Benedykta XVI na stanowisku papieża zastępuje Franciszek, w kinach grają ”Wilka z Wall Street”, prezydentem Polski jest Bronisław Komorowski, a Justyna Kowalczyk świętuje czwarty w karierze Puchar Świata – tak wyglądał świat, gdy Robert Lewandowski oficjalnie dołączył do elity i został piłkarzem klasy światowej.
Był 24 kwietnia, gdy niesamowita Borussia Dortmund Juergena Kloppa, z trójką Polaków w składzie, mierzyła się z Realem Madryt w półfinale Ligi Mistrzów. Chociaż Łukasz Piszczek i Jakub Błaszczykowski rozegrali wtedy świetne spotkanie, to nie mieli szans wyjść z cienia napastnika.
Tego wieczora Robert Lewandowski wzorowo poradził sobie z wyjątkowo nieprzyjemnymi obrońcami: Pepe, Sergio Ramosem oraz Raphaelem Varanem i przyćmił Cristiano Ronaldo, autora honorowej bramki. Lewandowski tej nocy zdobył ich aż cztery. Powtórzmy: cztery. Nikt nie strzelił tylu goli Realowi i nikt strzelił tylu goli w półfinale LM. A przecież były to czasy, gdy już sam udział Polaka w fazie pucharowej był czymś wyjątkowym. Przeżyjmy to jeszcze raz.
Cztery gole Lewandowskiego z Realem [WIDEO]
– Oddaje Lewemu tytuł ” bello di notte” – napisał na Twitterze Zbigniew Boniek, którego Włosi określali pięknością nocy, bo najlepsze mecze rozgrywał w świetle reflektorów, gdy patrzył na nieco cały świat.
Francuskie „L’Equipe” przyznało mu notę ”10”, choć perfekcyjną ocenę wystawiło w swej ponad 70-letniej historii ledwie kilka razy. Gratulacje i słowa podziwu płynęły zewsząd, ale Lewandowski o tym nie myślał. Wciąż analizował mecz. – Szkoda, że nie zdobyłem piątej bramki – powiedział tuż po meczu. I wtedy doskonale zrozumiemy, dlaczego Paweł Wilkowicz zatytułował biografię Lewandowskiego – ”Nienasycony”.
Zajrzymy do jej środka. – Zszedłem z boiska, usiadłem w szatni i zacząłem się śmiać sam do siebie. Kurczę, czy to się wydarzyło naprawdę? Strzeliłem cztery gole Realowi w półfinale Ligi Mistrzów? Przez kilka dni to do mnie nie docierało – wspomina Robert w książce Wilkowicza.
Ostatecznie Borussia dotarła do finału, gdzie przegrała z Bayernem (0:1), przyszłym klubem Polaka. I choć już minęło 12 lat, to Lewandowski do dziś pewnie najlepiej wspomina tamten wieczór.
Lewandowski bez granic
Jasne, byliśmy świadkami jeszcze magicznych pięciu bramek w ciągu dziewięciu minut przeciwko Wolfsburgowi, ale Bundesliga to nie Liga Mistrzów, a Wolfsburg to nie Real Madryt. Pięknych nocy Lewandowski miał więcej, jak choćby ta sierpniowa z 2020 r., gdy z Bayernem pokonał PSG i Polak ucałował upragniony Puchar Europy. Ale takiego koncertu, jak 24 kwietnia 2013 roku już nie oglądaliśmy.
Ale to nie znaczy, że oglądać już nie będziemy. 36-letni Lewandowski wciąż nam udowadnia, że w jego karierze niemożliwe nie istnieje.