Manchester United zwolnił Rubena Amorima
Manchester United w ostatnich dwócz meczach zdobył tylko dwa punkty. To marny dorobek, biorąc pod uwagę ambicje klubu dotyczące chęci powrotu do europejskich pucharów. Jeszcze gorzej się robi, gdy spojrzymy na przeciwników, z którymi mierzyły się Czerwone Diabły. Nie potrafiły ograć Wolverhampton, czyli najgorszej drużyny ligi, która do niedawna była jedynym zespołem bez zwycięstwa w dotychczasowym sezonie (zmieniło się to dopiero w minionej kolejce, w której Wilki ograły 3:0 West Ham). W tej samej serii gier Manchester podzielił się punktami z Leeds United. Beniaminek w pewnym momencie wyszedł nawet na prowadzenie w starciu z ekipą z Old Trafford. Nie utrzymał korzystnego rezultatu do końca, co nie zmienia faktu, że był zaskakująco trudnym rywalem dla Czerwonych Diabłów.
Oba wyniki rozczarowują. Grę, którą zaprezentowali piłkarze United, również trudno obronić. Nikt jednak nie spodziewał się, że w poniedziałkowy poranek klub poinformuje o zwolnieniu Rubena Amorima. Portugalczyk w ostatnich miesiącach często podkreślał, że ma swoją misję na Old Trafford, której nie porzuci, nawet w obliczu rosnącej presji i słabych wyników. Czuł, że może odmienić przyszłość Manchesteru. Nie odmieni. Władze nie dadzą mu tej szansy.
Amorim wytrwał na stanowisku nieco ponad rok. Przyszedł z wielkimi planami, ambicjami i gotowością do wprowadzenia klubu na szczyt, z którego Czerwone Diabły dawno już spadły. Byłemu sternikowi Sportingu trudno odmówić zaangażowania czy chęci do pracy, lecz niektórymi swoimi decyjami z pewnością nie poprawił notowań w oczach kierownictwa Manchesteru. Na sumieniu ma grzechy, które doprowadziły do jego zwolnienia.

Taktyczny reżim
Najczęściej podawanym zarzutem do Amorima było kurczowe trzymanie się jednej taktyki. W czasach Sportingu Portugalczyk praktycznie zawsze korzystał z ustawienia z trójką obrońców. Niekiedy do boju posyłał pięciu defensorów, ale w zdecydowanej większości przypadków stawiał na ustawienie 1-3-4-3, ewentualnie 1-3-5-2 lub 1-3-4-2-1. Pod jego batutą piłkarsko dojrzewali Gonçalo Inácio, Zeno Debast czy Ousmane Diomande, o którego zabiegają teraz najwięksi z całej Europy.
Amorim na ten sam system próbował postawić w Manchesterze United. Forsował ustawienie z trzema obrońcami nawet, gdy pojawiały się uzasadnione obawy, czy taki pomysł ma rację bytu na Old Trafford. O próbie wprowadzenia swojego reżimu, bez względu na panujące okoliczności, może świadczyć może liczba zawodników, których Portugalczyk wysyłał do linii obronu. W tercecie defensywnym grali Lisandro Martínez, Harry Maguire, Victor Lindelöf, Luke Shaw, Matthijs de Ligt, Noussair Mazraoui, Leny Yoro, Ayden Heaven czy Tyler Fredricson. Sporo pomysłów, sporo zmian, sporo chaosu.
Po meczu z Leeds United (1:1) dziennikarze Ben Jacobs (GiveMeSport) i Alex Crook (talkSPORT) podali, że brak taktycznej elastyczności jest jednym z głównych powodów coraz większego napięcia na linii Ruben Amorim – Jason Wilcox (dyrektor sportowy klubu). Ten drugi zarzucał Portugalczykowi, że nie potrafi się adaptować do sytuacji boiskowej, nie reaguje na okoliczności i nie wyciąga wniosków. Skoro po ponad roku styl gry Manchesteru United nie uległ fantastycznej metamorfozie, może należałoby się choć zastanowić nad przemodelowaniem linii obrony. Amorim kontrował takie argumenty tym, że od pierwszego dnia swojego pobytu w klubie założył sobie, jak chce, żeby jego zespół grał w piłkę i nie zamierza tego zmieniać.
Czytaj też: Ruben Amorim przeprasza, kibice w niego nie wierzą. Manchester United znów zawodzi
Sabotaż w środku pola
Innym taktycznym kamyczkiem w ogródku Portugalczyka może być ograniczenie potencjału Bruno Fernandesa. Jego krajan, przez wielu uważany obecnie za najlepszego gracza Czerwonych Diabłów, to zawodnik kreatywny, błyskotliwy i bardzo pożyteczny w tworzeniu zagrożenia pod bramką przeciwnika. W poprzednich sezonach 31-latek najczęściej grywał jako “dziesiątka”, czasem nawet był ustawiany wyżej. Co zrobił Amorim? Zaczął ustawiać go niżej, raczej w roli “ósemki”, a niekiedy też “szóstki”.
Bruno to piłkarz ofensywny, stworzony do kreacji i budowania zagrożenia. Ograniczenie jego potencjału, sprowadzenie do roli typowego środkowego pomocnika to decyzja, której niektórzy kibice do dziś nie mogą zrozumieć. Portugalczyk może być jednym z niewielu naprawdę potrzebnych i wartościowych piłkarzy w składzie United. Amorim postanowił jednak ograniczyć jego możliwości, redukując tym samym wkład 31-latka w fazę ataku drużyny.
Czytaj też: Odrzut z Manchesteru United zachwyca. Stał się gwiazdą Serie A
Brak kropki nad “i”
Amorim miał też kilka momentów, w których mógł całkowicie odmienić postrzeganie jego kadencji na Old Trafford. Zawsze jednak brakowało przysłowiowej kropki nad “i”. Gdy trzeba było zaryzykować, zagrać odważniej, sfinalizować rozpoczętą robotę, Manchester swoją zachowawczością czy po prostu indolencją zawodził kibiców.
Pierwszym z brzegu przykładem takiego zachowania jest przegrany finał Ligi Europy z Tottenhamem (0:1). Już na początku 2025 roku było wiadomo, że Czerwone Diabły mogą uratować sezon tylko triumfem w europejskich pucharach. W Premier League nie mogły zdziałać nic więcej prócz zajęcia miejsca w środku tabeli. Wszystkie siły skoncentrowano więc na arenie międzynarodowej.
Zwycięstwo w Lidze Europy dałoby klubowi nie tylko trofeum, pokaźny zastrzyk gotówki czy upragniony awans do Ligi Mistrzów, ale stanowiłoby również niepodważalną kartę przetargową w negocjacjach transferowych. Każdy piłkarz marzy o grze w Champions League. Niezdecydowanego łatwiej namówić wizją rywalizacji na najwyższym futbolowym poziomie w Europie niż snuciem kolejnych planów, które mają się ziścić za X lat. W letnim okienku Manchester wydał na wzmocnienia ponad 250 milionów euro. Sprowadził ciekawych zawodników, ale z takim budżetem mógłby zdziałać zdecydowanie więcej, gdyby miał prawo nęcić potencjalne nowe nabytki możliwością gry w Lidze Mistrzów.
Czytaj też: Klątwa Old Trafford. Tak Manchester United psuje piłkarzy
Niewybaczalna indolencja
Nieumiejętność kończenia rozpoczętej roboty było widać nawet w tym sezonie. Nierzadkim obrazkiem był scenariusz spotkania, w którym Czerwone Diabły wychodziły na prowadzenie, żeby po końcowym gwizdku czuć rozczarowanie straconymi punktami. Choćby w niedawnym spotkaniu z Wolverhampton (1:1) gol Joshuy Zirkzee na 1:0 nie okazał się zwycięskim trafieniem, bo mecz zakończył się remisem. Wcześniej podobna sytuacja miała miejsce w starciach m.in. z Bournemouth (4:4), West Hamem (1:1), Nottingham Forest (2:2) czy Fulham (1:1). Gdyby Manchester zdobył chociaż połowę punktów, które stracił w tych spotkaniach, byłby na… 4. miejscu w tabeli, wyprzedzając i Liverpool, i Chelsea.
Cofnięcie się na własną połowę, oddanie inicjatywy, praktycznie zaproszenie rywala do odrabiania strat to droga donikąd. Nikt nie śmie zarzucać Amorimowi, że tego nie wie. Dlaczego jednak wciąż jego zespół grał tak samo? Dlaczego błędy, które zdarzały się w tej materii już na poczatku sezonu, powtarzały się w kolejnych miesiącach? Czy Portugalczykowi zabrakło odwagi, śmiałości, narzędzi do tego, aby zaszczepić w swoich zawodnikach więcej boiskowej bezczelności czy pozytywnej arogancji, która nakazywałaby prędzej zgnieść przeciwnika w drobny mak niż zachęcać go do rozkręcenia się i ruszenia po wyrównującego gola?
Czytaj też: Polski kibic Manchesteru United podbija Internet swoją akcją! Co za poświęcenie!
Amorim postawił na cięty język
Na koniec warto wspomnieć o wypowiedzi, która zdaniem brytyjskich mediów bezpośrednio przyczyniła się do zwolnienia Amorima. Portugalczyk po meczu z Leeds United pokusił się o mocne słowa, których echo do dziś pewnie rozbrzmiewa na Old Trafford.
– Przyszedłem tu, aby być menedżerem Manchesteru United, nie trenerem. Wiem, że nie nazywam się Conte, Tuchel ani Mourinho, ale to ja jestem menedżerem tego klubu. Zamieram nim być dalej. Nie odejdę. Będę wykonywać swoją pracę, dopóki nie przyjdzie inny szkoleniowiec, aby mnie zastąpić – powiedział trener konfrontacyjnie.
Dziennikarze na Wyspach byli zgodni – wystrzelenie takich armat przez Amorima może mieć poważne konsekwencje. Nikt nie spodziewał się, że Portugalczyk wejdzie na tak wysokie tony w swojej pomeczowej analizie. Najwidoczniej jednak chciał w ten sposób zamanifestować swoje niezadowolenie z tego, jak w ostatnim czasie organizowana była praca w klubie.
Czytaj też: Manchester United bardzo ceni tego trenera! To on może zastąpić Amorima
Brak transferów
Przed rozpoczęciem zimowego okienka transferowego kibice oczekiwali wzmocnień przede wszystkim na pozycji środkowego pomocnika. Bruno Fernandes i Kobbie Mainoo narzekali na problemy zdrowotne, a przyszłość Manuela Ugarte na Old Trafford stoi pod poważnym znakiem zapytania. Transfer do środka pola wydawał się priorytetowy. W mediach podawano nawet potencjalne kandydatury – Ruben Neves czy Conor Gallagher mieli być rozpatrywani jako ewentualni nowi zawodnicy United.
Amorim wytoczył ciężkie działa, co może zwiastować, że zimą klub nie pójdzie na zakupy. Odpowiedział też na pojawiające się od miesięcy spekulacje dotyczące przyszłości Portugalczyka w Manchesterze. Praktycznie od początku sezonu słychać głosy nawołujące do rozstania się z trenerem. Do tej pory były szkoleniowiec Sportingu za każdym razem podkreślał, jak bardzo przywiązany jest do Old Trafford. Tłumaczył, że drużyna jest w trakcie procesu. Ostatnio nawet można było zauważyć pewne przebłyski lepszej formy. Światełko w tuneli w końcu zaczęło być widoczne. Świadczy o tym nienajgorsza pozycja w tabeli. Konfrontacyjna wypowiedź, pośrednio uderzająca w klubową “górę”, zaprzepaściła jednak to wszystko. W jakim kierunku teraz pójdzie Manchester United? Tego nie wie nikt. Ale to już w tym klubie norma.
Czytaj też: Manchester United szuka następcy Amorima. Aż pięć nazwisk na liście życzeń!
***
Ruben Amorim miał swoje grzeszki na sumieniu. Nie zmienia to jednak faktu, że decyzja o jego zwolnieniu spotkała się z mieszanymi odczuciami kibiców. Wielu fanów zarzuca klubowym władzom, że pospieszyły się z takim ruchem. Tym bardziej, że w ostatnich ośmiu ligowych meczach Czerwone Diabły poniosły tylko jedną porażkę, i to z rewelacyjną Aston Villą (1:2). Portugalczyk, mimo niektórych niezrozumiałych posunięć, robił, co mógł, aby wyprowadzić drużynę na prostą.
Wytrwał w tej misji niecałe 14 miesięcy. Jeśli cierpliwość kierownictwa Manchesteru United będzie tak krótka, lepsza przyszłość klubu pozostanie w kategoriach marzeń czy wręcz mrzonek. Straconego czasu z Rubenem Amorimem u steru nikt nie odda. Zespół zaczynał łapać, o co chodzi portugalskiemu szkoleniowcowi, lecz twarda ręka “góry” uderzyła w stół. Ta decyzja potwierdza, że na Old Trafford nie może być zbyt nudno. To chyba jedyna rzecz, która w ekipie 20-krotnego mistrza Anglii zgadza się od wielu lat.
Czytaj też: To tego trenera chce Manchester United. Trzeba będzie sporo poczekać







![Juventus rozbił drużynę Polaka! Kuriozalny samobój [WIDEO]](https://daf17zziboaju.cloudfront.net/wp-content/uploads/2026/01/06221309/muharemovic-390x260.jpg)


