HomeExtraWidmo spadku i rękoczyny. Nenad Bjelica o krok od zwolnienia

Widmo spadku i rękoczyny. Nenad Bjelica o krok od zwolnienia

Źródło: Własne

Aktualizacja:

Nenad Bjelica równie szybko dźwignął Union Berlin ze strefy spadkowej Bundesligi, co znów popchnął go w stronę obszaru zagrożenia. Nic więc dziwnego, że w głowach klubowych działaczy coraz śmielej kiełkuje myśl o zwolnieniu Chorwata.

Nenad Bjelica

dpa picture alliance / Alamy

UKRUSZONY POMNIK

Ostatnie lata we wschodniej części Berlina upływały sielankowo. Najpierw klub dość niespodziewanie awansował do niemieckiej elity, a potem potęgował zdumienie kibiców, gdy z sezonu na sezon prezentował się coraz lepiej. Debiutancki rok zakończył na jedenastym miejscu, rok później był siódmy, potem piąty, aż w końcu czwarty. W międzyczasie udało się też zagrać w Lidze Konferencji Europy oraz w Lidze Europy, a przede wszystkim dokonać największego osiągnięcia w historii, awansując do Champions League. Pozycja Ursa Fischera – trenera będącego architektem tych spektakularnych sukcesów – była więc niezagrożona i trudno było sobie wyobrazić katastrofę, która mogłaby doprowadzić do zwolnienia Szwajcara.

W tym sezonie wszystko wymknęło się jednak spod kontroli. Wprawdzie w dwóch pierwszych meczach ligowych berlińczycy zdobyli sześć punktów, strzelając przy tym aż osiem goli, ale już chwilę później wpadli w spiralę nieszczęść. Przegrali aż dwanaście kolejnych meczów we wszystkich rozgrywkach, potem zdołali złapać na chwilę oddech remisując w LM z Napoli, lecz już kilka dni później zostali rozbici w Leverkusen przez Bayer 0:4. Atmosfera była więc tak gęsta, a perspektywy tak niepokojące, że jedynym wyjściem było rozstanie się z najwybitniejszym szkoleniowcem w dziejach klubu. A jego następcą został właśnie Bjelica.

OBIETNICA OFENSYWNEJ GRY

Zatrudnienie akurat byłego szkoleniowca Lecha Poznań wywołało niemały szok. Na rynku było przecież kilku kandydatów z ciekawszym CV, a sam Bjelica miał za sobą pracę w Trabzonsporze, Osijeku, Dinamie Zagrzeb i Lechu Poznań. Przyzwoity trenerski życiorys ale przecież nie aż tak przyzwoity, by można z nim w garści móc marzyć o pracy w Bundeslidze – a tym bardziej w drużynie grającej w Lidze Mistrzów. Działacze Unionu uwierzyli jednak w to, że 52-latek zdyscyplinuje zespół, a perfekcyjna znajomość języka niemieckiego była w jego przypadku ogromnym atutem.

Chorwat wszedł do szatni czwartej drużyny ubiegłego sezonu w Bundeslidze z dużą energią. Już na powitalnej konferencji prasowej grubą kreską odgrodził się od defensywnego stylu gry Fischera, zapowiadając, że jego Union będzie grał widowiskowo, ściągał kibiców na trybuny efektownymi występami i zdobywaniem dużej liczby bramek. Po pierwszych występach jego drużyny można było w to zresztą uwierzyć – w debiucie zremisował 1:1 z Bragą, kilka dni później ograł 3:1 Gladbach, zdołał się też postawić Realowi Madryt, przegrywając po niezłym meczu 2:3.

SINUSOIDA FORMY

Kiedy zatrudniano Bjelicę, zespół z Berlina był na ostatniej pozycji w tabeli z dwoma punktami straty do bezpiecznej lokaty. Eksplozja formy pozwoliła jednak szybko się dźwignąć i już kilka tygodni później klubowi działacze mogli się nieco odprężyć. Po serii udanych spotkań Union w połowie lutego rozsiadł się na trzynastym miejscu z ośmioma „oczkami” nad strefą spadkową i wydawało się, że spokojnie dokończy sezon w środku tabeli. Wprawdzie występy piłkarzy nie odzwierciedlały odważnych zapowiedzi Bjelicy z jego pierwszej konferencji prasowej, ale skoro zgadzały się wyniki, to niewłaściwie byłoby kręcić nosem. Zwłaszcza że Chorwat odważniej postawił na młodych zawodników w ofensywie, a to procentowało, gdy ci strzelali gole i dorzucali do tego asysty.

Wraz z początkiem marca przestało jednak żreć. Z kolejnych ośmiu spotkań Union wygrał tylko jeden mecz, aż pięć przegrał. W sześciu z tych starć nie strzelił nawet gola. W ubiegłą niedzielę wprawdzie udało się zdobyć punkt na wyjeździe z Borussią Moenchengladbach, ale ten punkt nie pozwala na złapanie głębszego oddechu w walce o utrzymanie. Stołeczni mają tylko dwa „oczka” przewagi nad strefą spadkową, a w perspektywie dwa mecze z bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie i jeden ze starającym się o awans do europejskich pucharów Freiburgiem.

BOISKOWE RĘKOCZYNY

Obecnie zespół z Berlina właściwie na każdej płaszczyźnie wygląda źle. Ma kolosalne problemy ze strzelaniem goli, bo nie tylko nie wykorzystuje sytuacji, co po prostu ma ich niewiele. Druga linie nie kreuje okazji bramkowych, z kolei defensywa – może z wyjątkiem bramkarza – jest szczególnie podatna na ataki rywali. W tej sytuacji coraz bardziej niepewna staje się pozycja Bjelicy, który zdaje się nie mieć pomysłu na to, jak wyprowadzić drużynę na prostą i zapewnić jej utrzymanie w Bundeslidze. A spadek byłby podwójnie bolesny, bo przecież w lecie stołeczni poszli na grubo, ściągając uznane nazwiska, tworząc kominy płacowe i wydając znacznie więcej na wzmocnienia, niż robili to dotychczas. Ekonomicznie nie są więc kompletnie przygotowani na taką katastrofę, która zniweczyłaby cały trud włożony w rozwijanie klubu w ostatnich latach. Po prostu Union cofnąłby się w rozwoju o kilka sezonów.

Nie tylko jednak z uwagi na wyniki meczów pozycja chorwackiego szkoleniowca się chwieje. Bjelica od dawna jest bowiem na cenzurowanym, gdy w rozgrywanym pod koniec stycznia meczu z Bayernem zaatakował Leroy Sane. Po jednej ze scysji uderzył dwa razy w twarz reprezentanta Niemiec, co zaowocowało zawieszeniem na kilka spotkań i wysoką grzywną. Bjelica uniknął jednak wtedy zwolnienia, ale niesmak wobec jego zachowania odczuwany jest do dziś. Do tego stopnia, że te ekscesy potępiali publicznie piłkarze, których równolegle Chorwat starał się na treningach dyscyplinować. Chemii na linii trener – zespół jest więc coraz mniej, a jeśli dołożymy do tego nędzną postawę boiskową i mizerne punktowanie, można się spodziewać, że jeśli raz jeszcze byłemu opiekunowi Lecha powinie się noga, może to przypłacić posadą.

Kategorie:

Przeczytaj więcej

Zobacz więcej ›

Potężny błąd obrońcy Manchesteru City! Czerwone Diabły prowadzą na Wembley [WIDEO]
Wojciech Szczęsny będzie miał nowego rywala w walce o skład. To już pewne
Tymoteusz Puchacz bliski zmiany klubu. Jest wielu zainteresowanych
Gwiazdor Liverpoolu może odejść z klubu!
Nie wiadomo czy zdobędą mistrzostwo. Jednak już planują letnie transfery
Zespół z Bundesligi dał siedem milionów euro za reprezentanta Polski. Klub podjął decyzję
PSG zamierza wzmocnić cztery pozycje! Mocne nazwisko na liście
Poznaliśmy króla strzelców La Ligi? Wielki pech kontrkandydata
Kto będzie asystentem Flicka w Barcelonie? Dobrze znane nazwisko
Drugi ROAST przed Clout MMA 5 – kiedy i gdzie obejrzeć?