Arsenal nie odjechał rywalom
Arsenal był faworytem czwartkowego starcia z Liverpoolem. Za wicemistrzami Anglii przemawiał atut własnego boiska, a także seria siedmiu wygranych meczów z rzędu. Podopieczni Mikela Artety nie mieli jednak pomysłu na to, jak dostać się pod bramkę „The Reds”. W pierwszej połowie oddali tylko dwa strzały celne. Po przerwie było zaś jeszcze gorzej. Alisson mógł się wykazać dopiero pod koniec spotkania.

Rzecz w tym, że ekipa prowadzona przez Arne Slota nie umiała wykorzystać problemów lidera Premier League. Przez cały mecz zespół z Anfield stworzył sobie dwie groźne akcje. W pierwszej odsłonie meczu w poprzeczkę trafił Conor Bradley. Z kolei w ostatnich minutach regulaminowego czasu gry Dominik Szoboszlai postraszył Davida Rayę strzałem z bliskiej odległości.
Trzeba to powiedzieć jasno – hit Premier League nie spełnił oczekiwań kibiców. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 0:0. Jedni i drudzy mogą mówić o niedosycie. Po 21 kolejkach ligi angielskiej Arsenal ma przewagę sześciu punktów nad Manchesterem City i Aston Villą. Wszystko wskazuje na to, że to te trzy drużyny mają największe szansę na zdobycie tytułu mistrza Anglii. Liverpool traci już 14 punktów do „Kanonierów”. Można zatem powiedzieć, że „The Reds” wypisują się z walki o najwyższe cele na własne życzenie.











