Reprezentacyjny rollercoaster
Tyle emocji, ile dostarczyła nam reprezentacja Polski w 2024 roku, nie było dawno. Zaczęło się świetnie – od euforii po udanych barażach o awans na Euro 2024 i wyjazdowej wygranej w finale nad Walią. Im dalej jednak było w las, tym było gorzej. A nadzieje i oczekiwania kibiców wcale nie malały.
Najpierw szybkie pożegnanie z mistrzostwami Europy, następnie zapowiadane (choć nie do końca zrealizowane) odmłodzenie kadry i wniesienie do niej nowej świeżości, a na koniec Liga Narodów. W przypadku tych rozgrywek nadzieje kibiców na lepsze wyniki, głównie za sprawą klasy rywali, nie były zbytnio rozdmuchane. Ale brakowało właśnie kilkudziesięciu sekund, aby całościowe wrażenia były zupełnie inne.
Porażka ze Szkocją w ostatnich sekundach zepchnęła Polaków do dywizji B. Zupełnie obiektywnie, to właśnie miejsce, na które biało-czerwoni zasługują – dywizja A teoretycznie powinna być zarezerwowana wyłącznie dla najlepszych, a do tego grona nasza kadra jedynie aspiruje, ale nie należy. Teraz, wraz ze startem eliminacji MŚ 2026, tworzą się nowe nadzieje na ,,lepsze jutro”, ale co istotne, początek tych zmagań może być wyjątkowo niebezpieczny.
Polacy, nie możecie tego spaprać
Starcia z Litwą i Maltą to mecze, o których nie powinno mówić się zbyt wiele. Jakość kadr i personalia zdecydowanie przemawiają za biało-czerwonymi, dlatego jakiekolwiek wyniki niż ich zwycięstwa będą uznawane za blamaże pokroju dwumeczu z Mołdawią. I tu właśnie odkrywa się pierwszy fragment nadziei – z góry przypisujemy sobie sześć punktów, bo tak po prostu musi być. Nikt nie bierze pod uwagę innego scenariusza.
Istnieje więc całkiem prawdopodobny scenariusz, zgodnie z którym po marcowym zgrupowaniu Polacy będą liderami tabeli G z sześcioma punktami na koncie. No i wtedy się zacznie – sugerowanie się wyłącznie tabelą może sprawić, że każdy z nas uzna, że tak już powinno zostać. W czerwcu biało-czerwoni zagrają na wyjeździe z Finlandią i choć wtedy także będą faworytami, będzie to rywal nieco trudniejszy niż Litwa czy Malta. Ostudzone nastroje, a być może nawet lekkie zlekceważenie przeciwnika mogą spowodować, że trzy punkty wcale nie będą takie łatwe do wyrwania.
Trzeba też pamiętać, że do gry wkroczy Hiszpania lub Holandia, które, tak można zakładać, nie będą drużynami ,,do zdobywania punktów” (choć oczywiście miło byłoby się zaskoczyć). Dodając do tego potencjalne zdobycze punktowe Finów z Maltą i Litwą, a być może też zaskoczenie Holendrów czy Hiszpanów, sytuacja Polaków w kontekście walki o drugie miejsce wcale nie musiałaby być taka łatwa.
Jaki płynie z tego wniosek? Że mecze z Litwą i Maltą nie powinny wywoływać w reprezentantach Polski jakichkolwiek oznak niepewności czy obaw. Mecze z Mołdawią to już przeszłość i co prawda teraz nigdy nie można wykluczyć kolejnego blamażu, ale jeśli do takiego by doszło, no to ratunku chyba już nie będzie.
Historia wcale nie taka korzystna
Skoro już tak mocno skupiamy się na tym, że w piątkowy wieczór nie ma możliwości na jakąkolwiek niespodziankę, spójrzmy, jak to wyglądało w przeszłości. Obecnie Litwa jest 142. reprezentacją w rankingu FIFA i choć w pierwszej setce po raz ostatni znajdowała się niemal 10 lat temu, wcześniej nie zawsze była to tak odległa pozycja.
Najwyższą lokatą Litwinów było 37. miejsce, które zajmowali w notowaniu z października 2008 roku. Dla porównania, Polska zajmowała wówczas 30. pozycję, a zatem, przynajmniej według rankingu, była tylko odrobinę lepsza. Biorąc natomiast pod uwagę bilans bezpośrednich starć, sytuacja jest zaskakująco… średnio korzystna.
Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że Polska i Litwa jeszcze nigdy nie grały ze sobą w meczu o punkty – wszystkie 11 dotychczasowy pojedynków to starcia towarzyskie. Bilans to pięć triumfów biało-czerwonych, cztery remisy i dwie porażki (0:1 w Bełchatowie w maju 2006 roku za kadencji Pawła Janasa i 0:2 w Kownie w marcu 2011 roku pod wodzą Franciszka Smudy).
Szczególnie w przypadku drugiego z tych meczów należy wspomnieć, że Polacy wcale nie zagrali w mocno zmienionym składzie. W wyjściowej jedenastce znaleźli się wtedy m.in. Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski, Łukasz Piszczek, Kamil Glik czy Adrian Mierzejewski. To i tak nie wystarczyło, aby nie pozwolić Litwinom na sprawienie niespodzianki.