HomeKoszykówkaMa 224 centymetry wzrostu, ale w NBA nie dają mu szans. “Ludzie zbyt mocno komplikują pewne rzeczy”

Ma 224 centymetry wzrostu, ale w NBA nie dają mu szans. “Ludzie zbyt mocno komplikują pewne rzeczy”

Źródło: własne

Aktualizacja:

Kilka dekad temu byłby pewniakiem do pierwszego numeru w drafcie do NBA. Niedawno jako pierwszy od ponad 40 lat odebrał drugą z rzędu nagrodę dla najlepszego gracza akademickiego. Są jednak poważne wątpliwości, czy Zach Edey w ogóle sobie w NBA poradzi.

Zach Edey

Associated Press / Alamy

Dominacja w NCAA

Nie było na parkietach akademickich w ostatnich latach bardziej dominującego zawodnika niż Zach Edey. 21-letni środkowy, który mierzy ponad 224 centymetry wzrostu w butach, w 2023 i 2024 roku zdobył dwie z rzędu nagrody im. Johna R. Woodena dla najlepszego zawodnika sezonu NCAA. W historii rozgrywek akademickich ylko dwóch innych graczy zdobywało to wyróżnienie więcej niż raz: Bill Walton (w 1972, 1973 i 1974 roku) oraz Ralph Sampson (w 1981, 1982 i 1983 roku). Obaj byli potem wybierani z pierwszym numerem draftu do NBA.

Edey poprowadził w tym roku uczelnię Purdue do wielkiego finału turnieju NCAA, notując średnio 25,2 punktu (najwięcej w kraju) oraz 12,2 zbiórki i 2,2 bloku na mecz. W swoim ostatnim spotkaniu na akademickich parkietach zdobył aż 37 punktów, ale nie dał Boilermakers upragnionego tytułu mistrzowskiego. – Będzie się go wspaniale oglądało w NBA – stwierdził wspomniany Sampson, były czterokrotny uczestnik All-Star Game, który sam mierzy 224 centymetry, w rozmowie z FOX Sports. Nie wszyscy są jednak co do tego przekonani.

Dinozaur z innej ery

21-latek kilkadziesiąt lat temu pewnie byłby kandydatem do “jedynki” w naborze – tak jak Walton czy Sampson. Ale to były inne czasy. Przed rokiem z pierwszym numerem wybrany został Victor Wembanyama. Zawodnik niemal równie wysoki co Edey, ale przy tym niezwykle zwinny i szybki na nogach. Umiejący grać na obwodzie, zmieniać krycie, trafiać za trzy. To jest dziś w NBA pożądane. W tym sensie Edey jest jak dinozaur, który należy do zupełnie innej ery ze swoją grą tyłem do kosza, która już w poprzedniej dekadzie przestała być znakiem rozpoznawczym wysokich.

Dlatego, choć Edey był maszynką do double-double i ma za sobą dominujący czas na uniwerku Purdue, to eksperci mają sporo wątpliwości co do tego, czy i jak odnajdzie się w NBA. On sam doskonale zdaje sobie jednak sprawę z tego, że sukcesy akademickie musi zostawić za sobą. Przed nim czysta karta. – Tak, byłem najlepszy, ale teraz zmieniam poziom na NBA. Wszystko tamto trzeba zostawić w tyle. Nie gram już w NCAA, ale w NBA. Muszę ponownie udowodnić swoją wartość – stwierdził we wtorek podczas Draft Combine w Chicago.

Wyższy od wszystkich

Nie będzie to dla niego nowość. 21-latek prawie całe życie musiał coś udowadniać. Witamy w świecie 224-centymetrowego zawodnika, dla którego wzrost może być jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem. Bo skoro jesteś wyższy od wszystkich, to chyba logiczne, że będziesz nad nimi dominował i to chyba nie o talent tutaj chodzi? Edey od lat musi mierzyć się z takimi komentarzami. Już w młodym wieku pchano go w kierunku koszykówki, ale on przez bardzo długi czas się temu świadomie i twardo sprzeciwiał.

Nie podobało mi się, że ludzie chcą, żebym grał w koszykówkę. Robiłem wszystko, by nie grać. Postawiłem sobie za cel, by nigdy nie dotknąć piłki na przekór wszystkim – stwierdził w rozmowie z portalem The Ringer. Uważał, że nie będzie w stanie dać z siebie 100 procent, jeśli sam nie poczuje, że koszykówka to jest “to”. Mimo tego, że ciągle rósł, grał więc najpierw w hokej na lodzie, a potem w bejsbol, choć trenerzy wciąż i wciąż namawiali go do koszykówki. Na poważnie zaczął dopiero w dziesiątej klasie, czyli mniej więcej sześć lat temu.

“Dwa punkty to dwa punkty”

Przeszedł daleką drogę, by stać się najlepszym zawodnikiem akademickim w kraju. Tym bardziej, że gdy pojawił się na uniwerku w Purdue w 2020 roku, to notowany był w… piątej setce rankingu graczy. Zrewidował swoje marzenia. Najpierw chciał być obrońcą w NHL. Potem szło mu naprawdę nieźle w roli bejsbolisty. Ostatecznie przerzucił się na koszykówkę i wypłynął na głęboką wodę, co też nie było dla niego łatwe. Nieśmiały Kanadyjczyk chińskiego pochodzenia nie miał łatwo jako ten, który zawsze i wszędzie wyróżniał się swoim ponadprzeciętnym wzrostem.

Ciężko pracuję każdego dnia. Ludzie mówią, że ja tylko oddaję rzuty z bliskiej odległości. Ale nie jest tak łatwo dostać się pod kosz. Rywalizowałem z zawodnikami o moim wzroście, którzy nie byli w stanie osiągać takich rzeczy jak ja. To nie jest tylko szczęście. Na parkiecie trzymam się prostych zasad i chyba dla niektórych jest to wada. Jednak dla mnie w grze, w której chodzi o to, by trafiać piłką do kosza, najważniejsze jest właśnie trafianie piłką do kosza. Dwa punkty to dwa punkty. Ludzie zbyt mocno komplikują pewne rzeczy – mówił w rozmowie z ESPN.

Perspektywy na NBA

Etyka pracy pozwoliła mu dojść od tego momentu, w którym znajduje się dzisiaj. Odcisnął trwałe piętno w lidze NCAA i przeszedł do historii jako jeden z najlepszych. Ma też perspektywy na NBA. Już rok temu z dobrej strony pokazał się na Draft Combine, czyli corocznym wydarzeniu z udziałem większości młodych talentów dostępnych w drafcie. Wtedy spekulowano, że może liczyć na wybór w drugiej rundzie, ale żadna z drużyn ostatecznie nie obiecała mu nawet umowy two-way, dzięki której mógłby łączyć grę w G League (ligą rozwojową) z występami w NBA.

W tym roku w Chicago znów zachwycił, osiągając świetne wyniki zarówno w testach fizycznych, jak i treningach czysto koszykarskich. Dał sygnał, że może jednak jest w stanie sobie poradzić w NBA, gdzie gra jest szybsza, a przestrzeni jest znacznie więcej niż na parkietach NCAA. – Zach Edey jest jak koń. Na parkiecie jest jak łoś. Nie ma na świecie wielu ludzi, którzy przy takim wzroście mogą tak biegać i tak się poruszać – powiedział o nim już kilka miesięcy temu Matt Painter, trener uczelni Purdue, po jednym ze spotkań w minionych rozgrywkach.

Błysk w Chicago

21-latek oficjalnie mierzy niecałe 224 centymetrów bez butów (przy prawie 136 kilogramach wagi), a do tego ma niemal 244-centymetrowy zasięg ramion. W tegorocznym naborze do NBA nie ma wyższego zawodnika. Co więcej, choć w sprincie uzyskał w Chicago jeden z najgorszych czasów, to jednak w pozostałych testach sprawnościowych wypadł lepiej niż rok temu i lepiej niż np. przymierzany do topowej piątki draftu Donovan Clingan. Błysnął też w zajęciach rzutowych, pokazując potencjał nawet na możliwość rozciągnięcia gry na dystansie.

Już ma w NBA sporo fanów i wielu jest menadżerów, którzy widzą w nim kandydata nawet na czołową dziesiątkę naboru, a to ze względu na to, jak dobrze wypada w ich różnych modelach analitycznych – napisał Jonathan Givony, czyli ekspert ESPN od draftu. Wciąż jednak otwarte zostają pytania dotyczące szybkości poruszania się i zmiany kierunku podkoszowego giganta, a co za tym idzie efektywności Edeya po bronionej stronie parkietu. Obserwując go w akcji, trudno oprzeć się wrażeniu, że urodził się po prostu o kilkadziesiąt lat za późno.

Edey w NBA może być kimś

Mimo wszystko Zach Edey może w NBA być kimś. Wiele zależy od tego, kiedy zostanie wybrany i gdzie tak naprawdę trafi. Udane występy na Draft Combine na pewno pozwoliły mu poprawić notowania przed czerwcowym draftem, ale nadal nie ma pewności, czy zostanie wybrany w pierwszej rundzie, co byłoby równoznaczne z gwarantowanym kontraktem. Pomóc może mu fakt, że tegoroczny nabór do NBA jest określany jako jeden z najsłabszych od lat. Nie widać wielu graczy z absolutnie wyjątkowym potencjałem, dlatego drużyny mogą być bardziej skore do podejmowania ryzyka.

21-letni środkowy może być właśnie takim ryzykownym wyborem, bo może się przecież okazać, że na obecną NBA ten gigant jest jednak za wolny. Wtedy wielu powie, że sam wzrost to nie wszystko. W przeciwieństwie do takich graczy jak Tacko Fall (229 cm) czy Sim Bhullar (226 cm) – a więc dwóch spośród najwyższych zawodników w historii ligi, których przygoda z NBA nie trwała zbyt długo – Edey ma jednak do zaoferowania coś więcej. Jego potencjał jest znacznie większy, dzięki czemu jego historia w najlepszej koszykarskiej lidze świata może mieć znacznie dłuższe rozwinięcie.

On sam od jakiegoś czasu swój ponadprzeciętny wzrost traktuje już zresztą bardziej w kategoriach błogosławieństwa i cieszy się, że to wszystko tak się potoczyło. – Najlepsza rzecz wynikająca z mojego wzrostu? Koszykówka jest całkiem spoko – przyznał już rok temu w wywiadzie dla ESPN.

Kategorie:

Przeczytaj więcej

Zobacz więcej ›

Wyniki w cieniu absurdu. Podsumowanie pierwszego piłkarskiego dnia na igrzyskach! [WIDEO]
Dlaczego FAR Rabat zatrudnił Michniewicza? “To był szok”
UEFA wlepia kolejne kary po Euro 2024. Aż siedem reprezentacji z grzywnami
Jacek Magiera skomentował porażkę na Łotwie. “Byliśmy za bardzo spięci”
Juventus nie zatrzymuje się z transferami. Nowy stoper blisko Turynu!
Podolski otwarcie o sytuacji Górnika Zabrze. “Nie będziemy grać o mistrzostwo Polski”
Łukasz Zwoliński skomentował transfer do nowego klubu. “Zdaje sobie sprawę z wielkości Wisły”
Mateusz Borek skomentował wpadkę Śląska Wrocław. “Nie bawmy się tak”
Kolejna piłkarska afera na IO 2024. FIFA i MKOl reaguje na “szpiegostwo” dronem, są zawieszenia
Nieudana wyprawa do stolicy Łotwy. Śląsk minimalnie przegrał z Rygą [WIDEO]