W ostatnich dniach cały świat śledził to co się dzieje w Wenezueli, po tym jak amerykańskie siły specjalne pojmały prezydenta Nicolasa Maduro, który odpowie przed amerykańskim sądem na oskarżenia m.in. o przemyt narkotyków. W polskim sporcie nie ma zbyt wielu postaci łączących nas z Wenezuelą. Wyjątkiem jest Jacek Grembocki, były reprezentant Polski. Grembocki to wychowanek Lechii Gdańsk, któremu w latach 90. udało się wyjechać z polskiej ligi. Najpierw trafił do Niemiec (VfL Osnabrück i FSV Frankfurt), a potem podpisał kontrakt z Caracas FC, klubem ze stolicy Wenezueli. I miała mu w tym pomóc… wizyta papieska!
Jan Paweł II pomógł przy transferze Polaka!?
– Caracas mogło sobie pozwolić na jeden transfer, a oprócz mnie na testach było jeszcze dwóch innych graczy. Nieskromnie powiem, że piłkarsko czułem się najlepszy, ale byłem już po trzydziestce i po kilku operacjach. A jednak los się do mnie uśmiechnął. Guillermo Valentiner, właściciel Caracas FC i wierny katolik, był na spotkaniu z papieżem, który akurat odwiedził Wenezuelę. I gdy prezes powiedział mu, że Polak jest u niego na testach w klubie, to miał usłyszeć w odpowiedzi, że „trzeba pomóc rodakowi papieża” – mówi na łamach Kanału Sportowego Grembocki.
Ostatecznie Polak nie zrobił wielkiej kariery w Caracas FC, bo głównie pełnił rolę rezerwowego. Jednak sam fakt, że udało mu się opuścić Polskę, zwiedzić Niemcy oraz Wenezuelę, już budził podziw.
– Cały świat wtedy marzył o tym, aby trafić do Niemiec. To był inny świat, gdzie ludziom żyło się na dużo lepszym poziomie. Ale muszę przyznać, że Wenezuela także zrobiła na mnie wielkie wrażenie. W porównaniu do Polski to był bardzo bogaty kraj, a przy okazji przepiękny – dodaje były obrońca reprezentacji Polski.

(Grembocki w Caracas FC – archiwum prywatne piłkarza)
W latach 90. mieszkańcy biedniejszych krajów Ameryki Południowej masowo dobijali się do Wenezueli, a dziś jest na odwrót, to Wenezuelczycy opuszczają kraj. W ostatniej dekadzie wyjechało ponad osiem milionów osób, a Caracas dziś jest uznawane za jedno z najbardziej niebezpiecznych miast świata. Konflikt z USA tylko pogłębia napięcia.
– Nie chcę komentować amerykańskiej interwencji, ale chętnie podzielę się moimi wspomnieniami z Wenezueli, którą darzę wielkim sentymentem i do dziś się nią interesuje. Trafiłem do kraju, gdy prezydentem był Rafael Caldera, a wszystko zaczęło się sypać za Hugo Chaveza, który przejął rządy w 1999 roku. Przed Chavezem i jego następcą, czyli właśnie Maduro, to był naprawdę bardzo bogaty kraj. Szczególnie dla Polaka. Oczywiście były biedniejsze rejony, ale je z reguły udawało się omijać. Te slumsy, które pamiętam jako małe, zrujnowane ceglane budynki, znajdowały się głównie na wzgórzach. Ja się przede wszystkim kręciłem po niżej położonych dzielnicach, gdzie można było dostrzec luksusy, o których w Polsce mogliśmy wtedy tylko pomarzyć. Wenezuela była wtedy najbogatszym krajem Ameryki Południowej, a miałem porównanie, bo dzięki Copa Libertadores zwiedziłem także np. Argentynę, gdzie wszystko było dużo, dużo droższe – wspomina Grembocki.
– A jakie to były luksusy? – dopytujemy.
– Wszystko dookoła robiło wrażenie. Mieszkałem w hotelu, a obok były galerie handlowe, gdzie w naprawdę przystępnych cenach można było się markowo ubrać, czy dobrze zjeść. Było mnóstwo restauracji, także z muzyką na żywo, i kawiarni, które odwiedzałem praktycznie codziennie, co już samo w sobie było wyjątkowe dla przybyszy ze wschodniej Europy. Dla piłkarzy często takim wyznacznikiem dobrego życia są, jak powszechnie wiadomo, samochody. Gdy grałem w Górniku to jeździłem Oplem Vectrą, kolega Fordem Escortem, a większość małymi Fiatami czy Ładami. Natomiast w Wenezueli piłkarze mieli już amerykańskie Dodge czy Mitsubishi Pajero, a więc prawie nieosiągalne w Polsce samochody – tłumaczy Grembocki, który kilka lat temu był w szoku, gdy zobaczył, jak stoczyła się Wenezuela.
– Gdy kilka lat temu zobaczyłem na facebooku zdjęcia ze sklepów z pustymi półkami, to byłem w szoku. Nie mogłem w to uwierzyć, bo nawet w głębokim PRL-u był chociaż ocet i papier toaletowy. A tam były puste półki, dosłownie puste! Pamiętam jak kiedyś na czarnym rynku w Wenezueli dostawało się za dolara 400 boliwarów, a kilka lat temu amerykański dolar był wart 1 800 000 boliwarów. Hiperinflacja to mało powiedziane, co? – wspomina Grembocki.
Grembocki: Ostrzegam Polaków
Po zakończeniu kariery Grembocki nigdy nie wrócił do Wenezueli i nie utrzymywał kontaktów z piłkarzami z Caracas FC ze względu na barierę językową. Ale do dziś kilku kolegów darzy sentymentem, jak np. byłego reprezentanta Ghany Michaela Oseiego.
– Nasze drogi się jednak rozeszły, ale do dziś czerpię z tamtego wyjazdu. Nie chcę, żeby to zabrzmiało zbyt górnolotnie, ale mam przesłanie do Polaków. To, co jest dobre, nie jest wcale dane na zawsze, pamiętajmy o tym. Zwiedziłem cały świat i widzę, że dziś w Polsce mamy dobrobyt, więc jak słyszę, że ktoś chce wyjść z Unii Europejskiej, to łapię się za głowę. Zastanówmy się komu na rękę jest taka narracja. Szanujmy to co mamy i nie psujmy tego co jest, żeby Polakom nie zniknął uśmiech z twarzy, tak jak znika teraz Wenezuelczykom – podsumował były reprezentant Polski, który dziś prowadzi własną akademię piłkarską i jest pochłonięty pracą z młodzieżą.



![Real zagra w finale Superpucharu Hiszpanii! Ależ gol w hitowym meczu [WIDEO]](https://daf17zziboaju.cloudfront.net/wp-content/uploads/2026/01/08214810/fede-valverde-390x260.jpg)


![PSG dało się zaskoczyć w walce o trofeum. Bramkarz bohaterem [WIDEO]](https://daf17zziboaju.cloudfront.net/wp-content/uploads/2026/01/08210823/lucas-chevalier-390x260.jpg)
![Kolejne mecze Kings League na Kanale Sportowym i IRL z Brazylii! [NA ŻYWO]](https://daf17zziboaju.cloudfront.net/wp-content/uploads/2026/01/08203519/Nowy-projekt-2-4-390x293.png)



