 roku przez Bundesligę przewinęło się łącznie 57 drużyn, ale gdy przyjrzymy się klasyfikacji medalowej, dojdziemy do prostego wniosku – to rozgrywki zdominowane przez Bayern Monachium. Bawarski klub wygrał je aż 32 razy, a najwięcej o jego przewadze nad resztą powie liczba triumfów dwóch kolejnych w klasyfikacji medalowej ekip – Borussii Dortmund i jej siostry z Moenchengladbach. Te bowiem ligowy triumf świętowały tylko po pięć razy. Werder Brema czterokrotnie, Hamburger SV i VfB Stuttgart trzykrotnie, Koeln i Kaiserslautern dwukrotnie, a TSV 1860, Wolfsburg, Eintracht Brunszwik i Nuernberg – tylko po razie. To pokazuje zatem, jak trudno jest włożyć kij w szprychy Bayernowi i na przestrzeni 34 kolejek zgromadzić większą liczbę punktów. I tak jak w tamtym stuleciu zdarzało się jeszcze, by inna drużyna łapała serię (jak Gladbach w latach 70. czy HSV na początku 80.), tak w tym zdarzyło się to tylko w latach 2011-2012, gdy najlepsi byli piłkarze Juergena Kloppa.

W ostatnich 11 sezonach mistrzostwo rokrocznie celebrowane było na monachijskim Marienplatzu. Może i bywały na przestrzeni tej ponad dekady lepsze i gorsze momenty, bywało nawet że Bawarczycy wręcz prosili się, by ktoś odebrał im paterę, lecz nikomu nie udało się tego zrobić. Na tym większe uznanie zasługuje więc to, co wyczynia Bayer Leverkusen. Od początku sezonu zawodnicy Xabiego Alonso wciąż nie przegrali meczu, mają już za sobą serię 40 spotkań we wszystkich rozgrywkach, z czego 35 wygrali, a resztę zremisowali. W lidze – na siedem kolejek przed końcem – mogą się poszczycić aż 13 punktami przewagi nad Bayernem i tylko kataklizm mógłby odebrać im mistrzostwo. A kto wie zresztą, czy nie sięgną po dublet, skoro w finale Pucharu Niemiec zmierzą się z 2-ligowym Kaiserslautern. Ba – wciąż mogą nawet marzyć o tryplecie (w ćwierćfinale Ligi Europy czeka na nich West Ham United).

OSZUKAĆ PRZEZNACZENIE

Naturalna kolej rzeczy byłaby więc taka, że Bayer wygrałby jeden, dwa lub trzy puchary, nacieszył się tym przez kilka dni, a potem wrócił do rzeczywistości i bezradnie zaczął przyglądać utracie kolejnych filarów. Tak zazwyczaj bywa z drużynami, które nie są w swoim kraju – a tym bardziej w Europie – najmocniejsze i dość niespodziewanie uda się im zaliczyć rewelacyjny sezon. Losy znanego z mitologii greckiej Ikara dzieliło już wielu. Ale jednak są logiczne przesłanki, by sądzić, że na BayArena uda im się oszukać przeznaczenie – osiągnąć sukces i nie zostać jego ofiarą.

Jeszcze kilka tygodni temu karuzela spekulacji kręciła się w najlepsze. Wydawało się, że Alonso jest już na finalnym etapie podejmowania decyzji o tym, czy przeprowadzić się do Monachium, czy do Liverpoolu. Gdziekolwiek by jednak nie poszedł, miał ze sobą zabrać Floriana Wirtza a może i Alejandro Grimaldo. Ponadto z Leverkusen już rok temu chciał odejść Jonathan Tah, który bezustannie marzy o zasmakowaniu gry w Premier League. Relatywnie niską klauzulę odejścia ma w kontrakcie Jeremie Frimpong, jako mistrz świata z Argentyną i mistrz Niemiec z Bayerem znakomite karty w negocjacjach z nowym klubem miałby również Exequiel Palacios. A są jeszcze przecież inni bohaterowi tego sezonu – Edmond Tapsoba, Odilon Kossounou, Piero Hincapie czy Amine Adli. Oni wszyscy bez trudu znaleźliby sobie większego i bogatszego pracodawcę. A jednak wygląda na to, że latem może się udać utrzymać tę grupę w ryzach.

SYGNAŁ WIRTZA

Już w grudniu Hans-Joachim Wirtz, ojciec przeżywającego najlepszy czas w karierze Floriana, dał do zrozumienia, że w kolejnym sezonie jego syn wciąż będzie grał w Bayerze (swoją drogą pomocnik ma… dziewięcioro rodzeństwa). W lutym senior raz jeszcze zabrał głos, zapowiadając, że piłkarz wypełni w dużej mierze obowiązującą do 2027 roku umowę, a o swojej przyszłości pomyśli najwcześniej za dwa lata. Można było to potraktować jako element negocjacji z potencjalnym kupcem, a można było też uznać, że otoczenie piłkarza już wie, iż z klubu za pół roku nie odejdzie trener. I jak czas pokazał, to ta druga wersja jest prawdziwa. Przed tygodniem Alonso ogłosił bowiem, że w lecie nie zmieni pracodawcy, co wywołało mieszaninę radości ze zdumieniem – bo przecież jego odejście wydawało się przesądzone.

Wiadomo więc że w Leverkusen pozostanie najlepszy piłkarz i trener. W listopadzie z kolei kontrakt do 2028 roku przedłużył dyrektor sportowy Simon Rolfes, równie istotny dla całej układanki (to w końcu on postanowił na tego szkoleniowca i na tych zawodników). Poza tym Bayer tak po prostu nie będzie musiał sprzedawać zawodników. To klub należący do ogromnego koncernu farmaceutycznego, więc w przypadku zakończenia roku finansowego na minusie, może liczyć na to, że zarządzająca nim spółka po prostu zasypie dziurę w budżecie. Ale tym razem takiej potrzeby zresztą nawet nie będzie, bo po osiągnięciu tak wielkiego sukcesu na klub spadnie deszcz pieniędzy – i za mistrzostwo, i za awans do Ligi Mistrzów, a kto wie za jakie triumfy jeszcze. Ekonomicznie B04 jest więc w znakomitej kondycji i zwyczajnie nie musi się nikogo pozbywać.

BEZPIECZNA PRZYSZŁOŚĆ

Potencjalna konieczność wyprzedaży – która nie istnieje – to jedno, jej możliwości – drugie. Kadra zespołu jest tak zbudowana, że większość gwiazd ma wieloletnie umowy. Tapsoba ma kontrakt do 2028 roku, Hincapie do 2027, Kossounou do 2026, Grimaldo do 2027, Palacios do 2028, Frimpong do 2028, Xhaka do 2028, Wirtz do 2027, Adli do 2026, Tella do 2028, Schick do 2027 a Boniface do 2028. Z kluczowych zawodników z umowami do 2025 roku pozostają jedynie 34-letni kapitan Lukas Hradecky (raczej nigdzie mu lepiej nie będzie) i obrońca Jonathan Tah (według „Bilda” lada moment podpisze nową umowę). Rolfes zabezpieczył więc przyszłość drużyny w najlepszy możliwy sposób. Dość zresztą powiedzieć, że mało który piłkarz ma wpisaną klauzulę odejścia. Taka na poziomie 40 milionów euro widnieje w dokumencie Frimponga, z kolei o połowę niższa w kontrakcie wspomnianego Taha (ale pewnie w nowym już jej nie będzie).

Bayer może więc – w odpowiedzi na zainteresowanie – stawiać zaporowe żądania. Oczywiście to nie wyklucza scenariusza, w którym któryś z potencjalnych nabywców przekroczy próg bólu i wyskoczy z tak atrakcyjną ofertą, że na BayArena zdecydują się ją zaakceptować. Mogą jednak rozgrywać tę grę na własnych zasadach, mając przy tym świadomość, że tego najważniejszego człowieka mają po swojej stronie. A to argument potężny – w końcu dzięki Alonso wielu piłkarzy prezentuje się tak znakomicie, a za kilka miesięcy praca z Baskiem stanie się o tyle atrakcyjniejsza, że będzie można rywalizować również w Lidze Mistrzów. Sam projekt może więc wielu zawodników uznać za wystarczająco satysfakcjonujący na tym etapie kariery.

Przyszłemu mistrzowi Niemiec wielka przebudowa raczej zatem nie grozi. Jeśli z Leverkusen ktoś odejdzie, to pewnie maksymalnie jeden lub dwóch zawodników, którzy – jak można przewidywać na bazie dotychczasowej pracy pionu sportowego – otrzymają godnych zastępców. Kto wie, może zatem Bayer nie nasyci się tylko jednym mistrzostwem i w następnym sezonie znów zdoła rzucić wyzwanie hegemonowi?

MARCIN BORZĘCKI

Kategorie:

Przeczytaj więcej

Zobacz więcej ›

Liverpool wraca na zwycięską ścieżkę. Ważna wygrana “The Reds”
El Clasico: Znamy składy Realu i Barcelony! Będzie ogień na Bernabeu
Oni są niesamowici! Bayer wyrównuje w 97. minucie i przedłuża serię meczów bez porażki [WIDEO]
Puchar Anglii: szalony mecz na Wembley, Manchester United w finale
Miał być hit, a był kit. Legia zremisowała ze Śląskiem
Marcin Matysiak: Zrobiliśmy wiele, żeby ten mecz wygrać
Pogoda w Europie szaleje. Mecz przerwany przez śnieg, pomogli… kibole [WIDEO]
Mariusz Rumak: Dobrze zareagowaliśmy i wywozimy cenne trzy punkty
Klub Premier League oskarża sędziego. Wielka kontrowersja
Co za samobój w Championship! Koszmarny błąd bramkarza [WIDEO]